<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>atsanik &#187; kanada</title>
	<atom:link href="http://atsanikblog.diestufen.net/category/kanada/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://atsanikblog.diestufen.net</link>
	<description></description>
	<lastBuildDate>Tue, 31 Jan 2012 05:38:24 +0000</lastBuildDate>
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
	<generator>http://wordpress.org/?v=3.3.1</generator>
		<item>
		<title>a tam w mech odziany kamień&#8230;</title>
		<link>http://atsanikblog.diestufen.net/2011/08/26/a-tam-w-mech-odziany-kamien/</link>
		<comments>http://atsanikblog.diestufen.net/2011/08/26/a-tam-w-mech-odziany-kamien/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 26 Aug 2011 16:23:34 +0000</pubDate>
		<dc:creator>atsanik</dc:creator>
				<category><![CDATA[ben]]></category>
		<category><![CDATA[kanada]]></category>
		<category><![CDATA[okruchy życia]]></category>
		<category><![CDATA[open road]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://atsanikblog.diestufen.net/?p=556</guid>
		<description><![CDATA[decyzja o wyjeździe zapadła spontanicznie we wtorek, dwa tygodnie temu. nie ma co czekać na opieszałego w decyzjach szefa djmoosa, field work nie zając, nie ucieknie, a piękna pogoda już tak. zostają nam raptem dwa dni na zaplanowanie spania i trasy, bo postanawiamy wyjechać już w piątek. wybór pada na Waterton Lakes w Albercie. już byliśmy tam, i to z [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>decyzja o wyjeździe zapadła spontanicznie we wtorek, dwa tygodnie temu. nie ma co czekać na opieszałego w decyzjach szefa djmoosa,<em> field work</em> nie zając, nie ucieknie, a piękna pogoda już tak. zostają nam raptem dwa dni na zaplanowanie spania i trasy, bo postanawiamy wyjechać już w piątek. wybór pada na Waterton Lakes w Albercie. już byliśmy <a title="2009" href="http://atsanikblog.diestufen.net/2009/08/04/post-holiday-blues/" target="_blank">tam, i to z Benkiem</a>, więc miejsce sprawdzone i <em>child-proof</em>. pora obdzwonić okoliczne hotele. optymistycznie nastawieni przelatujemy listę hoteli i B&amp;B, no i kicha, weekend odpada, wszystko zajęte. poszerzamy więc obszar poszukiwań o Glacier National Park w Montanie (rzut beretem z Waterton) i bingo! miejsca są, ale tylko w jednym hotelu. hotel znamy dobrze. byliśmy już tam dwa lata temu, piekielnie drogi, choć widok z pokoju, powalający. a co tam, wakacje mamy rzadko, więc decydujemy się i bookujemy wyprawę. jedna noc w Calgary u znajomych, jedna noc w Glacier i  trzy noce w Waterton. ruszamy.</p>
<p>jeśli ktoś kiedyś podróżował samochodem po preriach, to wie, że na wiele atrakcji liczyć nie może. i taka właśnie jest droga Saskatoon-Calgary. płasko i nudno. a na dodatek, to nie <em>divided highway</em>.  w połowie drogi djmoose postanawia się przespać i oddaje kierownicę mistrzowi kierownicy (he he). i tak szczęśliwie dojeżdżamy do Drumheller, małego miasteczka położonego półtorej godziny drogi od Calgary. w Drumheller wizytujemy Royal Tyrrell Museum z dinozaurami. Benek wpada w amok, nie wie na którego dinozaura ma wejść, ale generalnie wycieczka po muzuem jest dosyć szybka, trzylatek to jeszcze nie materiał na odkrywanie prehistorycznego świata.</p>
<p><a href="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2011/08/IMG_5877.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-557" title="IMG_5877" src="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2011/08/IMG_5877.jpg" alt="" width="600" height="400" /></a></p>
<p>niestety, komu w drogę temu czas, więc nie odwiedzamy hoodoos (gorąco polecam!).</p>
<p><a href="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2011/08/P1010006.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-558" title="OLYMPUS DIGITAL CAMERA" src="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2011/08/P1010006.jpg" alt="" width="600" height="400" /></a></p>
<p>droga do Calgary jakoś mija. w myślach dziękujemy sobie za decyzję odwiedzenia znajomych i rozłożenia drogi na dwa kawałki, bo Benek już nie daje rady i jojczy okropnie. w Calgary za to, roznosi dom znajomych.</p>
<p>sobota, pakujemy się znowu i ruszamy w góry. a góry już tuż tuż. jeszcze tylko parę godzin. wołamy do Benka, patrz, patrz, już góry widać, a on niestety woli podziwiać auta w książce&#8230;</p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-561" title="IMG_5916" src="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2011/08/IMG_5916.jpg" alt="" width="600" height="400" /></p>
<p>szybko przekraczamy granicę i już jesteśmy przy Swiftcurrent Lake. dwa lata później&#8230; wtedy jedenastomiesięczny Benek spacznie spał w swoim niemowlęcym foteliku samochodowym, teraz z prawie trzyletniego Benka nie można spuścić wzroku. momenty zadumania takie jak na zdjęciu poniżej należały do rzadkości&#8230; </p>
<p><a href="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2011/08/IMG_5931.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-560" title="IMG_5931" src="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2011/08/IMG_5931.jpg" alt="" width="600" height="400" /></a> </p>
<p>do <em>check-in</em> jeszcze dwie godziny, więc spacerujemy wokół jeziora i odkrywamy największą pasję Benka, rzucanie kamieni do wody.</p>
<p><a href="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2011/08/IMG_5958.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-562" title="IMG_5958" src="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2011/08/IMG_5958.jpg" alt="" width="600" height="400" /></a></p>
<p>chłopaki zajmują się sobą, więc ja wykorzystuję ten krótki moment nieuwagi na wyprostowanie kończyn i robienie ambitnych zdjęć.</p>
<p><a href="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2011/08/IMG_5964.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-563" title="IMG_5964" src="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2011/08/IMG_5964.jpg" alt="" width="600" height="400" /></a></p>
<p>jeszcze tylko krótki spacer zakończony awanturą z Benkiem (jedną z wielu która nas czeka)&#8230;</p>
<p><a href="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2011/08/IMG_5977.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-564" title="IMG_5977" src="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2011/08/IMG_5977.jpg" alt="" width="600" height="400" /></a></p>
