lubiliście matematykę w szkole? ja tak, choć pamiętam, że przez jakiś czas nie trawiłam tzw. zadań tekstowych. jakieś zawiłe mi się wydawały, zadania z fizyki były znacznie prościej napisane, he he. nie wiem dlaczego, ale jest coś pocieszającego w fakcie, że 2×2=4, zawsze. los, który wchodzi w nasze życie z butami, jest nieprzewidywalny i może uderzyć złem znienacka, ale tabliczka mnożenia nigdy się nie zmieni… a skąd takie rozważania zapytacie? ano stąd, że od jakiegoś czasu dobiegają mnie słuchy, że poziom matematyki w szkołach w Saskatchewan podupada i uczniowie coraz gorzej radzą sobie z testami. niektórzy winią za to nowy program nauczania, który bardziej stawia na tzw. uczenie przez odkrywanie (discovery-based education) niż na tradycyjne podejście. dzisiaj na CBC pojawił się nowy głos, nauczyciela akademickiego z University of Regina, który wini za obecny stan rzeczy słabe przygotowanie nauczycieli. zaczęłam czytać ten artykuł i nie mogłam uwierzyć własnym oczom. nauczyciele podstawówki (elementary school) potrzebują tylko jednego (tak, dobrze czytacie, j-e-d-n-e-g-o) kursu z matematyki na studiach (a kurs uniwersytecki rozciąga się tutaj na jeden term, czyli raptem trzy miesiące). nauczyciele matematyki w liceach potrzebują kilka podstawowych kursów (w artykule użyto sformułowania – a few basic classes). o matko, szczerze? mam nadzieję, że zanim Benek pójdzie do szkoły, to albo zmienimy prowincję (choć może to być problem na szczeblu ogólnokrajowym, nie wnikałam głębiej), albo zmienią się przepisy… nie wiem dokładnie jak to jest z matematyką, ale w Polsce, żeby uczyć fizyki trzeba skończyć studia z fizyki…
jeden kurs! nie dziwię się, że potem jedna panna w zakładzie fryzjerskim, gdy popsuła się jej kasa, nie była w stanie przeprowadzić podstawowego odejmowania (50-35) (tak, dokładnie tak powiedziała, że nie potrafi), wprowadzając nas tym samym w głęboką konsternację…
no cóż, mam szczerą nadzieję, że coś się zmieni w tym temacie… a na razie życzę Wam kochani miłego weekendu! kto pobije nas, no kto? jutro ma być 30C! na preriach! końcem września! wybaczcie wykrzykniki, ale samę się wciskają na klawiaturze ;-) a my jutro ruszamy do Anglin Lake, mam nadzieję, że uda nam się wypocząć (na ile Benek pozwoli) i że się nie pozabijamy (bo Benek ostatnio testuje moją cierpliwość-kto potrafi naprawić złamaną kanapkę, no kto? według Benka, ja, super-mama, powinnam posiadać umiejętność sklejania chleba z powrotem w jedną kromkę, nie umiem???? jak to??? aaaaaaa!!!!, to z dzisiejszego poranka).
a tutaj Anglin Lake prawie rok temu… mam nadzieję, że będzie równie pięknie i teraz…

Bawcie sie dobrze na wyjezdzie! Cierpliwosci dla Benka i dla Was. Gleboki wdech, bedzie dobrze! Co do matematyki to ja mialam beznadziejna nauczycielke w liceum i do tej pory mam koszmarne sny z udzialem matematyki, szok co nie? A i lepiej mi szla ta matematyka tutaj :) Co do fizyki i chemii-chyba nie mialam glowy i nauczycieli do tego rowniez, tak na marginesie moh Tato to fizyk z zawodu, a Mama chemikiem :)) sluszalam, ze jest problem z matematyka nie tylko u Was, w Philly szkoly publiczne sa do dupy wiec nie bede sie wypowiadac, ale natrafilam na ksiazki jak pomoc dzieciom ta nauke polubic, kupie w swoim czasie, co do szkoly to jeszcze jedna rzecz wazne by rodzice byli wlaczeni, wtedy nie powinno byc tak zle. A na razie milego relaksowania w przepieknym miejscu!
Ola: dzieki! Benek bardzo trenuje nasza cierpliwosc ostatnio, mam wrazenie, ze zamiast buntu dwulatka, dostal nam sie bunt trzylatka ;-) wiesz, na pewno wiele zalezy od nauczyciela, ja jestem, tu gdzie jestem, dzieki jednemu nauczycielowi wlasnie… ciekawa jestem, czy w Polsce tez zmiany w nauczaniu odbily sie na wynikach uczniow…
Piekne miejsce. Wypoczywajcie, na ile sie da:)
U nas zalamanie pogodowe od niedzieli ale jutro tez jeszcze kolo 30:)
W liceum bylam w mat-fizie. Matematyke lubilam bardzo i mialam bardzo fajnego i wymagajacego Profesora. A fizyki nie moglam strawic. Ale przetrwalam;)
Ja bylam w szoku jak na jednym z wykladow podczas studiow w Teksasie studenci (a to byly studia “graduate”) zaczeli wyciagac kalkulatory i telefony, zeby dodac proste liczby. Na szczescie Profesorka byla na poziomie i zareagowala odpowiednim komentarzem. Moj E. spotyka sie z tym na co dzien jak prowadzi wyklady z finansow. Poziom matematyczny studentow jest b. niski.
