odeszła. dziesięć dni temu musiałam podjąć jedną z najtrudniejszych decyzji, czy pozwolić jej odejść naturalnie ale w cierpieniu, lub czy ulżyć jej w cierpieniu, godząc się jednocześnie na jej śmierć. niektórzy mogliby powiedzieć, ale to tylko królik. dla nas to był aż królik, nasz najwierniejszy przyjaciel, towarzysz naszych włóczęg po świecie. to była nasza Niunia.
Niunię poznaliśmy dziesięć lat temu, w nowootwartym sklepie zoologicznym na krakowskim Kurdwanowie. zastukałam w szybę akwarium, a ona była pierwsza, która przykicała. była wtedy taka malutka. z decyzją o zaproszeniu królika do naszego życia przespaliśmy się jedną noc. na drugi dzień rano bylismy z powrotem w sklepie. wracając do domu nieśliśmy dumnie króliczą klatkę, z której ledwo co wystawały Niuni uszy.
młode króliki są bardzo zabawne. potrzebują trenować swoje długie nogi, więc bardzo dużo skaczą, i zadziwiająco wysoko. lubią też biegać jak opętane po całym mieszkaniu. a swoje przywiązanie do ludzi okazują poprzez okrążanie ludzkich nóg. Niunia była właśnie takim skoczno-rozkosznym uszatkiem. wszędzie było jej pełno. czasami trudno było zatrzymać na niej wzrok, tak szybko potrafiła się przemieszczać.
oprócz trenowania nóg, młoda Niunia trenowała również swój zgryz i upór w dążeniu do celu. wiedzieliśmy, że miała jedno ulubione miejsce w naszym wynajmowanym krakowskim mieszkaniu. zaglądała tam kilka razy dziennie. podczas przeprowadzki okazało się nad czym tak usilnie pracowała – nad wielką dziurą w dywanie…
trudno jest zamknąć w paru zdaniach dziesięć lat naszego wspólnego życia. Kraków, Hamburg, Saskatoon. zawsze z nami, bo jakżeby inaczej. choć przewóz królika (a raczej dwóch, bo już wtedy była z nami też Yoda) z Niemiec do Kanady okazał się nie lada wyzwaniem. załatwianie wszystkich zdrowotnych papierów w Niemczech, transoceaniczne rozmowy telefoniczne z Canadian Food Inspection Agency (gdy zadzwoniłam po raz pierwszy myśleli, że mam zamiar importować do Kanady mięso króilcze, he he), walka z moją wrodzoną nieśmiałością, gdy przyszło mi obdzwonić pół Saskatoona (jeszcze mieszkając w Hamburgu) w poszukiwaniu miejsca na miesieczną kwarantannę dla uszatych, studiowanie przepisów róznych linii lotniczych, w poszukiwaniu tej, która pozwoliłyba nam zabrać króliki na pokład samolotu (bo króliki nie nadają się do samotnego podróżowania, powinny byc zawsze z właścicielem).
minęło prawie pięć lat odkąd stanęliśmy na kanadyjskiej ziemi, z dwoma plecakami i dwoma królikami. obydwa uszatki już odeszły. śmierć tej najstarszej, Niuni, jest jakby symboliczna, tak jakby na zawsze odeszło coś, co stanowiło pomost pomiędzy obecnymi czasami a naszym poprzednim życiem w Krakowie.
Niunię pożegnaliśmy we trójkę. Benek nie zdawał sobie do końca sprawy co się dzieje, ale było mu smutno, bo nam było trudno nasz smutek ukryć. wychodząc z pokoju, powiedzieliśmy Benkowi, że musimy się z Niunią pożegnać. Benkowe bye bye do dzisiaj kołacze mi się po głowie.
żegnaj Niuniu. dziekuję.



Atsanik, bardzo mi przykro.
Trudno rozstawac sie z przyjacielem, zwlaszcza takim, ktory tak wiernie towarzyszyl wam w wedrowkach po swiecie.
Sciskam cie i pozdrawiam :)
G.
Ojej, Gosia, jak mi przykro. Niunia miala zycie pelne przygod. Pieknie opisalas Wasza wiez z nia. Az sie poryczalam.
Bardzo, bardzo mi przykro… Trzymajcie się!
ojej…. właśnie pokazuje Luisowi foty. zaraz oboje bedziemy się zalewać łzami!!! tak pięknie o niej napisałaś!!!!
bardzo mi przykro z powodu odejścia Niuni! 3majcie się ciepło!!! i dużo głasków dla uszatego,który z wami został!
bardzo mi przykro.
bardzo ladnie to opisalas, tez sie prawie poryczalam… sciskam mocno!
dzieki dziewczyny.
evek: no wlasnie, martwimy sie troche o Szarika, bo bardzo byl do Niuni przywiazany…
oj, jak mi przykro…sama wiesz, że w tym roku odszedł Sówcia, więc rozumiem Cię doskonale…pozdrawiam ciepło.
i ja rycze…
dziekuje Chiara. pozdrawiam juz z wiosenno-letnich prerii.
gmyzka: :-( mysle sobie, ze przynajmniej moge powiedziec, ze Niunia miala dobre i ciekawe zycie. i ze nie cierpiala zbyt dlugo na koncu…
Przykro bardzo …. :(
Smutne to:(, mi niedawno w Polsce zmarła kotka, ktora znalazłysmy z siostra dlugi czas temu….., porzuconą, zabiedzona. miala tez okolo 10 lat. pomimo odleglosci tesknilam za nia. szkoda zwierzaków!!:(
Bardzo mi przykro. Wiem co to znaczy, bo jakiś czas temu pożegnałam swoją suczkę Sonię, która była ze mną od zawsze. Przeżyła 16 lat i na końcu bardzo już cierpiała. Miała raka. Wiem, że dobrze zrobiliśmy oddając ją do weterynarza, ale… Przeżyłam to jak stratę członka rodziny. Aż mi łzy pociekły.
Pozdrawiam.
norr: dziekuje.
Karina i Bosastopka: dzieki dziewczyny. smutne, gdy nasi przyjaciele odchodza. ale to czesc zycia… w przypadku Niuni to juz byl pewnie jej czas. kroliki srednio po 5-7 lat zyja. latwiej zaakceptowac taka smierc, choc przykro, ze juz jej z nami nie ma.
swieczki stanely mi w oczach…
przykro mi ogromnie :(
trzymajcie sie!
mala mi: dziekuje.