na prerie powoli wprowadza się wiosna. w końcu udało nam się przekonać Benka do założenia gumaków i od tej pory tyle go widzieliśmy, he he. teraz wyprowadzamy Benka jak psa na spacer, żeby się wybiegał i wybrudził. całe szczęście na preriach nie brakuje pustych pól, więc wywozimy Benka w takie pola i spuszczamy, jak psa ze smyczy. Benek w zasadzie mógłby mieszkać na zewnątrz. tylko jedna rzecz zaciągnie go do domu – głód. ciekawi go wszystko, wszystko to, co ja przestałam zauważać dawno temu. stary liść na drodze, kamyk, pozornie szaro-nudna ściana domu, grudki ziemi.
święta spędziliśmy nieświątecznie. jednak brakuje rodziny, żeby uczynić to świętowanie bardziej świątecznym. w sobotę wybraliśmy się do pobliskiego parku co by to wypróbować nowozakupioną piłkę, a przy okazji napotkaliśmy gęsi kanadyjskie. to niechybny znak, że wiosna już czai się za rogiem. co za ulga, kiedy nie trzeba na siebie nakładać kolejnych grubych warstw, wystarczy tylko cienka kurtka, a w pełnym słońcu nawet i ona przestaje być potrzebna. kurtek zimowych jednak jeszcze nie chowamy, dla przypomnienia, w zeszłym roku, jeszcze w maju padał śnieg…
a to napotkane gęsi,

które bardzo spodobały się Benkowi.

w niedzielę wielkanocną zainaugurowaliśmy sezon wycieczkowy po Saskatchewan. po ostatniej wyprawie do ghost town nabraliśmy apetytu na więcej. tym razem wybraliśmy się na poszukiwanie jednego z cudów natury Saskatchewan – Crooked Trees. niestety w niedzielę nie znaleźliśmy tego miejsca (udało nam się dzień później, ale o tym następnym razem), za to odwiedziliśmy Hafford, małe miasteczko na północny-zachód od Saskatoona zamieszkiwane przez ludzi pochodzenia ukraińskiego. w Hafford znajdują się dwie cerkwie, pięknie utrzymane.
a oto pierwsza z nich – grekokatolicki kościół pod wezwaniem Świętej Eucharystii.

a tutaj druga z nich – prawosławna cerkiew pod wezwaniem Ducha Świętego.

ukraińskie dziedzictwo widać w Hafford na każdym kroku. nawet tabliczki z nazwami ulic są podwójne, po angielsku, i po ukraińsku.

bardzo lubię takie klimaty, przypominają mi się czasy młodości (he he, jak to brzmi ;-) wędrowanie po bieszczadzkich szlakach czy po bezdrożach Beskidu Niskiego. czytającym z Polski gorąco polecam odwiedzenie Beskidu Niskiego, a szczególnie mojej ukochanej Doliny Nieznajowej. tam każda kapliczka przypomina o Łemkach niegdyś tam zamieszkujących.
Saskatchewen i jego bezdroża nieco przypominają beskidzkie szlaki. na każdym kroku widać ślady osadnictwa sprzed stu lat, rozpadające się stodoły, małe drewniane domki, czy też ślady po usuniętych torach kolejowych.
w drodze powrotnej napotkaliśmy dawny most kolejowy. torów już na nim nie było…