Tu w Irlandii poziom matematyki też nie jest za ciekawy niestety.
Zazdroszczę oficjalnie pogody! Korzystajcie ile wlezie!
Ogólnie lubiłam przedmioty ścisłe, najgorszy mój przedmiot w liceum to była historia, o nie sorry zapomniałam – najgorszy to był WF:), a potem na studiach aerobik:), żałuje w ogóle, że nie wpadłam na pomysł, żeby załatwić sobie zwolnienie z Wf-u, tak jak niektóre dziewczyny i w tym czasie mogły sobie czytać np. lektury z polskiego.
Agnieszka: wydaje mi sie, ze tutaj jest niestety podobnie, no ale zeby nie bylo, ze dostrzegam tylko zle strony w Kanadzie, jak prowadzilam zajecia ze studentami chemii w Polsce, to zdarzaly rodzynki, co nie wiedzialy o prostych regulach matematycznych… kalkulatory i komorki do prostych obliczen, to tu niestety norma… pamietam, jakie wrazenie zrobilam kiedys na kolezance, kiedy zaczelam dzielic dwie liczby na papierze, bo wlasnie zabraklo nam kalkulatora ;-)
Maja: pogoda piekna zdaje sie tylko do jutra, pozniej temperatury leca w dol, w koncu to prerie, nie moge oczekiwac cudow ;-)
Karina: he, he, wfu szczerze nie lubilam, ale do aerobiku na studiach jakos sie przekonalam, ja po prostu nienawidze gier zespolowych, a takie niestety krolowaly w szkole, z reszta kot by chcial takiego skrzata jak ja do swojej druzyny koszykarskiej ;-)
nie cierpieliście matematyki w szkole i to wszystko, co możecie właściwie napisać;)
Atsanik u mnie było zupełnie na odrót, ja znajdowałam pocieszenie w literaturze, natomiast fizyka czy matematyka wywoływała u mnie jakieś dziwne skurcze zołądku i totalne poczucie niezrozumienia.
Niestety u nas też poziom nauczania (nie tylko ścisłych przedmiotów) pozostawia wiele do życzenia :(
Mam nadzieje ze wyjazd sie udal i mama nabrala duzo sil i znowu jest super :))))
Ja też nie lubię gier zespołowych i rywalizacji sportowej, a do aerobiku nie mogłam się przekonać, bo chyba za leniwa jestem:)
ja bylam w mat-fizie. z matmy i fizyki zawsze mialam 4. w ogolniaku przed matura mielismy po 3 godziny matmy dziennie (!) i nie moglismy wychodzic na przerwe. fizyka to ciekawy przedmiot, ale niestety mialam bardzo nieprzyjemna nauczycielke.
ja tez jestem zalamana poziomem matematyki. trace cierpliwosc jak ktos bez kalkulatora nie potrafi powiedziec ile to jest 75% czegos tam, ALE oczywiscie sa rzeczy przy ktorych inni moga sie oslabiac mna. na przyklad do tej pory nie rozumiem fotosyntezy, a z historii to juz w ogole malo co pamietam. chemie mielismy tylko przez 3 lata i to raz w tygodniu. z chemii zawsze mialam troje, ale wydaje mi sie, ze byla naciagna, bo nauczycielka znala moja mame.
jakis czas temu na npr byl artykul o zmianach w metodach nauczania matematyki. musze przyznac, ze jestem bardzo ciekawa jak to z ta matematyka bedzie gdy moj franek bedzie chodzil do szkoly
http://www.npr.org/2011/03/05/134277079/the-way-you-learned-math-is-so-old-school
Już wspomniano, że wiele zależy od nauczyciela. Ja miałam nauczycieli dobrych i złych i zupełnie się z tym zgadzam. Myślę, że w Ameryce Północnej matematyka nie jest na najlepszym poziomie ogólnie w klasach niższych, ale im wyżej, tym nauczanie ogólne jest lepsze. A na studiach niematematycznych, ale wymagających matematyki – ja miałam wspaniałe doświadczenie, bo wykładowcy specjalizowali się w matematyce dla nie-matematyków. W szkole podstawowej w Polsce miałam jedną nauczycielkę matmy fatalną, a drugą- świetną. Pamiętam po tej drugiej to myślałam, że matematyka jest normalnie piękna. Sprawiła to nauczycielka. Była już bardzo starsza, chyba na emeryturze i sobie jeszcze zarabiała. Moim zdaniem matematyka jest królową wszystkich nauk i trzeba strzec dzieci (dziewczynki szczególnie) przed złymi nauczycielami. Ja bym dziecko normalnie ze szkoły zabrała, jakby nauczyciel matematyki był zły. Matematyka się długo w życiu ciągnie, jest ważna i nie ma potrzeby, aby dziecko matematyki nie znosiło, nienawidziło, bało się. Lepiej zabrać i spróbować innego nauczyciela. Tak nawiasem mówiąc, to szkoły często pozwalają na obserwację lekcji i tak można się zorientować czy nauczyciel jest dobry, według własnej opinii oczywiście.
