reaktywacja muzycznie

no i powracam w świat wirtualny, zapytacie jak robota, ano dobrze, powolutku do przodu, che, che.

ale wracając do reaktywacji w muzyczny sposób – przeczytałam na blogu res varia o polsko-muzycznych upodobaniach autora i natchnęło mnie, żeby i moimi się z Wami podzielić.

z polską muzyką jest u mnie na bakier. generalnie zatrzymałam się w czasach dyskotek licealnych i imprez studenckich. niestety. dodatkowo mam taki problem ze słuchaniem polskiej muzyki, że wywołuje ona u mnie wiele wspomnień i powoduje niekiedy, że mam ochotę spakować nasze życie w plecak tudzież tysiące walizek i ruszyć z powrotem do Krakowa, choć generalnie o powrocie nie myślę. pewnie w czasie pakowania by mi sie odwidziało, no chyba, że pakowałabym się słuchając ciągle polskiej muzyki…

no dobra, zaczynam, ale bardzo proszę, że jeśli przy końcu napiszę żałosnym tonem, że kocham Kraków i chcę tam wrócić, to proszę mi dać wirtualnie po łbie i przypomnieć, jak to nie starczało mi pieniędzy do pierwszego i musiałam zajadać makaron z koncentratem pomidorowym.

a teraz będzie już tylko na temat.

mam ogromny sentyment do Grzegorza Turnaua. zaczęłam go słuchać na początku studiów, czyli lata świetlne temu. nie znam wszystkich jego płyt. to, co znam zamyka się w pięciu, ale najbardziej lubię jego pierwszą - Naprawdę nie dzieje się nic, która zawiera jego utwory jeszcze z czasów piwnicznych. utwór, który mogłabym słuchać non-stop z tej płyty, nigdy nie był szczególnie popularny, ale dla mnie jest moim osobistym odkryciem. słuchając go, przenoszę się w pamięci do miejsca, gdzie pierwszy raz dane mi było go usłyszeć - maleńkiego pokoiku na miasteczku studenckim. był wiosenny wieczór, zgasiłam światło, odsłoniłam zasłony, włączyłam muzykę i siedząc przy oknie myślałam o tym i owym – lata świetlne temu… jak macie ochotę, posłuchajcie sami, słowa w tym utworze to Krzysztof Kamil Baczyński.

w każdej płycie Turnaua mam kilka utworów, do których powracam, jak na przykład Kto chce bym go kochała z płyty Tutaj jestem, czy nieśmiertelna Bracka z płyty To tu, to tam. Bracka to jeden ze świetnych przykładów na to, co może się przytrafić kobiecie w ciąży. rok temu, jeszcze w dwupaku, codzienie rano w samochodzie, w drodze do pracy, słuchałam tej samej składanki muzycznej, i codziennie płakałam rzewnymi łzami z tęsknoty za Krakowem, gdy przychodziła kolej na Bracką. pan Grzegorz Turnau byłby dumny, że takie emocje wywoływał jego utwór. obecnie już nie płaczę, dzielna babka ze mnie, ale sentyment mam, o-g-r-o-m-n-y, i zawsze jak słucham tego utworu jestem myślami na Brackiej… a propos, czy ktoś pamięta taki sklep z rosyjskimi książkami na Rynku koło Brackiej właśnie, mieli tam kiedyś świetne albumy malarskie… teraz to już tylko wspomnienie, bo księgarnie zamieniono jakis czas temu na bank. no dobra, Brackiej Wam nie zapodam, bo znacie na pewno, ale zapodam Wam inny utwór Turnaua, który też bardzo lubię. pochodzi z płyty Pod światło i nosi tytuł Dotąd doszliśmy. posłuchajcie. słowa to poezja Ewy Lipskiej… a sierpień zawsze dojrzewa na drzewach…

a teraz kolej na część damską moich wspominek, czyli Edytę Bartosiewicz. pamiętacie? chyba zniknęła jakiś czas temu z polskiej sceny muzycznej (choć może się mylę?), a szkoda, bo jej głos bardzo mi przypadł do gustu. do Edyty mam ogromny sentyment. zaczełam jej słuchać jeszcze w liceum, kiedy to wyszła jej pierwsza płyta. tej kasety już nie mam (jak z resztą wiele innych skarbów z młodości górnej i durnej, niestety). natomiast jej płyta Sen to była pierwsza płyta CD jaką nabyłam (był w Krakowie tak mały sklep muzyczny przy Karmelickiej, do którego schodziło się w dół po schodach…) i był to prezent dla mojego męża, jeszcze wtedy szalonego studenta pierwego roku agh. to były czasy, imprezy na miasteczku, janosik o północy, jesień na błoniach, park Jordana… no dobra, bo się rozklejam (pamiętajcie, jakby co to po łbie i makaron ;-)

no dobra, coś czuję, że zaczynam wydłużać tego posta w nieskończoność, a tu przecież należałoby jeszcze wspomnieć o Marku Grechucie, zespole Dżem, IRA, DeMono, Maanam, Lady Pank, Perfect, Kobranocka, Róże Europy, T. Love. sporo było ciekawych zespołów w latach 90… czasami myślę sobie, że fajnie byłoby zebrać do kupy te ulubione kawałki z dawnych czasów. tylko kiedy ja miałabym niby tego słuchać… 

a  Dżemie napiszę coś więcej, bo towarzyszył mi przez całe liceum i studia (ach ten Wehikuł Czasu męczony na gitarach przy ogniskach i przetańczony na imprezach). miałam wspaniałego nauczyciela fizyki w szkole średniej, młody chłop był, świetny nauczyciel (gdzie jesteś Panie Profesorze?)  i na dodatek z gitarą. pięknie potrafił grać utwory Dżemu. taki na przykład utwór Letni spacer z Agnieszką z płyty Detox. do dziś pamiętam jak ją wygrał na plaży na Krymie (wiem, wiem, zaraz posypią się pytania, co ja robiłam na krymskiej plaży z nauczycielem fizyki, otóz nic ciekawego moi drodzy, na wycieczce kind of szkolnej byliśmy). anyway, cudna akustyczna gitara. posłuchajcie sami.

a na koniec moja wielka, niewytłumaczalna słabość, Ziyo i ich Magiczne słowa. wybaczcie, ale musiałam zamieścić, bo, muszę to napisać – czadowy – teledysk do tego utworu zrobili. chyba się wyleczę z tej słabości, jak pooglądam parę razy, che, che.








About

  • związkowa Yin
  • Benkowa mama
  • fanka zeberek
  • hulająca z elektronami
  • czasami melancholijna
  • niekiedy sentymentalna
  • wciąż poszukująca


Search



    Copyright

    Wszelkie prawa zastrzeżone. Zgodnie z ustawą o ochronie praw autorskich, cytowanie, kopiowanie, oraz wykorzystywanie zdjęć i treści tego bloga w jakiejkolwiek formie bez uzyskania uprzedniej pisemnej zgody autora podlega odpowiedzialności cywilnej i karnej.

     

    February 2012
    M T W T F S S
    « Jan    
     12345
    6789101112
    13141516171819
    20212223242526
    272829  



Blog design by Splendid Sparrow and atsanik