niedziela

pogoda nas ostatnio nie rozpieszcza na preriach, zimno i pada, a temperatuty grubo ponizej średniej. rolnicy się cieszą. ja nie. no ale ja farmy nie posiadam i mój dochód nie zależy od plonów tegorocznych.
ostatnia niedziela była wyjątkowa, słoneczna i w miarę ciepła, więc namówiłam męża co to byśmy ruszyli trochę w drogę. i byle nie do Waskesiu, please no more. bo wszyscy tam jeżdżą, my z resztą też (bo blisko, bo park narodowy). tyle, że ileż można zachwycać się tym samym jeziorem i lasam. nas jeziora zbytnio nie ekscytują, góry nam bliższe, ale niestety do gór mamy nie tak blisko jak do wyżej wspomnianego jeziora.

 anyway… jakiś czas temy wygooglowałam sobie stronę internetową pewnego gościa, który jeździ po Kanadzie i fotografuje ghost towns. okazało się, że w naszej, wydawać by się mogło nieciekawej, prowincji, takich perełek jest całkiem sporo. przyczyna leży w zmieniających sie czasach of course, coraz więcej ludzi porzuca małe wioski i przenosi się do miast, gdzie łatwiej znaleźć pracę. wyczytałam też, że wiele wiosek przeistoczyło się w ghost towns, bo kolej zamknęła tam swoją linię, a bez kolei nie miały prawa bytu elewatory zbożowe, a bez elewatorów nie było pracy itd.

co by tu nie udawać, Benek trochę jednak ogranicza naszą mobilność lub raczej spontaniczność, bo z Benkiem można się wybrać prawie wszędzie, ale nie można nagle w połowie drogi zmienić plany i na przykład pojechać dalej, przespać się w jakimś motelu w zapyziałej dziurze, żeby zobaczyć coś fajnego na drugi dzień, oj nie. z Benkiem trzeba się zmienić z trzpiota w logistyka, pieluchy są? są. ubranie na zmienę jest? jest. tona zabawek załadowana? ma się rozumieć. picie jest? a ulubione chrupki? a kapelusz? a może będzie głodny? no to weźmy jakieś owoce. a co z obiadem jak byśmy pojechali na dłużej? i tak dalej, i tak dalej. ale żeby nie było, życie z dzieckiem jest ekscytujące, tyle, że w trochę inny sposób ;-)

no ale ja tu miałam Wam o ghost towns przy tej niedzieli. no właśnie. ustaliliśmy, że pojedziemy zobaczyć dwie takie wioski, Smuts i Alvena, całe szczęście oddalone od Saskatoona o jakieś 60 km. tyle to nawet nie śpiący Benek jest w stanie znieść bez jakiś większych narzekań. i rzeczywiście zniósł, z pomocą dzwoniącego królika, dziecięcej imitacji kluczyków do samochodu i ulubionych chrupków.

Smuts okazało się typowo-nietypowym ghost town. typowym, bo opustoszałym, z dogorywającymi domkami. ale nietypowym, bo posiadającym pięknie utrzymaną greko-katolicką cerkiew z 1926 roku. Poszukiwałam jakiejś informacji dlaczego ta wioska opustoszała, ale jak na razie, nic nie znalazłam. podobno były tam swojego czasu dwa elewatory…

Alvena to wioska, która może neidługo zostać takim samym ghost town jak Smuts. podobno w 2006 roku było tam 55 mieszkańców, obecnie wygląda na dosyć opustoszałą, choć kilkoro ludzi widzieliśmy. podobno do wioski sprowadził się jakiś czas temy gang bikersów… W Alvenie widzieliśmy dwie cerkwie, obie w dosyć nadwyrężonym stanie.

Alvena i Smuts, jak i inne wioski położone wzdłuż highway 41, pamiętają jeszcze czasy osadnictwa (głównie rodzin ukraińskich) z końca XIX wieku.

a tutaj typowy saskatchewański krajobraz wzdłuż highway 41:

a tu cerkiew w Smuts:

 

Benek spacerujący z tatą wokół cerkwi w Smuts:

opustoszałe domy w Smuts:

dwie cerkwie w Alvenie:

główna ulica w Alvenie:

niedzielę zakończyliśmy huśtawkami w pobliskim parku:

to była całkiem udana niedziela :-)

   








About

  • związkowa Yin
  • Benkowa mama
  • fanka zeberek
  • hulająca z elektronami
  • czasami melancholijna
  • niekiedy sentymentalna
  • wciąż poszukująca


Search



    Copyright

    Wszelkie prawa zastrzeżone. Zgodnie z ustawą o ochronie praw autorskich, cytowanie, kopiowanie, oraz wykorzystywanie zdjęć i treści tego bloga w jakiejkolwiek formie bez uzyskania uprzedniej pisemnej zgody autora podlega odpowiedzialności cywilnej i karnej.

     

    February 2012
    M T W T F S S
    « Jan    
     12345
    6789101112
    13141516171819
    20212223242526
    272829  



Blog design by Splendid Sparrow and atsanik