<p>&#8230; i ruszamy do Saint Mary.</p>
<p>z obawą przemierzamy wzrokiem przydrożne domki. żeby tylko ta miła Park Cafe jeszcze była, bo kawę wspominamy do dzisiaj. o jest, świetnie. jutro będziemy tu na śniadaniu.</p>
<p>i znów, dwa lata póżniej, jesteśmy w tym samym miasteczku, w tym samym hotelu, <em>deja vu</em>&#8230;</p>
<p><a href="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2011/08/IMG_6005.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-565" title="IMG_6005" src="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2011/08/IMG_6005.jpg" alt="" width="600" height="400" /></a></p>
<p>wprowadzamy w życie ambitny plan, Benek do spania (za parę godzin znaczy się), a my, gwiazdy, szum strumienia, piwo i nocne rozmowy na balkonie do rana (he he, jakbym nie miała Benka, to może bym uwierzyła). niestety są pewne problemy, z okazji jakiegoś tam świętowania tutejszych Natives (a jesteśmy oficjalnie na terenie rezerwatu), sprzedaż alkoholu wzbroniona. co??? to nie może być. całe szczęście alkohol podobno można zakupić gdzieś na terenie Parku. choć wieczór nadciąga, ruszamy na przymusową wycieczkę. a nuż widelec spotkamy niedżwiedzia?</p>
<p>niedźwiedzia nie było, ale było piwo i całkiem przyjemna restuaracja przyschroniskowo. Benek zalicza więc swój pierwszy w życiu restuaracyjny obiad. z pomocą kredek i wyobraźni jego rodziców udaje nam się przetrwać w restuaracji do końca posiłku. wracając, podziwiamy piękne kolory zachodzącego slońca odbijające się w okolicznych górach.</p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-566" title="IMG_5990" src="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2011/08/IMG_5990.jpg" alt="" width="600" height="400" /></p>
<p>na drugi dzień rano jemy śniadanie w Park Cafe i zaczynamy się zbierać do wyjazdu. pakujemy tysiące tobołków, zamykamy drzwi. winda nie działa, więc idziemy na dół schodami, i nagle bęc, Benek, pomimo trzymania się poręczy leży na twarzy. szybko go podnoszę i patrzę na zakrwawione usta. Benek zalewa się łzami. wracamy z powrotem na górę, opatrujemy rany. niestety górna część wargi jest bardzo otarta i puchnie coraz bardziej. dzień nie zaczyna się najlepiej. aplikujemy loda i czernego misia-maskotkę w celu poprawy nastroju. pomaga. ruszamy więc w drogę. przed nami Going-to-the-Sun Road, jedna z najpiękniejszych dróg górskich na tym kontynencie. mamy w planach zaliczenie krótkiego szlaku nad Hidden Lake, ale się nie udaje. parking przy Logan Pass (ponkt startowy szlaku) jest wypełniony po brzegi, ba nawet się przelewa, bo oprócz nas po parkingu krąży jeszcze co najmniej dziesięć innych aut. w takim razie, zmiana planów, jedziemy prosto do Waterton a po drodze zaliczamy przypadkowo inny szlak, do Baring Falls. połowę szlaku, do wodospadów, Benek zalicza na własnych nogach. niestety, w drodze powrotnej stwierdza, że jest jeszcze taki malutki, więc djmoose musi dźwigać trzynastokilogramowego kloca pod górę.</p>
<p>jeszcze tylko rzut oka na przepiekną Wild Goose Island&#8230;</p>
<p><a href="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2011/08/IMG_6019.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-571" title="IMG_6019" src="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2011/08/IMG_6019.jpg" alt="" width="600" height="403" /></a></p>
<p>&#8230; i ruszamy znowu do Kanady, do Waterton Lakes National Park &#8220;<em>where the mountains meet the prairie</em>&#8220;&#8230;</p>
<p><a href="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2011/08/IMG_6105.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-572" title="IMG_6105" src="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2011/08/IMG_6105.jpg" alt="" width="600" height="400" /></a></p>
<p>przy przekraczaniu granicy parku spotyka nas niemiła niespodzianka. w Glacier National Park w Montanie, za wjazd na teren parku zapłaciliśmy tylko 25 dolarów (za naszą trójkę na cały tydzień pobytu). za to za wjazd na teren Waterton płacimy prawie 50 dolarów za trzy dni pobytu&#8230; <em>welcome to Canada.</em></p>
<p>centralnym punktem parku jest Waterton Park, małe miasteczko położone nad jeziorem o zbliżonej nazwie. i tam się zatrzymujemy. mamy miłe wspomnienia sprzed dwóch lat, szczególnie śniadaniowe, bo etiopską kawę i bagelsy z cream cheese and honey&amp;walnuts pamiętamy do dzisiaj. całe szczęście, wiele się nie zmieniło. mała kawiarnia z bagelsami jest, są też spacerujące po miasteczku sarny, nic nie robiące sobie z podglądających ich turystów.</p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-573" title="new-9" src="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2011/08/new-9.jpg" alt="" width="600" height="400" /></p>
<p>rozpakowujemy nasze tobołki i idziemy na okołomiasteczkowe zwiady. odwiedzamy lodziarnię, plac zabaw i jezioro. i tak nam mija popołudnie. gdy zaczyna zachodzić słońce wsiadamy do auta na polowanie. wybieramy Akamina Parkway, jedną z dwóch malowniczych dróg na terenie parku i z przygotowanymmi aparatami ruszamy w drogę. Akamina prowadzi do Cameron Lake, gdzie planujemy małą wycieczkę następnego dnia. niestety, gdy dojeżdżamy do jeziora, widzimy wszędzie ostrzeżenia o czyhającej na ludzi pumie.</p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-574" title="IMG_6163" src="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2011/08/IMG_6163.jpg" alt="" width="600" height="400" /></p>
<p>no to chyba jednak odpuścimy sobie ten szlak&#8230; wracamy do hotelu. ilość zdjęć z dziką zwierzyną &#8211; zero.</p>
<p>poniedziałek. postanawiamy ruszyć na szlak, który wiemy, że jest dość popularny, więc szanse na spotkanie misia tudzież pumy sa znikome. pakujemy tobołki i wjeżdżamy na Red Rock Parkway. droga kręci się na granicy prerii i gór. jest cicho i spokojnie. ooo, nagle sznurek zaparkowanych aut przed nami, czyżby to <em>bear jam</em>? eee, to<strong> tylko</strong> kojot&#8230;</p>
<p><a href="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2011/08/IMG_6167.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-576" title="IMG_6167" src="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2011/08/IMG_6167.jpg" alt="" width="600" height="401" /></a></p>
<p>jedziemy dalej i spotykamy kolejny <em>bear jam, </em>czyżby, czyżby? ano tak. czarny niedźwiedż jest dosyć daleko od drogi i leniwie snuje się pomiędzy krzakami.</p>
