panika w zwiazku z wirusem H1N1 rośnie. co chwile tylko słyszę, że ten lub tamten, lub nawet cała rodzina chorują. dobrze, że nie mamy kablówki, bo chyba bym zwariowała. niestety uległam panice i ja, szczególnie po śmierci podobno zdrowego jak rydz trzynastoletnego chłopca w Toronto, i postanowiłam zaszczepić małego. pomimo rtęci, adjuvanta i innych temu podobnych.
w Kanadzie dostępne są dwa rodzaje szczepionki, obydwa produkowane przez GSK i obydwa niestety zawierające rtęć (dokładnie 5 mikrograma Thimerosalu, czyli 2.5 mikrograma rtęci). przez długi czas zalecano szczepionkę bez adjuvanta dla małych dzieci i kobiet w ciąży. ponieważ jednak szczepionka bez adjuvanta nie dotarła na czas, postanowiono, że ta z adjuvantem jednak się nadaje.
na początku rozpoczęto szczepienia wśród pracowników służby zdrowia. teoretycznie, bo na przykład jeden chłopiec z Benka przedszkola też został zaszczepiony w tym okresie, pewnie dlatego, że jego mama jest pielęgniarką. tu przypomniały mi się troche czasy po awarii w czernobylu (oczywiście nie ma porównania pomiędzy awarią a grypą). w mojej klasie pierwszymi osobami, które otrzymały jod były dzieci milicjantów i prominentów partyjnych. do dziś pamiętam , jak moja koleżanka z ławki opowiadała mi, i o awarii, i o okropnym płynie lugola, który musiała pić, a ja zupełnie nie widziałam o co jej chodzi. no cóż, jej tata był działaczem wiadomo jakiej partii w Warszawie… ja swoją dawkę jodu otrzymałam 1 maja. pięć dni po awarii. a zaraz potem ochoczo ruszyłam z mamą na pochód pierwszomajowy… no cóż. takie to były czasy.
no dobra. ale ja nie o czernobylu miałam pisać tylko o grypie. masowe (bezpłatne) szczepienia dla dzieci (w wieku pomiędzy 6 miesięcy i 5 lat) i kobiet w ciąży (powyżej 20 tygodnia) rozpoczęto w ten wtorek. ponieważ jak juz pisałam wcześniej, uległam niestety tej panice, postanowiliśmy i my ruszyć na podbój szczepionki. spanikowani jeszcze bardziej po usłyszeniu newsów, że Saskatchewan otrzymało 13 tysięcy mniej dawek niż początkowo zakładano, pojechaliśmy do punktu szczepień w miarę wcześniej (czytaj: 45 minut przed otwarciem). jakież było nasze zdziwienie, gdy zobaczyliśmy te ciągnące się kolejki. najsmutniejszy był widok tych najmniejszych maluchów z mamami. a tu należy nadmienić, że czekać należało na zewnątrz, a temperatura była poniżej zera. no cóż, ja nie jestem mamą wychowaną na preriach, więc Benek z tatą wrócił do domu, a ja zostałam w kolejce. tu z kolei przypomniały mi się czasy, jak to się stało w długich kolejkach po mięso tudzież papier toaletowy. rodzice z prerii, jak również ich dzieci, są chyba ulepieni z innej gliny. nikt nie wydawał się szczególnie przybity faktem czekania w długiej kolejce na mrozie, dzieciaki ochoczo biegały i obsypywały się liścmi, a mamy spędzały miło czas na pogawędkach przy kubku kawy oczywiście z Tima Hortonsa. całe szczęście punkt szczepień otwarto wcześniej niż planowano, inaczej zamieniłabym się w sopel lodu. od tego momentu, muszę przyznać, wszystko przebiegło gładko i składnie, kolejka powoli się posuwała, tak że, po 45 minutach koczowania na zewnątrz, w końcu dotarłam do środka.
a tak wyglądała kolejka.

Credits: Liam Richards, The StarPhoenix
w międzyczasie dojechał Benek i tata, i tak już razem dreptaliśmy w środku jeden za drugim, prowadząc w międzyczasie small talk z dwiema znajomymi mamami. sielanka ;-) jedną z atrakcji programu był wyświetlany film o szczepionce. najlepszy był w nim podkład muzyczny. pamiętacie może film The Thing i główny temat muzyczny – bum bum, bum bum. tak właśnie kończył się film o H1N1. no cóż, jeśli komuś z Saskatchewan Health Region chodziło o wywołanie odpowiedniego nastroju, to trzeba przyznać, że miał niezły pomysł ;-)
a tutaj główny temat z The Thing – muzyka Ennio Morricone.
cała przygoda zajęła nam około 2.5 godziny. oczywiście wczoraj już kolejek nie było. hehe.
wracając do domu stwierdziliśmy, że nic tylko wypożyczyć film The Outbreak z Dustinem Hoffmanem w celu podtrzymania odpowiedniego nastroju.
trzymajcie się zdrowo!

About
- związkowa Yin
- Benkowa mama
- fanka zeberek
- hulająca z elektronami
- czasami melancholijna
- niekiedy sentymentalna
- wciąż poszukująca
Search
Copyright
| M | T | W | T | F | S | S |
|---|---|---|---|---|---|---|
| « Jan | ||||||
| 1 | 2 | 3 | 4 | 5 | ||
| 6 | 7 | 8 | 9 | 10 | 11 | 12 |
| 13 | 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 |
| 20 | 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 |
| 27 | 28 | 29 | ||||
- January 2012
- December 2011
- October 2011
- September 2011
- August 2011
- July 2011
- June 2011
- May 2011
- March 2011
- February 2011
- October 2010
- September 2010
- July 2010
- June 2010
- May 2010
- April 2010
- March 2010
- February 2010
- January 2010
- December 2009
- November 2009
- October 2009
- September 2009
- August 2009
- July 2009
- June 2009
- May 2009
- April 2009
- March 2009
- February 2009
- January 2009
- December 2008
- November 2008
- October 2008
- September 2008
- August 2008
- July 2008
Archives
Pages
- Aleksandra
- bosa stopka
- chiara76
- czekając na…
- dzienniki pewnej pani
- evek z Luisem
- from Oregon with love
- gusiook
- Jesteśmy głodni
- kobieta pracująca
- lazy hazy afternoon
- Lilybear
- mała Katie
- mała mi
- maya na zielono
- Norwegian exposure
- pani i pan Koala
- patekku
- res varia
- rozcinająca pomarańcze
- windy city
- wylęgarnia
- z syracuse