i tak upłynęła nam wielkanocna niedziela.
a następnym razem będzie spooky ;-)
gratuluje wiosny na preriach! ;O) u mnie wiosna byla, ale sie zmyla. moze jeszcze wroci!
a te cerkwie zarabiste!!!! w ogole ciekawa okolica. wiecej fot prosze! ;O)
btw – jak tam króliki się mają?? szczególnie królisia wiekowa??!
Fajne to Benkowe zdjęcie w kaloszach:))
Piękne zdjęcia z Waszej wycieczki, ten błękit nieba! Dobrze jest poznawać okolicę, gdzie się mieszka. Nieraz byłam zaskoczona ile ciekawych miejsc jest blisko mnie. Teraz szukamy na nowo;).
Pozdrawiam ciepło:))
evek: no to zycze, zeby wiosna szybko wrocila! nastepnym razem wkleje troche wiecej zdjec.
uszaste maja sie dobrze. Niunia jakos sobie radzi, mimo, ze musi kicac na trzech nogach. planuje dluzszy wpis ze zdjeciami na temat krolika globtrotera ;-)
gusiook: ten blekit to czesciowo dzieki filtrowi UV ;-) no wlasnie, czasami warto zainteresowac sie okolica w ktorej sie mieszka, zawsze mozna jakies perelki znalezc. powodzenia w szukaniu!
Pięknie tam u Was! Nawet na zdjęciach czuje się przestrzeń!
Maja: to prawda, czuc tu te przestrzen, ale ja generalnie gorska dziewczyna jestem ;-)
Czasami fajnie zrobic sobie inne swieta i brnac w kaloszach po kaluzach, kopac pilke z rodzicami i podziwiac gesi…btw u nas wciaz sa te same kanadyjskie gesi ;) Piekne zdjecia, takie spokojne, czy spotkaliscie na swojej drodze jakis mieszkancow Hafford?
[...] można na nią liczyć w kwestii zaopatrzenia świątecznego (dziękuję!). Jak widzę Atsaniki spędziły je w terenie, Aneta poleciała z mężem do Irlandii a reszta blogowiczów nie mam pojęcia jak, bo nie miałem [...]
No i fajnie. Przynajmniej cos zobaczyliscie nowego. My nasza Wielkanoc spedzilismy w Ikei he he.
Fajnie tam. Niestety jak sprawdzilem od nas prawie trzy tysiace kilometrow, wiec poki co nie zobaczymy:) Za to kupilismy fajna ksiazke o ghost towns w Ontario i sie przymierzamy do jakiejs wycieczki…
Faktycznie klimaty bieszczadzkie! Bardzo ladnie tam u Was i boski blekit nieba!!!
A jak sie udalo Benka namowic na kalosze, bo u nas niedlugo zrobie z nich ogrodkowa dekoracje!
bardzo ladnie. kalosze super. my nie mamy jeszcze kaloszy.
w odpowiedzi na twoje pytanie dotyczace nocnika. u nas bylo tak- dopoki franek nie nauczyl sie chodzi robil #2 na nocnik codziennie. jak tylko nauczyl sie wstawac to przestal. nie chcial siadac na nocnik wiec zaczelam go sadzac na muszle. ale tylko na #1. jest z siebie bardzo dumny jak tylko cos zrobi wiec sadzam go pare razy dziennie. kupilam tez mala deske dla dzieci firmy babybjorn. normalnie ja uwielbia i bez niej nie chce siadac. sam z siebie zaczal mowic kiedy zrobil #2 i jesli chce #1 to czasem powie, ale glownie to ja go wysadzam pare razy dziennie i jak wyjdzie to wyjdzie, a jak nie to nie.
dzisiaj na przyklad bylo goraco wiec chodzil po domu w pieluszce. nagle zaczal mnie wolac- ja patrze, a on ja sciagnal i zrobil kaluze przez telewizorem i zaczal sie w tym packac.
Alexxela78: nie spotkalismy, bo bylismy w Hafford w porze sniadaniowej, wiec na ulicach pustki.
Ania: tez bym tak chciala, o ikei to ja moge sobie tylko pomarzyc :-( najblizsza jest w Edmonton, 5 godzin jazdy samochodem…
resvaria: no niestety, kanadyjskie odleglosci bywaja powalajace ;-) czekam na relacje z ghost towns :-)
mala mi: maz wpadl na pomysl. mielismy taka przenosna nadmuchiwana wanienke. maz napuscil do niej wody, ubral Benkowi te nieszczesne kalosze i wsadzil do wanienki. Benkowi bardzo sie spodobalo chodzenie po wodzie i jakos sie przekonal, choc wczesniej byly awantury, ze ho ho. teraz za to awanturuje sie, gdy probujemy zakladac mu nowozakupione sandalki na lato. na razie nie mamy pomysly jak go do nich przekonac…