<p><a href="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2011/08/IMG_6196.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-575" title="IMG_6196" src="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2011/08/IMG_6196.jpg" alt="" width="600" height="378" /></a></p>
<p>nie ujeżdżamy zbyt daleko i spotykamy kolejnego misia, tym razem brązowego&#8230;</p>
<p><a href="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2011/08/IMG_6204.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-577" title="IMG_6204" src="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2011/08/IMG_6204.jpg" alt="" width="600" height="394" /></a></p>
<p>wycieczkę uznajemy za udaną, jeszcze przed wkroczeniem na szlak.</p>
<p>dojeżdżamy do końca drogi, plecaki na plecy, Benek jest, jabłka dla Benka są, ciastka dla Benka są, woda dla Benka jest, Benek wysmarowany kremem z filtrem-done, Benek siku-nie, a może jednak? nieeee. no dobra, idziemy. do Blakiston Falls.</p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-578" title="new-8" src="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2011/08/new-8.jpg" alt="" width="600" height="400" /></p>
<p>ludzi na szlaku jest całkiem sporo, więc nie martwimy się brakiem <em>bear spray</em>, choć lekki niepokój pozostaje. zgodnie z zaleceniami śpiewamy więc <em>a-b-c-d-e-f-g, baby bumblebee i jadą jadą misie</em> (oby nie przyjechały tutaj).</p>
<p>w końcu dochodzimy na miejsce.</p>
<p><a href="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2011/08/IMG_6283.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-579" title="IMG_6283" src="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2011/08/IMG_6283.jpg" alt="" width="600" height="400" /></a></p>
<p>chłopaki bawią się kamieniami, a ja znów wyciągam kończyny. krótka chwila spokoju.</p>
<p>wracamy z powrotem i ruszamy na inny szlak, naokoło Red Rock Canyon.</p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-580" title="IMG_6329" src="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2011/08/IMG_6329.jpg" alt="" width="600" height="400" /></p>
<p>i znów auto, Red Rock Parkway i Waterton Park. resztę dnia spędzamy po Benkowemu, plac zabaw i lody.</p>
<p>wtorek, buuuu. ostatni dzień w górach. postanawiamy jednak odwiedzić Cameron Lake, po prostu nie zapuścimy się na szlak, tylko powłóczymy wokół jeziora.</p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-581" title="IMG_6395" src="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2011/08/IMG_6395.jpg" alt="" width="600" height="400" /></p>
<p>lunch na brzegu i nerwowo rozglądanie się, czy aby puma się gdzieś nie czai.</p>
<p>ruszamy z powrotem do Waterton, zatrzymując się na chwilę przy przepięknie położonym hotelu Prince of Wales.</p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-582" title="IMG_6432" src="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2011/08/IMG_6432.jpg" alt="" width="600" height="400" /></p>
<p>co powiecie na taki widok z okna?</p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-583" title="IMG_6429" src="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2011/08/IMG_6429.jpg" alt="" width="600" height="400" /></p>
<p>resztę dnia spędzamy znów po Benkowemu.</p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-584" title="IMG_6512" src="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2011/08/IMG_6512.jpg" alt="" width="600" height="400" /></p>
<p>no i mamy już niestety środę, szybkie pakowanie, ostatni rzut oka na góry i pędzimy do Calgary, ikea na nas czeka.</p>
<p>ikeowska czarna dziura wciąga nas, więc wyjeżdżamy z Calgary opóźnieni o dwie godziny. jeszce tylko krótki postój w Drumheller na placu zabaw i znów w drogę. zostaje nam ostatnie 500 kilometrów. mistrz kierownicy bierze ster w swoje ręce. gdy robi się ciemno jesteśmy w Kindersley, dwie godziny drogi od toona, czas na kawę.</p>
<p><img class="alignnone size-full wp-image-585" title="IMG_6545" src="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2011/08/IMG_6545.jpg" alt="" width="600" height="400" /></p>
<p>w toonie jesteśmy o północy. siłą pakujemy Benka do łóżka, bo on nagle, nie wiedzieć czemu, poczuł przypływ sił witalnych, w przeciwieństwie do nas, oczywiście&#8230;</p>
<p>rano, bolesne zderzenie z rzeczywistością&#8230; i dwiema nierozpakowanymi walizkami, i górą tysięcy rzeczy do odłożenia z powrotem na ich miejsce, i jeszcze większą górą prania.  </p>
<p>ratunku. kiedy następne wakacje???</p>
<p><em>P.S. chyba wyczerpałam roczny limit słów po tak długim wpisie, kolejny pewnie będzie po Bożym Narodzeniu&#8230; żartowałam ;-) </em></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://atsanikblog.diestufen.net/2011/08/26/a-tam-w-mech-odziany-kamien/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>21</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>pora na gofera</title>
		<link>http://atsanikblog.diestufen.net/2010/03/24/pora-na-gofera/</link>
		<comments>http://atsanikblog.diestufen.net/2010/03/24/pora-na-gofera/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 25 Mar 2010 03:15:21 +0000</pubDate>
		<dc:creator>atsanik</dc:creator>
				<category><![CDATA[kanada]]></category>
		<category><![CDATA[prerie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://atsanikblog.diestufen.net/?p=340</guid>
		<description><![CDATA[gofer (angielska nazwa gopher albo Richardson&#8217;s ground squirrel) to bardzo rozpowszechniony na preriach gryzoń. jak dla mnie &#8211; to symbol Saskatchewan i dlatego też możecie go oglądać na głównym logo mojego bloga. gofer to sympatyczne zwierzę żyjące w stadach. bardzo często można go wypatrzeć na pobliskich łąkach, stojące na dwóch łapkach na straży swojej nory [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>gofer (angielska nazwa <em>gopher</em> albo <em>Richardson&#8217;s ground squirrel</em>) to bardzo rozpowszechniony na preriach gryzoń. jak dla mnie &#8211; to symbol Saskatchewan i dlatego też możecie go oglądać na głównym logo mojego bloga.</p>
<p><img class="alignnone size-medium wp-image-341" title="pict4458" src="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2010/03/pict4458-500x375.jpg" alt="" width="500" height="375" /></p>
<p>gofer to sympatyczne zwierzę żyjące w stadach. bardzo często można go wypatrzeć na pobliskich łąkach, stojące na dwóch łapkach na straży swojej nory i śmiesznie machające swoim długim ogonkiem.</p>
