rozważania przy gadzinie

walczyliśmy ostatnio z gadziną. niestety u Benka, katar przeszedł kaszel, a ten w zapalenie uszu.

pewnego weekendowego dnia (co by ominąć kolejki do walk-in) pojechaliśmy do doktora, żeby sprawdzić jak się gadzina miewa. wtedy jeszcze nic się nie działo. lekarz obejrzał i mnie, i Benka, i zawyrokował – wszystko w porządku, uszy też. wróciliśmy do domu, zjedliśmy obiad, i Ben już nie za bardzo miał się dobrze. poszedł spać, choć o tej porze, nigdy wcześniej spać nie chodził. wstał po godzinie marudny, nieswój i z wysoką gorączką. Benek więc do auta i znowu w drogę do lekarza. ponieważ to walk-in, więc oglądnął go inny lekarz, który tym razem (czyli po czterech godzinach od poprzedniej wizyty) zawyrokował uszy. my na to – nie może być, bo jeszcze rano uszy były w porządku. a doktor na to – a kto tak powiedział? my na to – doktor C. a on na to – hm… zapalenie uszu może się bardzo szybko rozwinąć. no dobra – pomyśleliśmy z mężem, ale żeby aż TAK szybko? problem w tym, że żaden lekarz nie podważy opinii drugiego, szczególnie jeśli obydwaj pracują w tej samej klinice. z resztą co by nam to dało? nic.

z wysoką Benkową gorączką walczyliśmy przez trzy dni. ciężko było, szczególnie w nocy, przypomniały nam się czasy sprzed roku zaraz po jego urodzeniu… po trzech dniach Benowi spadła gorączka, a nam – w końcu ciśnienie, bo nic nie działa bardziej pobudzająco na krwiobieg niż temperatura u rocznika dobijająca i przekraczająca 39 kresek, szczególnie w nocy.

Benek ma się już całkiem dobrze, wrócił do przedszkola (czytaj: wylęgarni gadzin), a ja ciągle drżę i wypatruję oznak kolejnej choroby, bo jestem pewna, że w czasie kiedy nas tam nie było, stare oswojone gadziny ustąpiły miejsca nowym.

przy okazji Benkowych zmagań ze zdrowiem, naszła mnie pewna smutna myśl odnośnie kanadyjskiego systemu zdrowotnego (a może tylko preryjnego?) otóż, po co mi tak naprawdę lekarz rodzinny, skoro nigdy nas nie leczy. bo żeby dostać się do niego, muszę zadzwonić na miesiąc przed, co najmniej. w przypadku moim i męża, nie zależy mi, naprawdę. ale w przypadku małego dziecka, uważam, że jednak powinien go widzieć, w chorobie czy zdrowiu, ten sam lekarz (idealnie pediatra, niestety tutaj pediatrzy są tylko od ciężkich przypadków, a nie od leczenia dzieci). nasz widzi Benka, tylko w zdrowiu, kiedy odbywamy wizyty kontrolne. szanse na dostanie się do niego w chorobie są prawie równe zeru.

niestety lekarzy na preriach brak. ośmiomiesięczniak mojej koleżanki został ostatnio skierowany do alergologa. termin wizyty ustalono mu na trzy miesiące naprzód. takich historii znam niestety wiele.

co jakiś czas odzywają się tu i ówdzie głosy o częściowej prywatyzacji służby zdrowia. marnie to widzę. większość mieszkańców Saskatchewan jest dumna z “darmowej” służby zdrowotnej i gotowa jej bronić. darmowa to ona nie jest, tylko z naszych podatków, które niestety najniższe nie są. poza tym “darmowa” służba zdrowia nie leczy zębów i oczu, więc i tak większość ludzi decyduje się na dodatkowe ubezpieczenie zdrowotne. czasami takie ubezpieczenie pokrywa pracodawca, czasami jednak nie.

zdaję sobie sprawę, że nie ma idealnej służby zdrowia, ale czasami myślę, że odrobina konkurencji na rynku usług zdrowotnych nikomu by nie zaszkodziła. a wręcz przeciwnie.  

  








About

  • związkowa Yin
  • Benkowa mama
  • fanka zeberek
  • hulająca z elektronami
  • czasami melancholijna
  • niekiedy sentymentalna
  • wciąż poszukująca


Search



    Copyright

    Wszelkie prawa zastrzeżone. Zgodnie z ustawą o ochronie praw autorskich, cytowanie, kopiowanie, oraz wykorzystywanie zdjęć i treści tego bloga w jakiejkolwiek formie bez uzyskania uprzedniej pisemnej zgody autora podlega odpowiedzialności cywilnej i karnej.

     

    February 2012
    M T W T F S S
    « Jan    
     12345
    6789101112
    13141516171819
    20212223242526
    272829  



Blog design by Splendid Sparrow and atsanik