powyjazdowe impresje

po zeberkowaniu w Madison, udałam się na spotkanie na szczycie z blogową evek. szkoda, że evek była uziemiona, bo byśmy pewnie więcej pobiegały po Chicago, ale i tak było baaaaardzo miło! evek opisała już nasze spotkanie tutaj (i nawet zdjęcie zamieściła), ja tylko napiszę, że evek to bardzo fajna dziewczyna i cieszę się, że udało nam się spotkać w rzeczywistości. poznałam również bardzo przystojnego uszatego Luisa :-)

po spotkaniu z evek była już tylko praca i praca z hulającymi elektronami, czyli na tak zwanym synchrotronie. jedną z atrakcji okazało się tornado, którego na szczęście nie było, ale gdy zawył alarm i nakazano nam opuszczenie synchrotronu i schowanie się w tzw. tornado shelter (czyli zwykłej toalecie, hehe) to poczułam dreszcz emocji przemieszany z lekką paniką. oczywiście naukowa ciekawość wzięła górę nad rozsądkiem i wiekszość, zamiast siedzieć w toaletach, wyczekiwała tornada z nosem przyklejonym do okiennej szyby.

do domu na preriach (czy ktoś jeszcze pamięta ten serial?) wróciłam tylko na dziesięć dni, po czym znów wybyłam na synchrotron. tym razem w innym towarzystwie, które nie było niestety już tak miłe jak to poprzednie (a przynajmniej jego część). mój kolega z pracy okazał sie pracoholikiem i w ten sposób, pierwszego dnia pracy, moja przygoda z jedzeniem zakończyła się na lunchu. niektórzy czytelnicy zapewne pamiętają moje żale głodowe wylewane na pewnym portalu ;-) no cóż, tak to jest, gdy się nie ma prawa jazdy…

moje kilkudniowe hulanki zakończyłam w interesującym stylu, płacząc i krzycząc podczas dość silnych turbulencji na pokładzie samolotu (nie dla mnie latanie, oj nie). całe szczęście zawsze znajdą się życzliwe dusze chętne do potrzymania za rękę tudzież podtrzymania na duchu. dwie panie zgadały się co by mi zapodać Gravol, mimo że problem nie był natury fizycznej. Gravol czy nie, resztę lotu przetrwałam, nawet zdjęcia robiłam podczas lądowania w toonie, hehe. ale po wypiciu jednego piwa w domu (w celu rozluźnienia zastygłych z nerwów mięśni) padłam.

za trzy tygodnie powtórka z rozrywki, no może nie do końca, mam nadzieję. tym razem lecimy we trójkę, ja, djmoose i Benek. kierunek: Kraków! nareszcie. po trzech latach niebytności, nie widzenia rodziny i innych krewnych i znajomych królika. plany mamy ambitne, Benek wieczorem z babcią, a my w knajpianym ogródku, przy piwie, ciepły wieczór, a może kino, kawiarnia i spacer, słowem reaktywacja po dwóch latach :-) nie mogę się doczekać!

a na razie krótka relacja zdjęciowa.

jeszcze Was pomęczę przed wyjazdem ;-)

[nggallery id=7]

18 Responses to “powyjazdowe impresje”

  1. evekon 13 Jul 2010 at 11:12 pm

    no cała przyjemność po mojej i uszatego stronie!!! szkoda, rzeczywiście, że ten gips….

    a J. jest kompletnym ignorantem internetowym. ale jak mu powiem, że tu u ciebie jest, to zara będzie męczył, że chce zobaczyć ;O)

    następnym razem idziemy na dłuuuuuuuuuuuuugi spacer po chicago!!!!!! a zdjęć z krakowa już się nie mogę doczekać!!!!!!!

    pozdrówka!!!

  2. evekon 13 Jul 2010 at 11:14 pm

    btw – to zdjęcie panorama synchrotronu i twoje miejsce pracy robią wrażenie!!!

  3. avellanon 14 Jul 2010 at 6:05 am

    Dawno, dawno temu, (jeszcze na studiach, było to w roku 2001), przeżyłam tornado, byłam wtedy po raz pierwszy i jak do tej pory jedyny raz w USA. Cały wyjazd to była zresztą wielka przygoda. Leciałam wtedy pierwszy raz samolotem i pamiętam gdy ten zaczął kołować aby wystartować otworzyłam przez przypadek Twój styl na horoskopie i pierwsze zdanie, jakie przeczytałam przy moim znaku zodiaku to “lepiej nie wybieraj się w podróż”, mimo, że w horoskopy nie wierzę poczułam się dziwnie. No i coś musiało w tym być, pierwszego dnia gdy dotarłam do celu do Wisconsin (Wisconsin Dells) było tornado, a zaczęło się gdy siedziałyśmy z przyjaciółką w samochodzie na parkingu. Moja przyjaciółka była twarda,ale ja przyznam się, ze gdy zaczęły latać znaki drogowe trochę się przestraszyłam. Stwierdziłam więc, ze pójdę do marketu znajdę właścicieli i weznę od nich kluczyki aby zamknąć samochód (przyzwyczajenia z Polski). Oczywiście ochrona gdy wchodziłam do sklkepu z przerażeniem zapytała mnie gdzie byłam. O szukaniu właścicieli samochodu nie było mowy. Z jednym z ochroniarzy wróciliśmy jedynie po przyjaciółkę, dodam, że nie było łatwo :) Na tym się moje przygody nie skończyły, nie będę Cię jednak już nimi zanudzać, dodam jedynie, że wyleciałyśmy ze Stanów 10 września, jeden dzień przed zamachami.