<p>niestety dla gofera, prerie to rozległe farmy. i tu mamy gotowy konflikt, bo farmer chce zarobić, a gofer chce się najeść.</p>
<p>jak dla mnie, dziecka miasta, gofer to taka maskotka tej prowincji. jakież było moje zdziwienie, gdy złajano mnie tutaj za moją &#8220;miłość&#8221; do goferów, gdy po raz pierwszy wyraziłam moje zdanie o tych futrzastych stworzeniach. bo umiłowanie goferów nie jest tutaj zbyt poplarne, wręcz przeciwnie.</p>
<p>gofery na preriach należy nienawidzić, a najlepiej to jeszcze brać udział w ich eksterminacji za pomocą takiej strzelby na przykład. słyszałam jakiś czas temu od kobiety wychowanej na farmie, że strzelanie do goferów to rodzaj rodzinnej rozrywki. nie wierzyłam, jak mi o tym mówiła. tak samo jak nie wierzyłam, że siedmioletnie dzieci jeżdżą traktorami. no cóż, okazuje się jednak, że tak rzeczywiście bywa na preriach.</p>
<p>wczoraj rząd Saskatchewan oficjalnie ogłosił gofera szkodnikiem. większość komentarzy, które pojawiły się pod artykułem CBC na ten temat, była jednoznaczna &#8211; mieszkańcy prerii, chwytajcie za swoje strzelby. no cóż, moim skromnym zdaniem, są jednak lepsze sposoby w walce z takim szkodnikiem. szczerze, nie rozumiem w ogóle, jak można, dla rozrywki, do czegokolwiek żywego strzelać. nie wspominając o angażowaniu w to niepełnoletnich.</p>
<p>a może niepotrzebnie się dziwię? w końcu co roku na drugim końcu Kanady odbywa się innego rodzaju bezsensowna rzeź. na bogu ducha winnych fokach. w tym roku dozwolona przez rząd kanadyjski liczba fok (harp seals) do wybicia wynosi 330 000. to 50 000 więcej niż w roku poprzednim&#8230; no ale podobno mamy ich tutaj &#8220;zbyt&#8221; dużo. no i przecież z czegoś muszą się utrzymywać rodziny <em>seal hunters</em>. no bo zmiana zawodu, wykonywanego z dziada pradziada, nie wchodzi przecież w grę. no bo jak to? nie zabijać fok co roku na wiosnę? ee nie, to niewykonalne. to nasza kanadyjska tradycja. ech, dziwny jest ten świat.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://atsanikblog.diestufen.net/2010/03/24/pora-na-gofera/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>11</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>rozważania przy gadzinie</title>
		<link>http://atsanikblog.diestufen.net/2009/10/17/rozwazania-przy-gadzinie/</link>
		<comments>http://atsanikblog.diestufen.net/2009/10/17/rozwazania-przy-gadzinie/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 18 Oct 2009 05:43:37 +0000</pubDate>
		<dc:creator>atsanik</dc:creator>
				<category><![CDATA[kanada]]></category>
		<category><![CDATA[okruchy życia]]></category>
		<category><![CDATA[prerie]]></category>
		<category><![CDATA[służba zdrowia w Kanadzie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://atsanikblog.diestufen.net/?p=289</guid>
		<description><![CDATA[walczyliśmy ostatnio z gadziną. niestety u Benka, katar przeszedł kaszel, a ten w zapalenie uszu. pewnego weekendowego dnia (co by ominąć kolejki do walk-in) pojechaliśmy do doktora, żeby sprawdzić jak się gadzina miewa. wtedy jeszcze nic się nie działo. lekarz obejrzał i mnie, i Benka, i zawyrokował &#8211; wszystko w porządku, uszy też. wróciliśmy do domu, zjedliśmy obiad, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>walczyliśmy ostatnio z gadziną. niestety u Benka, katar przeszedł kaszel, a ten w zapalenie uszu.</p>
<p>pewnego weekendowego dnia (co by ominąć kolejki do walk-in) pojechaliśmy do doktora, żeby sprawdzić jak się gadzina miewa. wtedy jeszcze nic się nie działo. lekarz obejrzał i mnie, i Benka, i zawyrokował &#8211; wszystko w porządku, uszy też. wróciliśmy do domu, zjedliśmy obiad, i Ben już nie za bardzo miał się dobrze. poszedł spać, choć o tej porze, nigdy wcześniej spać nie chodził. wstał po godzinie marudny, nieswój i z wysoką gorączką. Benek więc do auta i znowu w drogę do lekarza. ponieważ to walk-in, więc oglądnął go inny lekarz, który tym razem (czyli po czterech godzinach od poprzedniej wizyty) zawyrokował uszy. my na to &#8211; <em>nie może być, bo jeszcze rano uszy były w porządku</em>. a doktor na to &#8211; <em>a kto tak powiedział?</em> my na to &#8211; <em>doktor C</em>. a on na to &#8211; <em>hm&#8230; zapalenie uszu może się bardzo szybko rozwinąć</em>. no dobra &#8211; pomyśleliśmy z mężem, ale żeby aż TAK szybko? problem w tym, że żaden lekarz nie podważy opinii drugiego, szczególnie jeśli obydwaj pracują w tej samej klinice. z resztą co by nam to dało? nic.</p>
<p>z wysoką Benkową gorączką walczyliśmy przez trzy dni. ciężko było, szczególnie w nocy, przypomniały nam się czasy sprzed roku zaraz po jego urodzeniu&#8230; po trzech dniach Benowi spadła gorączka, a nam &#8211; w końcu ciśnienie, bo nic nie działa bardziej pobudzająco na krwiobieg niż temperatura u rocznika dobijająca i przekraczająca 39 kresek, szczególnie w nocy.</p>
<p>Benek ma się już całkiem dobrze, wrócił do przedszkola (czytaj: wylęgarni gadzin), a ja ciągle drżę i wypatruję oznak kolejnej choroby, bo jestem pewna, że w czasie kiedy nas tam nie było, stare oswojone gadziny ustąpiły miejsca nowym.</p>
<p>przy okazji Benkowych zmagań ze zdrowiem, naszła mnie pewna smutna myśl odnośnie kanadyjskiego systemu zdrowotnego (a może tylko preryjnego?) otóż, po co mi tak naprawdę lekarz rodzinny, skoro nigdy nas nie leczy. bo żeby dostać się do niego, muszę zadzwonić na miesiąc przed, co najmniej. w przypadku moim i męża, nie zależy mi, naprawdę. ale w przypadku małego dziecka, uważam, że jednak powinien go widzieć, w chorobie czy zdrowiu, ten sam lekarz (idealnie pediatra, niestety tutaj pediatrzy są tylko od ciężkich przypadków, a nie od leczenia dzieci). nasz widzi Benka, tylko w zdrowiu, kiedy odbywamy wizyty kontrolne. szanse na dostanie się do niego w chorobie są prawie równe zeru.</p>
<p>niestety lekarzy na preriach brak. ośmiomiesięczniak mojej koleżanki został ostatnio skierowany do alergologa. termin wizyty ustalono mu na trzy miesiące naprzód. takich historii znam niestety wiele.</p>
<p>co jakiś czas odzywają się tu i ówdzie głosy o częściowej prywatyzacji służby zdrowia. marnie to widzę. większość mieszkańców Saskatchewan jest dumna z &#8220;darmowej&#8221; służby zdrowotnej i gotowa jej bronić. darmowa to ona nie jest, tylko z naszych podatków, które niestety najniższe nie są. poza tym &#8220;darmowa&#8221; służba zdrowia nie leczy zębów i oczu, więc i tak większość ludzi decyduje się na dodatkowe ubezpieczenie zdrowotne. czasami takie ubezpieczenie pokrywa pracodawca, czasami jednak nie.</p>
