let it snow

miało być o walce z gadziną i tutejszej służbie zdrowia, ale będzie o czymś zupełnie innym.

ostatnio dużo ludzi trafia na mojego bloga pytając google o to kiedy będzie padał śnieg. otóż mam dla Ciebie – zbłąkany internauto, odpowiedź. śnieg już padał. dzisiaj. i jeśli ufać prognozie, to jeszcze nie koniec.

pogoda nas niestety nie rozpieszcza. choć jeszcze nie tak dawno była do nas całkiem przychylnie nastawiona i traktowała nas ciepło i złociście.

obecne temperatury to około 10 stopni mniej niż średnia dla tego okresu. nie ma jak prerie. kiedy to ja ostatnio o śniegu pisałam? aa, 14 maja. świetnie. nie minęło pięć miesięcy a śnieżny temat powraca jak bumerang. i obawiam się moi wierni czytelnicy, że zostanie tu na dłużej.

niniejszym sezon marudzenia na pogodę uważam za otwarty ;-)

a tak nam dzisiaj przysypało backyard.

dzisiejsze popołudnie spędziłam z Benkiem w domu podziwiając zza okna śnieżną zamieć.

udało nam się nawet zobaczyć parę śnieżynek przylepionych do szyby.

jest coś dziwnie przyjemnego w tym pierwszym śniegu. może to nieuchronnie zbliżające się święta. a może to udomowienie, nieodłącznie związane z zimą, długie wieczory, mróz za oknem, ciepły dom, dobra muzyka, i rozgrzewajacy kieliszek krupnika. a może to wspomnienie dzieciństwa, bo tam gdzie się wychowałam, zimy były prawdziwie śnieżne…

Saskatoon to nie moje miejsce na ziemi, ale lubię go zimową porą i jakoś nie wyobrażam sobie życia tam, gdzie w styczniu, zamiast na sanki, idzie się na plażę.

[przypomnijcie mi ten tekst za parę miesięcy, jak będę Wam zanudzać po raz n-ty, że Saskatoon jest do niczego, bo zima trwa tu zdecydowanie za długo, hehe]

trochę zimno się zrobiło od tego pisania o śniegu, więc na koniec trochę ciepłej muzyki. ostatnio znalazłam (a raczej to djmoose znalazł) takie oto wykonanie River Joni Mitchell (o którym pisałam już kiedyś tu). utwór pochodzi z płyty Herbie Hancocka, River (the joni letters). polecam na leniwe jesienno-zimowe wieczory. 




zimowe słuchanie

muszę się przyznać, że mam pewną słabość do amerykańskich świątecznych piosenek. nic tak mnie nie wprawia w świąteczny nastrój jak White Christmas czy Have Yourself a Merry Little Christmas chociaż Przyjaciele Karpia z radiowej Trójki czy też Kolęda płynie z wysokości Pospieszalskich też mają pewną moc nastrojo-twórczą :-)

w zwiazku ze zbliżającymi się świętami, postanowiłam się zaopatrzyć w różnego rodzaju płyty z takową muzyką. ponieważ w Kanadzie, zgodnie z tym co opisał kw, biblioteki są pełne dóbr wszelakich, poprosiłam męża o wypożyczenie paru płyt. przytaskał różne, m.in. coś co sie nazywa Canadian Christmas, ale tę akuat nie polecam. to co chcę polecić znalazłam na jednej z płyt zupełnie przez przypadek. a był to utwór noszący tytuł River. czy słyszeliście kiedyś o nim w kontekście światecznej muzyki? bo ja nie. raczej nie ma go w typowych składankach. pewnie dlatego, że tak naprawdę to nie jest on o świętach. ten utwór tak mi się spodobał, że zaczęłam szukać jego oryginalnego autora i w ten sposób odkryłam Joni Mitchell. o Joni Mitchell słyszałam wcześniej, bo pani ta wychowała sie w moim obecnym mieście – Saskatoon, z czego cała prowincja Saskatchewan jest bardzo dumna. jeśli wierzyć temu co piszą w internecie, Joni Mitchell ciągle z resztą uważa Saskatchewan za swoją home province. nigdy jednak jej nie słuchałam.

a tutaj link z you tube dla wszystkich zainteresowanych:

utwór River, to jedna z tych piosenek, w której zakochałam się od pierwszego słuchania. podobnie było z Nights Like These mojego ukochanego Lucero czy dawno kiedys z Wonderful Tonight Erica Claptona. takich utworów mam więcej i często do nich wracam, bo przywołują wiele miłych wspomnień. takie Wonderful Tonight na przykład dostałam nagrane na kasecie (!) od mojego męża, a ówczesnego nowopoznanego kolegi licealnego, zimą ’93. i dotąd jak słucham tego utworu to widzę siebie rozmarzoną, ze słuchawkami na uszach, maszerującą wzdłuż rzeki ze szkoły do domu. a śniegu było tej zimy, że ho ho… 

a wracając do zimowo-świątecznych utworów do mogę polecić płytę Wintersong w wykonaniu innej Kanadyjki – Sarah McLachlan. w sam raz do słuchania w zimne wieczory, przy kominku i przy płatkach śniegu leniwie tańczących za oknem. ech rozmarzyłam się… miłego słuchania tej zimy :-)

  








About

  • związkowa Yin
  • Benkowa mama
  • fanka zeberek
  • hulająca z elektronami
  • czasami melancholijna
  • niekiedy sentymentalna
  • wciąż poszukująca


Search



    Copyright

    Wszelkie prawa zastrzeżone. Zgodnie z ustawą o ochronie praw autorskich, cytowanie, kopiowanie, oraz wykorzystywanie zdjęć i treści tego bloga w jakiejkolwiek formie bez uzyskania uprzedniej pisemnej zgody autora podlega odpowiedzialności cywilnej i karnej.

     

    February 2012
    M T W T F S S
    « Jan    
     12345
    6789101112
    13141516171819
    20212223242526
    272829  



Blog design by Splendid Sparrow and atsanik