ojej, nie było mnie tu już wieki… marny ze mnie blogowiec, może czas zamknąć to miejsce na zawsze… może… bo czasu jest mało, a od stycznia będzie na pewno mniej.
ruszam do nowej pracy. na stałe. na poważnie. to ostatnie z lekkim uśmiechem i przymrużonym okiem oczywiście.
czuję się jakbym odbyła daleką wyprawę, tam-i-z-powrotem.

bo najpierw był stary kontynent i Londyn, i Oxford, i Bristol. nowi ludzie, ponownie spotkani po latach znajomi, złota jesień, deszcz (dużo deszczu!) w ten ważny dzień. samotne snucie się po uliczkach Oxfordu (bez aparatu niestety), pociągi, przemieszczanie się autobusami lub na nogach (!) i to nowe, ciepłe uczucie, kiedy samolot w końcu sfrunął nad północnoamerykański kontynent, że wracam do domu…
kolejny Rozstaj Dróg. stary kontynent kusił. bliskością bliskich. wspomnieniami miejsc i ludzi, ciekawą pracą, ale wybraliśmy Tu zamiast Tam. nasz Saskabush jak mawiają tubylcy.
po złożeniu podpisu na umowie, padłam. i przechorowałam dwa tygodnie leniąc się przy komputerze i książce. dzięki temu kartki świąteczne doszły do Polski na czas a prezenty dla rodziny w Krakowie leżą i czekają, tam gdzie powinny. no i Murakami prawie dobiega końca. a tu juz czeka kolejny Indridason. a tak przy okazji dziękuję Chiaro, bo to dzięki Tobie właśnie dotarłam do tych autorów.
a co poza tym? otóż Benek otrzymał swoje pierwsze łyżwy. jeszcze tylko kask musimy zakupić, bo nam się dziecię wyrywa samotnie na lód.

dwutygodniowe wakacje-nie-wakacje zaowocowały ubraną choinką w pokoju Benkowym z wasnoręcznie pomalowaną bańką,

suszonymi plasterkami pomarańczy,

i figurkami z masy solnej, które ciągle czekają na pokolorowanie…

zimowy czas, a szczególnie ten przed świetami to moja ukochana część roku, zeby jeszcze śnieg dopisał, a tu na razie niespodzianka na preriach, ech… poprosiłam Mikołaja o biały puch, zobaczymy, czy coś wskóra…
robi się nastrojowo, zółto pomarańczowo i ciepło-przytulnie…


mieszkańcom Saskabusha polecam wyprawę do Western Development Museum i tamtejszą świąteczną wystawę. Benek był zachwycony.

a na koniec troche muzyki odkrytej w czasie ostatniego pobytu w Chicago, w sam raz na święta… zwykle nie kupuję płyt w sklepach spożywczych, ale tym razem się skusiłam, bo bardzo lubię tę aktorkę. o M.Ward tez już słyszałam, bo to kultowy wykonawca na scenie muzyki w stylu indie. ich płyta zawiera głównie tradycyjne piosenki świąteczne, ale ja najbardziej lubię tę właśnie.
Dobrze że wrociłaś :)
Miło się tu do Was wpada, jak zwykle piękne zdjęcia i opowiedziany kawałek życia.
I u nas Anglia była ostatnio na tapecie …eh.
Powodzenia w nowej pracy, niech to będzie to! miejsce.
Gratulacje i powodzenia!!
Tez uwielbiam ten przeswiateczny czas i w tym roku korzystam z niego ile sie da :)
Pozdrawiam!
Nareszcie jakiś wpis! Nie żartuj nawet z likwidowaniem bloga. Lepiej rzadko niż wcale coś napisać!
Gratuluję pracy i decyzji o zostaniu. Domyślam się ile Was to przemyśleń i wątpliwości kosztowało…
Ściskam!!!!
Wrocilas! Ciesze sie bardzo! Jeszcze raz gratuluje i sciskam, to wspaniale wiesci i milo jak marzenia w koncu sie spelniaja, niech Ci sie dobrze pracuje!
Piekne zdjecia! Mnie tez Europa bardzo kusi, ale chyba, cos mi sie wydaje, Kalifornia wyjdzie z Europejskich planow.
A i nie kasuj, zagladaj i pisz cos jak na miesiac, jesli czasu nie bedziesz miala na wiecej!
Atsanik przestać już myśleć o zamknięciu bloga, bo bardzo miło się do Ciebie zagląda nawet raz na jakiś czas :)
Mam nadzieję, że nowa praca przyniesie wiele radości a Sasskabush zaczniecie ‘na poważnie’ nazywać swoim domem :)
prosze nie zamykac mi tu bloga! fajny benek ma pokoj. a co dokladnie bedziesz robila w nowej pracy?
Gratuluje pracy!
fajnie, że zdecydowaliście się na jedno miejsce, choć napewno nie było łatwo podjąć taką decyzję.
no i zrobiło się na bierząco ;)
nie zamykaj…pisz rzadziej, ale nie zamykaj…proszę. Mówię tu o blogu. Pracy stałej gratuluję, byłam pewna, że się uda. Nie dziwię się, że zakusił stary kontynent, z przyczyn oczywiście wymienionych przez Ciebie, ale może jak to mówią, w chwili obecnej jest właśnie najlepiej jak być powinno? i to jest to miejsce, które być powinno.
Cieszę się, że “pomogłam” odkryć autorów. Murakamiego wielbię. Indridasson jest okropnie przygnębiający ale również chętnie sięgam po nowe jego książki. Bardzo serdecznie Was pozdrawiam i raz jeszcze dziękujemy za Wasze Życzenia Świąteczne.