<p>zdaję sobie sprawę, że nie ma idealnej służby zdrowia, ale czasami myślę, że odrobina konkurencji na rynku usług zdrowotnych nikomu by nie zaszkodziła. a wręcz przeciwnie.  </p>
<p>  </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://atsanikblog.diestufen.net/2009/10/17/rozwazania-przy-gadzinie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>12</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>post-holiday blues</title>
		<link>http://atsanikblog.diestufen.net/2009/08/04/post-holiday-blues/</link>
		<comments>http://atsanikblog.diestufen.net/2009/08/04/post-holiday-blues/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 04 Aug 2009 14:39:41 +0000</pubDate>
		<dc:creator>atsanik</dc:creator>
				<category><![CDATA[ben]]></category>
		<category><![CDATA[kanada]]></category>
		<category><![CDATA[open road]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://atsanikblog.diestufen.net/?p=247</guid>
		<description><![CDATA[może niektórzy czytelnicy zauważyli, że mnie nie było. i może zatęsknili, che? no dobra. wiem, że nie, ale pomarzyć mozna ;-) w każdym bądź razie, gdyby się ktoś pytał, to jestem z powrotem. było cudnie. zwiedziliśmy dwa parki narodowe, Glacier w Montanie i Waterton Lakes w Albercie, które nota bene tworzą jeden park, Waterton-Glacier International Peace Park. przejechaliśmy kupę [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>może niektórzy czytelnicy zauważyli, że mnie nie było. i może zatęsknili, che? no dobra. wiem, że nie, ale pomarzyć mozna ;-) w każdym bądź razie, gdyby się ktoś pytał, to jestem z powrotem. było cudnie. zwiedziliśmy dwa parki narodowe, Glacier w Montanie i Waterton Lakes w Albercie, które nota bene tworzą jeden park, Waterton-Glacier International Peace Park. przejechaliśmy kupę kilometrów, a nasz dziecięciomiesięczniak dzielnie to zniósł. pochodziliśmy trochę po górach, napatrzyliśmy się na dziką zwierzynę i tak po prostu odpoczęliśmy od problemów. kocham <em>road trips</em>. zatrzaskujesz drzwi samochodu i ruszasz w drogę, a swój świat codzienny zostawiasz w tyle.</p>
<p>teraz tylko muszę uporać się z <em>post-holiday blues</em>&#8230; tym bardziej, że tam skąd wróciliśmy pogoda nas rozpieszczała. za to saskatoon przywitało nas temperaturami grubo poniżej średniej, zachmurzonym niebem i takim <em>long-term forecast</em>, że nic tylko szykować się na przbycie zimy.</p>
<p>a oto Wild Goose Island w Glacier National Park.</p>
<p><a href="None"><img class="alignnone size-full wp-image-248" title="img_7431" src="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2009/08/img_7431.jpg" alt="" width="500" height="333" /></a></p>
<p> a tu nasz mały dzielny człowiek :-)</p>
<p><a href="None"><img class="alignnone size-full wp-image-249" title="img_7812" src="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2009/08/img_7812.jpg" alt="" width="500" height="333" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://atsanikblog.diestufen.net/2009/08/04/post-holiday-blues/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>13</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>kiedy pada śnieg&#8230;</title>
		<link>http://atsanikblog.diestufen.net/2009/05/14/kiedy-pada-snieg/</link>
		<comments>http://atsanikblog.diestufen.net/2009/05/14/kiedy-pada-snieg/#comments</comments>
		<pubDate>Thu, 14 May 2009 17:10:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>atsanik</dc:creator>
				<category><![CDATA[kanada]]></category>
		<category><![CDATA[prerie]]></category>
		<category><![CDATA[śnieg w maju]]></category>
		<category><![CDATA[wiosna na kanadyjskich preriach]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://atsanikblog.diestufen.net/?p=202</guid>
		<description><![CDATA[wiem, przynudzam, niedługo przestaniecie to zaglądać, bo kto by chciał wciąż czytać o wiecznej zmarzlinie. wybaczcie, ale muszę się gdzieś poskarżyć na matkę naturę. tak wyglądał przed chwilą The Bowl &#8211; centrum życia studenckiego w lecie na moim kampusie. a tu można popatrzeć jak śniegu przybywa, lub miejmy nadzieję ubywa&#8230; siedzimy sobie z kolegą z Argentyny [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>wiem, przynudzam, niedługo przestaniecie to zaglądać, bo kto by chciał wciąż czytać o wiecznej zmarzlinie. wybaczcie, ale muszę się gdzieś poskarżyć na matkę naturę. tak wyglądał przed chwilą The Bowl &#8211; centrum życia studenckiego w lecie na moim kampusie.</p>
<p>a <a title="U of S webcam" href="http://webcam.usask.ca/collegebuilding_popup.html" target="_blank">tu</a> można popatrzeć jak śniegu przybywa, lub miejmy nadzieję ubywa&#8230;</p>
<p>siedzimy sobie z kolegą z Argentyny w naszym wspólnym ofisie (hehe-jakoś &#8220;wbiurze&#8221; mi nie pasuje ;) spoglądamy za okno i przecieramy oczy ze zdumienia a długoterminowa prognoza do końca maja też nie lepsza&#8230; F***F***F***!</p>
<p>no dobra, wracam do pracy żeby nie było, że się lenię i bloguję tylko. przyrzekam, następny post będzie już cieplejszy w wymowie ;-)</p>
<p><a href="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2009/05/getcam.jpg"><img class="alignnone size-full wp-image-201" title="getcam" src="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2009/05/getcam.jpg" alt="" width="500" height="375" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://atsanikblog.diestufen.net/2009/05/14/kiedy-pada-snieg/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>14</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>no comment</title>
		<link>http://atsanikblog.diestufen.net/2009/05/13/no-comment/</link>
		<comments>http://atsanikblog.diestufen.net/2009/05/13/no-comment/#comments</comments>
		<pubDate>Wed, 13 May 2009 15:41:08 +0000</pubDate>
		<dc:creator>atsanik</dc:creator>
				<category><![CDATA[kanada]]></category>
		<category><![CDATA[prerie]]></category>
		<category><![CDATA[pogoda w Kanadzie]]></category>
		<category><![CDATA[zima w maju]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://atsanikblog.diestufen.net/?p=199</guid>