Pozdrawiam matematycznie, Alicja
chiara76: ;-) rozumiem, ja nie przepadalam za hisotria ;-) i odpowiadaniem na pytania “a co poeta mial na mysli” ;-) wierze, ze jednak duzo zalezy od odejscia nauczyciela…
mala mi: wyjazd udal sie bardzo :-) relacja juz niedlugo!
Karina: moze muzyka na aerobiku byla nie ta co trzeba ;-)
hjuston: popatrzylam na ten link i chyba jednak wole “stara” matematyke… ta nowa niepotrzebnie komplikuje zycie… ale moze to kwestia przyzwyczajenia…
Alicja: co do dziewczynek, masz racje, pamietam, jak w moim liceum, w pierwszej klasie, wprowadzono idiotyczny podzial, na chlopcow i dziewczyny (jak chlopcy mieli wf, to dziewczyny mialy fizyke i na odwrot), mozesz sobie wyobrazic, jakie podejscie do dziewczyn mial emerytowany, starej daty nauczyciel fizyki ;-)
witaj:) to zdumiewające, co piszesz. Jak to tak znikomej ilości kursów można kogoś uczyć?! Przecież sama wiedza (o ile oczywiście jest) nie jest tu kluczem do sukcesu. Sama udzielam korepetycji z matmy i chemii i widzę, jak kiepsko jest w szkołach. Problem główny, który się pojawia to brak tłumaczenia czegokolwiek uczniom. Jest tak, bo tak. przerażające. Wielokrotnie słyszę od dzieciaków “to takie proste? tylko o to chodzi/ itp.”. Wystarczy wyjaśnić im i wszystko byłoby o niebo lepsze. To temat rzeka…
Pozdrawiam słonecznie:)
Hmmm, w takim przypadku ja po naszej skromnej Politechnice mogłabym być u Was nauczycielką matematyki :-) Przerażające! (tu doceniam swoje zdolności matematyczne :-)) Ale poziom nauczania spada chyba wszędzie niestety. Moja siostra w tym roku zdawała maturę (z matematyki między innymi), a nie ma pojęcia o tym co to są funkcje! Coś tam było, ale mało i nie pamięta – to jej słowa. Tragedia, szczerze mówiąc. Zresztą, temat współczesnych szkół to temat rzeka…
Piękne zdjęcie! Mam nadzieję, że wyjazd udał się jak najbardziej. A co do wysokich temperatur, to ja w ten weekend byłam w Szczecinie i było 28 stopni w słoneczku ;-)))) Pięknie! Pozdrawiam!
No i w końcu tu dotarłam…
:-)
I bardzo mi się tu podoba! Będę zaglądać!!!
Odnośnie matematyki – mój nauczyciel z LO kazał mi tuż przed maturą przysięgać, że nigdy, przenigdy nie wybiorę takiego zawodu, w którym od moich obliczeń matematycznych będzie zależało czyjeś zdrowie lub, nie daj Boże, życie ;-)
Potem wspominałam jego słowa, ślęcząc nad podręcznikiem do statystyki ;-) – studiowałam socjologię, hehe! Szczególnie zdolna w tym temacie nie jestem, hihi, ale i tak biłam na głowę naszych przyjaciół z Niemiec z międzynarodowej wymiany w LO ;-)
Uściski!!! I udanego wypoczynku!
M.
przepraszam dziewczyny, ze nie odpisalam, ale duzo sie dzialo o czym wspomne w poscie powyzej.
Gusiook: oj rzeka, to prawda, tak duzo zalezy od nauczyciela, bo jeden niedobry moze zniechecic na cale zycie…
bosastopka: ciekawe z tymi funkcjami… u nas analza funkcji, czy jak to tam sie nazywalo, to bylo jedno z zadan na maturze. wyjazd sie udal, napisze o tym na pewno! pozdrawiam cieplo z nie-tak-cieplych-jak-ostatnio prerii.
Maggie: ciesze sie, ze dotarlas! i dziekuje za mile slowa :-) tak sobie porownuje z tutejszymi standardami i mysle, ze ludzie naszego pokolenia nie maja sie czego wstydzic, jesli chodzi o edukacje w przedmiotach scislych. nie wiem, jak jest obecnie w Polsce, bo slyszalam, ze troche program sie zmienil.
z wyjazdu juz wrocilismy, krotki, zbyt krotki byl i tak zbieram sie, zeby cos skrobnac i kilka zdjec wlozyc, bo takie zloto-jesienne, w przeciwienstwie do tego co za oknem… choc ja czasami taka gloomy weather nawet lubie… w sam raz do ksiazki i cieplej herbaty :-) milego weekendu!