hjuston: przy Waszej hjustonskiej pogodze, to pewnie kalosze i tak niepotrzebne ;-) czyli Franek po prostu sam z siebie zainteresowal sie nocnikiem czy tez muszla… Benek nam nic nie sygnalizuje, tzn. #2 sami widzimy, bo sie biedak czerwony robi ;-) ale nic nie wola. no nic, mysle, ze nic na sile. widocznie jeszcze nie jego pora.
fajne zdjecia i super wyprawa :) ja juz tez sie nie moge doczekac kiedy pojedziemy za miasto gdzies, mam nadzieje ze niebawem. a tak swoja droga to ja tez dzis w kaloszach szlam do pracy… :o)
mnie się te gęsi też podobają;)
a wyprawa świetna…
Pięknie tam u was :-) Marzeniem mojego męża jest podróż na Alaskę, w sumie to jedno z miliona miejsc które chciałby zobaczyć :-) Ale takie właśnie puste, wielkie przestrzenie pociągają mojego M najbardziej. No i tu się zgadzamy :-)))
Ależ wam synek urósł! Super, że lubi być na dworze. Ja z malutką miałam problem na początku, bo na spacerze zamiast się uspokajać to zaczynała szaleć z nerwów. Całe szczęście minęło to po zdjęciu grubych rękawiczek :-))))
Pozdrawiamy!
Super zdjecia:), no a Chlopak rzeczwiscie coraz większy i taki…. powazny! Minus emigracji to wlasnie to ze swieta daleko od domu i od rodziny:(, no ale jestesmy twardzi:)!wiele osob, ktore znam nie wyjechalyby z kraju ze wzgledu na rodzine, zasiedzialstwo, no i poprostu na strach przed nieznanym. Pozdrawiam
kobieta pracujaca: dzieki! mam nadzieje, ze pogoda i Wam, i nam dopisze :-) ale na razie mamy winter storm ;-)
chiara76: dzieki! bardzo lubie kanadyjskie gesi. i bardzo mi sie z benkwym przyjsciem na swiat kojarza, gdzies kiedys o tym pisalam na blogu… milego weekendu!
Bosastopka: o Alasce tez marzymy :-) moze kiedys i Wam, i nam uda sie zrealizowac!
Benek tez marudzil w zimie, bo polar, bo kurtka, bo specjalne spodnie sniegowe, a rekawiczki byly najgorsze. odkad zrobilo sie cieplo jakby nabral skrzydel :-) pozdrawiam rowniez!
Karina: dziekuje! Benek nie zawsze taki powazny ;-)
Nam zaczelo ostatnio brakowac rodziny, i nie chodzi tu o pomoc, patrze na Benka i widze jak lgnie nawet do starszych dzieci, i tak sobie mysle, ze gdyby wychowywal sie w Krakowie, to mialby trojke kuzynow, i ciocie, i wujka, i babcie. a tak ma tylko nas…
to prawda, ze emigracja nie jest dla wszystkich. tez znam ludzi, ktorzy przez cale zycie mieszkali w jednym miescie i dobrze im z tym, i nie czuja potrzeby zmiany. ja i djmoose mamy nature wedrownicza po prostu i jestesmy ciekawi zycia w innych krajach. czasami mam momenty zwatpienia, ale nie wrocilabym. zbyt wiele wody w Wisle uplynelo.
milego weekendu!
Moze drugie dzidzi by Wam sie przydalo…….?ja mam 2 siostry mlodsze i zawsze bylo fajnie, wspolne zabawy, teraz pomoc, rozmowy na skejpie. ale wiem, ze to nie latwa decyzja, bo finansowo z dwojka trudniej. nam teraz bez dziecka ciezko, a co dopiero jak by bylo nas wiecej :(. Mi sie wydaje, ze tylko Synek troche podrosnie to zaraz bedzie mial wiecej kolegow.
Rowniez zycze udanego weekendu!
Karina: troche to wszystko skomplikowane w naszym wypadku… dlatego mysle, ze fajnie, ze Benek sie w przedszkolu odnalazl, bo jednak kontakt z innymi dziecmi to moze byc fajna sprawa dla niego. pozdrawiam cieplo.
Piękne te kościoły! Fajna wycieczka.
A te gęsi kanadyjskie to nie gęsi, a bernikle kanadyjskie – osobny gatunek :)
patekku: musialam wygooglowac te bernikle, tutaj zwyczajowa nazwa to wlasnie “canadian goose”, ale sprawdzilam i rzeczywiscie nie jest scisla ornitologiczna nazwa, dzieki!