		<description><![CDATA[]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><a href="None"><img class="alignnone size-full wp-image-200" title="pogoda-kanada" src="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2009/05/pogoda-kanada.jpg" alt="" /></a><a href="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2009/05/pogoda-kanada.jpg"></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://atsanikblog.diestufen.net/2009/05/13/no-comment/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>7</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>saskatooński osioł</title>
		<link>http://atsanikblog.diestufen.net/2009/05/08/saskatoonski-osiol/</link>
		<comments>http://atsanikblog.diestufen.net/2009/05/08/saskatoonski-osiol/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 08 May 2009 16:28:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>atsanik</dc:creator>
				<category><![CDATA[kanada]]></category>
		<category><![CDATA[okruchy życia]]></category>
		<category><![CDATA[prerie]]></category>
		<category><![CDATA[śnieg w maju]]></category>
		<category><![CDATA[wiosna na kanadyjskich preriach]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://atsanikblog.diestufen.net/?p=198</guid>
		<description><![CDATA[jeśli ktoś sie zastanawia, czy w maju może padać śnieg, odpowiem &#8211; naturalnie, a gdzie? oczywiście na kanadyjskich preriach. wstałam dziś rano, poszłam do drugiego pokoju nakarmić króle moje i jak zobaczyłam co za oknem, to nie mogłam się powstrzymać od użycia nieparlamentarnego słownictwa.  zauważyłam dzisiaj, że ktoś dotarł na mój blog googlując emigracja do saskatoon. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>jeśli ktoś sie zastanawia, czy w maju może padać śnieg, odpowiem &#8211; naturalnie, a gdzie? oczywiście na kanadyjskich preriach. wstałam dziś rano, poszłam do drugiego pokoju nakarmić króle moje i jak zobaczyłam co za oknem, to nie mogłam się powstrzymać od użycia nieparlamentarnego słownictwa. </p>
<p>zauważyłam dzisiaj, że ktoś dotarł na mój blog googlując <em>emigracja do saskatoon</em>. otóż owy ktosiu &#8211; odradzam, stanowczo odradzam, chyba, że jesteś gotowy na trzaskające mrozy i odśnieżanie/skrobanie auta codziennie przez co najmniej pół roku.</p>
<p>czuję się dziś jak ten osiołek z marchewką na kiju przed sobą. już widziałam to słońce, czułam ciepłą bryzę na twarzy. a teraz co? wiem, że jeszcze będzie ładnie, ale z dzisiejszym śniegiem i przymrozkiem, ta perspektywa wydaje się trochę dalsza niż zwykle, jak ta marchewka na kiju&#8230;</p>
<p><a href="None"><img class="alignnone size-full wp-image-197" title="snieg" src="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2009/05/snieg.jpg" alt="" width="500" height="196" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://atsanikblog.diestufen.net/2009/05/08/saskatoonski-osiol/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>9</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>hola chiquito</title>
		<link>http://atsanikblog.diestufen.net/2009/03/23/hola-chiquito/</link>
		<comments>http://atsanikblog.diestufen.net/2009/03/23/hola-chiquito/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 24 Mar 2009 02:38:00 +0000</pubDate>
		<dc:creator>atsanik</dc:creator>
				<category><![CDATA[ben]]></category>
		<category><![CDATA[kanada]]></category>
		<category><![CDATA[okruchy życia]]></category>
		<category><![CDATA[tata na urlopie wychowawczym]]></category>
		<category><![CDATA[urlop macierzyński w Kanadzie]]></category>
		<category><![CDATA[urlop wychowawczy w Kanadzie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://atsanikblog.diestufen.net/?p=157</guid>
		<description><![CDATA[tak dzisiaj witali Bena moi znajomi z Argentyny i Wenezueli. hehe, jaki tam chiquito, toż to już siedem i pół kilograma żywej wagi. byliśmy dzisiaj, ja, Ben i jego tata, z wizytą u mnie w pracy, żeby zobaczyć starych znajomych, pokazać juniora no i przypomnieć bossom, że od pierwszego kwietnia znów będą musieli mieć ze mną do czynienia. [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>tak dzisiaj witali Bena moi znajomi z Argentyny i Wenezueli. hehe, jaki tam <em>chiquito</em>, toż to już siedem i pół kilograma żywej wagi.</p>
<p>byliśmy dzisiaj, ja, Ben i jego tata, z wizytą u mnie w pracy, żeby zobaczyć starych znajomych, pokazać juniora no i przypomnieć bossom, że od pierwszego kwietnia znów będą musieli mieć ze mną do czynienia. tak, tak, nadejszła wielkopomna chwila&#8230; w przyszłą środę kolejno: babcia wraca do Krakowa, mama Bena idzie do pracy i tato Bena rozpoczyna swój paromiesięczny urlop tacierzyńsko-wychowawczy.</p>
<p>kończy się pewien szczególny okres w moim życiu, czas bycia wyłącznie mamą, czas beztroskich zabaw, drzemek pośniadaniowych i poobiednich, zmiany pieluch połączonych z cycowaniem co trzy godziny ;-) nadszedł mój czas powrotu. jestem wdzięczna losowi, że dał mi te sześć i pół miesiąca w domu z moim dzieckiem. bo miało być zupełnie inaczej. miałam być na bezpłatnym urlopie przez trzy miesiące i w styczniu wrócić do pracy, a Benkiem miała się zająć jego babcia (stąd jej przyjazd tutaj). już po urodzeniu Benka, szczęśliwym trafem okoliczności, okazało się, że takim jak ja (jakkolwiek to brzmi ;-) przysługuje jednak sześciomiesięczny pełnopłatny urlop macierzyński :-o a wszystko to dzięki przytomności umysłu pewnej sekretarki na moim wydziale. tak dobrych warunków się nie spodziewałam (bo nie są to standardowe warunki kanadyjskiego urlopu macierzyńskiego) i trochę żałuję, że nie popytałam sie wcześniej ludzi kompetentnych (czyli ludzi NIE pracujących w dziale HR na moim uniwersytecie), bo zaoszczędziłabym sobie i mężowi stresu jeszcze w ciąży, a mojej mamie podróży <em>tam gdzie diabeł mówi dobranoc</em>.</p>
<p>czy jest mi smutno, że to już koniec? trochę tak. ale nie aż tak smutno, gdyby Ben musiał pójść w tym samym czasie do <em>daycare</em>. dzięki hojnemu systemowi socjalnemu w Kanadzie mój mąż, mimo że zwolniony z pracy, może wziąć oficjalny urlop wychowawczy, trwający osiem miesięcy (!) i być przy tym płaconym 50% swojej pensji. jak mawia tato Bena &#8211; Kanada da się lubić ;-)</p>