  4. atsanikon 14 Jul 2010 at 8:39 am

    evek: nastepnym razem na pewno ruszymy w teren ;-) pozdrowienia dla pana J!
    pozdrowienia!!

    avellan: witam na moim blogu :-) e tam, wcale nie zanudzasz. mialas ciekawy pobyt w stanach ;-) wiesz z tym tornado, to ja bym bardzo chciala zobaczyc, ale z takiej bezpiecznej odleglosci ;-)

  5. hjustonon 14 Jul 2010 at 3:18 pm

    niezla wyprawa.
    ja przezylam kiedys tornado w oklahomie. pracowalam wtedy w firmie, ktora zajmuje sie transportem pieniedzy. musielismy isc sie schowac do sejfu. moglismy tylko wziac prawo jazdy do kieszeni, zostawic torebki w biurze i siedziec w sejfie bo bylo to najbezpieczniejsze miejsce. na szczescie nic sie nie stalo.

    ps- ja uwielbiam maly domek na prerii. do tej pory rycze jak go ogladam.

  6. kobieta pracujacaon 14 Jul 2010 at 9:11 pm

    Dzieki za fajne zdjecia ;) widac ze wyprawe mialas ekscytujaca, dobrze ze juz jestes w malym domku na prerii ;) (pewnie ze pamietam!)

  7. atsanikon 15 Jul 2010 at 8:38 am

    hjuston: fakt, sejf powinien byc najbezpieczneijszy, hehe.
    domku na prerii nie wiedzialam wieki, ale jakos tak mi sie skojarzylo jak pisalam ;-)

    kobieta pracujaca: tez sie ciesze, teraz to juz tylko przyjemnosci. mam nadzieje!

  8. aniaon 15 Jul 2010 at 8:56 am

    No to pewnie juz odliczacie dni do wylotu do grodu Kraka.

  9. atsanikon 15 Jul 2010 at 10:35 am

    ania: maz juz odlicza od paru miesiecy ;-) ale on byl ostatni raz w Polsce piec lat temu… ja, odkad odbebnilam pracowe sprawy, tez zaczelam sie cieszyc tym wyjazdem. zeby tylko pogoda ladna byla, bo na moich preriach lato takie sobie i duzo pada…

  10. maya.don 15 Jul 2010 at 12:04 pm

    No jak na razie pogoda baaaardzo gorąca. Aż za. Życzę owocnych przygotować do wylotu :)

  11. atsanikon 15 Jul 2010 at 3:36 pm

    maya.d: przygotowania w rozsypce, ale na szczescie mamy jeszcze dwwa tygodnie ;-)

  12. mala mion 20 Jul 2010 at 3:05 pm

    tak sobie mysle, ze te elektrony dopiero by sie rozszalaly przy tym tornadzie :)
    Plany ambitne na wyjazd i az zatesknilam za jakims letnim nocnym wyjsciem, eh nie ma to jak babcia, ktora pewnie bedzie w siodmym niebie:))))

  13. atsanikon 20 Jul 2010 at 9:18 pm

    mala mi: he he to prawda z tymi elektronami ;-) plany sa, zobaczymy jak z realizacja ;-) pewnie bedziemy dochodzic do siebie przez pare dni po takiej podrozy… mam wizje krzyczacego i piszczacego Benka na pokladzie samolotu, ale tez mam nadzieje, ze sie nie spelni ;-)

  14. mala mion 21 Jul 2010 at 4:52 am

    No co Ty, nie bedzie tak zle, przeciez Benek to maly inzynier wiec tylko uwazaj by sie nie wlamal do kokpitu :) A pozniej powiedz mi jak bylo, bo nas czeka taka miedzykontynentalna podroz w lutym i tez sie nie moge juz doczekac :)

  15. atsanikon 21 Jul 2010 at 6:40 am

    mala mi: he he, dokladnie ;-) a gdzie sie wybieracie?

  16. mala mion 22 Jul 2010 at 1:56 am

    No to pisz jak przebiegaja przygotowania, a jakbyscie zamierzali pozwiedzac Londyn po drodze to zapraszam :)
    Lecimy do Argentyny (urodzil sie i spedzil wiekszosc zycia Marce) i Peru (skad pochodza jego rodzice i tam tez troche mieszkal:)))

  17. atsanikon 23 Jul 2010 at 4:17 pm

    mala mi: juz niedlugo napisze, przyrzekam! dziekuje za zaproszenie, ale lecimy przez Niemcy. trzymam jednak za slowo, kiedys moza zawitamy do Londynu.

    a gdzie do Argentyny? mam paru znajomych stamtad, z Buenos Aires, Mendoza i Tucuman. tez bym chciala kiedys sie wybrac…

  18. mala mion 24 Jul 2010 at 11:28 am

    Zaproszenie aktualne caly czas :)
    Bedziemy w La Plata, to prowincja Buenos Aires bo tam urodzil sie i studiowal Marce i stamtad jest pol godziny drogi do Buenos Aires w ktorym tez spedzimy kilka dni, mam nadzieje ze nie tylko zalatwiajac mase dokumentow :)
    Marzy na sie podroz do Patagonii ale ta musi zaczekac jak nam dziecie podrosnie :)

Trackback URI | Comments RSS

Leave a Reply





About



Search






Blog design by Splendid Sparrow and atsanik