<p>nie jest mi też aż tak smutno, bo od pewnego czasu brakowalo mi mojej pracy, nowych wyzwań zawodowych i kontaktów z ludźmi. czuję wewnętrzny spokój, kiedy myślę o powrocie. mam nadzieję, że ten stan utrzyma się też w kwietniu i że nie rozpłaczę się z tęsknoty za dzieckiem już po godzinie od wyjścia z domu. bo tak naprawdę to nie wiem co mogę czuć zostawiając dziecko na parę godzin. nigdy tego wcześniej nie robiłam. całe szczęscie, że moja praca jest z tych <em>flexible</em>, i nie muszę w niej być o konkretnej porze i siedzieć w niej bite osiem godzin. mamy plan z tatą Benka, że będzie przywoził małego na jedno karmienie, więc może ta zmiana nie będzie aż tak dramatyczna dla nas obojga. mam przynajmniej taką nadzieję. bo innego wyjścia nie mam, w mojej branży, że się tak wyrażę, nie bierze się raczej długich urlopów wychowawczych. ciężko byłoby później wrócić. a ja wrócić chcę, bo część mojego życia to również to co robiłam zanim Ben pojawił się na świecie.</p>
<p>temu, kto dotrwał do końca tych wypocin należy się medal :-)</p>
<p>pomyślcie o mnie ciepło na prima aprilis.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://atsanikblog.diestufen.net/2009/03/23/hola-chiquito/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>11</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>spacerkiem po S&#8217;toonie</title>
		<link>http://atsanikblog.diestufen.net/2009/02/19/spacerkiem-po-stoonie/</link>
		<comments>http://atsanikblog.diestufen.net/2009/02/19/spacerkiem-po-stoonie/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 20 Feb 2009 03:53:59 +0000</pubDate>
		<dc:creator>atsanik</dc:creator>
				<category><![CDATA[kanada]]></category>
		<category><![CDATA[prerie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://atsanikblog.diestufen.net/?p=139</guid>
		<description><![CDATA[ponieważ temat spaceru był poruszony i przez evek i przez hjuston, pomyślałam sobie, że może i ja pokażę, gdzie diabeł mówi dobranoc ;-) Saskatoon (lub jak mawiają tubylcy &#8211; S&#8217;toon czy też Toon Town) jest największym miastem w prowincji Saskatchewan. co nieco o prowincji i naszym do niej przybyciu pisałam jakiś czas tu. mimo, że [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>ponieważ temat spaceru był poruszony i przez evek i przez hjuston, pomyślałam sobie, że może i ja pokażę, gdzie diabeł mówi dobranoc ;-)</p>
<p>Saskatoon (lub jak mawiają tubylcy &#8211; S&#8217;toon czy też Toon Town) jest największym miastem w prowincji Saskatchewan. co nieco o prowincji i naszym do niej przybyciu pisałam jakiś czas <a href="http://atsanikblog.diestufen.net/2008/09/10/a-na-preriach/" target="_blank">tu</a>.</p>
<p>mimo, że jest to największe miasto w prowincji to mieszka tu tylko niewiele ponad 200 tysięcy ludzi. niezbyt imponująca liczba, ale jest to też aż 20% całej ludności prowincji.</p>
<p>Saskatoon stało się oficjalnie miastem w 1906. ze zdjęć z tamtego okresu widać tylko szereg indiańskich namiotów stojących na rzeką. trzeba przyznać, że w ciągu swojej ponad stuletniej historii, miasto zmieniło się ogromnie.</p>
<p>ze względu na własne zainteresowania muszę wspomnieć o czymś unikatowym co miasto to posiada. otóż w Saskatoonie znajduje się jedyny w Kanadzie synchrotron.</p>
<p>a co do miasta to sami zobaczcie. Tylko proszę nie oczekiwać mi tutaj jakiś oszałamiających architektonicznych cudów ;-) w końcu to miasto na prerii. choć podobno Saskatoon to Paris of the Prairies. hehe&#8230; ups. nie powinnam się naśmiewać, choć jestem pewna, że ten kto wymyślił to określenie to nigdy w Paryżu nie był. </p>
<p>no to życzę przyjemnego spaceru.</p>
<p>a oto rzeka płynąca przez środek miasta: South Saskatchewan River, a w tle University Bridge. i śnieg. dużo śniegu. i mróz, niekończąca się zima&#8230; hehe &#8211; taka mała dygresja ;-)</p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-140" title="img_3539" src="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2009/02/img_3539.jpg" alt="" width="430" height="287" /></p>
<p>a tu poniżej to najładnejszy budynek w Toonie &#8211; hotel Bessborough, w którym podobno straszy :-o</p>
<p><a href="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2009/02/img_3542.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-141" title="img_3542" src="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2009/02/img_3542.jpg" alt="" width="430" height="287" /></a></p>
<p>a tu importowany z UK czerwony autobus, z którego latem sprzedają całkiem dobre lody.</p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-142" title="img_3554" src="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2009/02/img_3554.jpg" alt="" width="430" height="287" /></p>
<p>a tu rzymsko-katolicki kościół w downtown.</p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-143" title="img_3564" src="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2009/02/img_3564.jpg" alt="" width="430" height="287" /></p>
<p>Saskatoon to miasto mostów. Jest ich tutaj siedem. tutaj poniżej &#8211; najstarszy z nich &#8211; Victoria Bridge. jeszcze parę lat temu mieli go rozebrać, bo już z nim było kiepsko, ale jakoś zmieniono zdanie. i dobrze.</p>
<p><img class="aligncenter size-full wp-image-144" title="img_3569" src="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2009/02/img_3569.jpg" alt="" width="430" height="287" /></p>
<p>a teraz moja ulubiona ulica &#8211; Broadway Avenue. gdybym tylko miała wystarczająco dużo pieniędzy, to bym opuściła te moje nieszczęsne <em>suburbs</em> i przeniosła się w te właśnie okolice. Broadway to jedyna ulica tak naprawdę godna uwagi w tym mieście. to centrum życia, tu się jada, tu się pija (lub upija &#8211; hehe) i tu się szwęda po sklepikach.</p>
<p><a href="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2009/02/img_3575.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-145" title="img_3575" src="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2009/02/img_3575.jpg" alt="" width="430" height="287" /></a></p>
<p>a tu Broadway Roastery &#8211; kawiarnia i palarnia kawy. godne uwagi &#8211; mimo zimowej aury niektórzy siedzą na zewnątrz. brrr.</p>
<p><a href="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2009/02/img_3576.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-146" title="img_3576" src="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2009/02/img_3576.jpg" alt="" width="430" height="287" /></a></p>
<p>a w tym budynku mieści się chyba najpopularniejszy pub w Saskatoonie &#8211; Lydia&#8217;s.</p>
<p><a href="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2009/02/img_3583.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-147" title="img_3583" src="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2009/02/img_3583.jpg" alt="" width="430" height="287" /></a></p>
<p>a tutaj Broadway Avenue na ścianie jednego z budynków.</p>
<p><a href="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2009/02/img_3593.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-148" title="img_3593" src="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2009/02/img_3593.jpg" alt="" width="430" height="287" /></a></p>
<p>i jeszcze jeden rzut oka na Broadway:</p>
<p><a href="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2009/02/img_3587.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-149" title="img_3587" src="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2009/02/img_3587.jpg" alt="" width="430" height="287" /></a></p>
<p>a tu dla porównania widok z mojej sypialni. typowe prerie &#8211; płasko i ciągnik ;-) i wyjące kojoty za oknem&#8230;</p>
<p><a href="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2009/02/img_3610.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-150" title="img_3610" src="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2009/02/img_3610.jpg" alt="" width="430" height="287" /></a></p>
<p>i to by było na tyle &#8211; na razie ;-)</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://atsanikblog.diestufen.net/2009/02/19/spacerkiem-po-stoonie/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>10</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>idzie odwilż</title>
		<link>http://atsanikblog.diestufen.net/2009/01/13/idzie-odwilz/</link>
		<comments>http://atsanikblog.diestufen.net/2009/01/13/idzie-odwilz/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 13 Jan 2009 23:34:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>atsanik</dc:creator>
				<category><![CDATA[kanada]]></category>
		<category><![CDATA[okruchy życia]]></category>
		<category><![CDATA[prerie]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://atsanikblog.diestufen.net/?p=119</guid>
		<description><![CDATA[wiem, wiem, wiało już chłodem z mojego bloga, ostatni wpis ze świąt jeszcze, ale tak szybko się mnie nie pozbędziecie ;-) wracam do internetowego świata. trochę zajeło mi przestawienie się na nowy układ w domu: ja+mąż+Ben+babcia. ale jest lepiej, znacznie lepiej niż było na początku. napiszę tylko, że nie spodziewałam się, że tak cieżko bedzie [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>wiem, wiem, wiało już chłodem z mojego bloga, ostatni wpis ze świąt jeszcze, ale tak szybko się mnie nie pozbędziecie ;-) wracam do internetowego świata. trochę zajeło mi przestawienie się na nowy układ w domu: ja+mąż+Ben+babcia. ale jest lepiej, znacznie lepiej niż było na początku. napiszę tylko, że nie spodziewałam się, że tak cieżko bedzie być za jednym zamachem i matką i córką i żoną również. a tak w ogóle to BYLE DO WIOSNY!</p>
<p>na preriach epoka lodowcowa powoli ustępuje wielkiej odwilży. za parę dni ma się zrobić dodatnia temperatura (!). plusem będzie możliwość otwrzenia okien w domu, w końcu!, no i wyjście z Benkiem na jakis spacer. minusy to przede wszystkim wielka chlapa i brudne auto, do którego będzie aż strach wsiąść.</p>
<p>ale na razie mróz trzyma. dzisiaj nadal w okolicach -20 stopni C. a mnie, jak zwykle po świetach, dopada rodzaj <em>winter blues</em>, do którego w tym roku dołączyła tzw. <em>cabin fever</em>, bo siedzę głównie w domu. nie da rady wyjść z małym brzdącem gdy takie mrozy za oknem. siedzimy więc sobie grzecznie w domu, ja i Ben i babcia, ale czasami jest to dosyć męczące. według czytanej przeze mnie ostatnio ksiązki (Calling the Prairies Home &#8211; Mike O&#8217;Brien) mieszkańcy kanadyjskich prerii nie cierpią raczej na <em>winter blues</em>, bo słońca na preriach raczej zimą nie brakuje. no nie wiem, ostatnio słonecznych dni jest u nas jak na lekarstwo. a co do <em>cabin fever</em>, które ponoć często dotyka mieszkańców prerii, to niestety jedynem lekarstwem jest wyjście na zewnątrz i uprawianie sportów zimowych jak na przykład jazdy na łyżwach (kocham!) czy na nartach-biegówkach (też fajne i całkiem popularne na preriach, bo tu płasko że hej). generalnie super, tylko jak tu jeździć na nartach czy łyżwach, gdy na zewnątrz tak zimno, że wszystko, łącznie z ciałem delikwenta, przymarza w tempie błyskawicznym. no to sobie ponarzekałam ;-) wybaczcie.</p>
<p>a tak z ciekawostek tyczących się prerii to wyczytałam w wyżej wspomnianej książce, że najniższą temperaturę ciała odnotowano w 1994 u niejakiej Karlee Kosolofski, dwuletniej dziewczynki z miasteczka Rouleau w moim Saskatchewan. Karlee wyszła z domu i się zgubiła. przez sześć godzin szukano ją a temperatury sięgały wtedy -20 st C. gdy ją odnaleziono, temperatura jej ciała wynosiła podobno 14 stopni C. myślano, że Karlee zamarzła na śmierć. nieoczekiwanie, dziewczynkę udało sie uratować! prawdę powiedziwszy to jakoś ciężko w to uwierzyć, bo historia na miarę Super Expressu czy innego podobnego czytadła. z drugiej strony mieszkańcy prerii wydają mi się czasami szczególnie odporni na niskie temperatury, bo jak inaczej wytłumaczyć wychodzenie z domu w szortach przy -20 st C (mój sąsiad) czy odgarnianie śniegu w podkoszulku przy -10 st C (widziane z auta ostatnio). to pewnie efekt hartowania ciała od maleńkości. ja naszego Benia opatulam w futerkowy kombinezon przy każdym wyjściu z domu do auta, a znajomi Kanadyjczycy ubierają swą córę tylko w jeden cienki sweterek i narzucają równie cienki kocyk. no i córa ma się całkiem dobrze i nie choruje. Beniu z resztą też nie, przynajmniej na razie. i mam nadzieję, że już mu tak zostanie.</p>
<p>życzę wszystkim dużo zdrowia i ciepłego domu :-)</p>
<p>a tak wygląda Saskatoon gdy na zewnątrz trzaskające mrozy.</p>
<p><a href="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2009/01/saskatoon-zima.jpg"><img class="aligncenter size-full wp-image-120" title="saskatoon-zima" src="http://diestufen.net/atsanikblog/wp-content/uploads/2009/01/saskatoon-zima.jpg" alt="" width="430" height="322" /></a></p>
<p>  </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://atsanikblog.diestufen.net/2009/01/13/idzie-odwilz/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>9</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>

