wracam. brakowało mi Was, bardzo, ale słowa jakoś nie przelewały mi się na ekran. bo taki typ jak ja już tak ma. gdy pojawia się problem, zaszywa się tam, gdzie nikt go nie znajdzie. w milczeniu, nie-byciu, czekaniu.
kilka tygodni temu wydarzyło się coś bardzo stresującego dla mnie. podczas pracy pod wyciągiem chemicznym z pewną bardzo toksyczną substancją , wylałam jej część na blat wyciągu. mimo, że nie wylałam na siebie, mimo, że miałam na rękach specjalne rękawiczki, wyobraźnia zadziałała i wpadłam w labirynt strachu. znając siebie i swoją skłonność do zamartwiania się, poszłam w tym samym dniu na badania krwi. miałam nadzieję nie czekać długo na wyniki. zawiodłam się. bo niestety w mieście, w którym znajduje się szpital uniwersytecki, tego typu badań się nie wykonuje. moją próbkę krwi wysłano do Toronto, ponad dwa tysiące kilometrów od mojego miejsca zamieszkania. na wyniki czekałam trzy tygodnie. to były najgorsze tygodnie mojego życia.
dwa dni temu dowiedziałam się, że wszystko jest dobrze. ten oddech ulgi, to uczucie odchodzącego strachu, zapamiętam do końca życia.
bardzo lubię moją pracą. jest ciągle ekscytująca i stymulująca. i niekiedy bywa nawet odkrywcza. ale. no właśnie ale. czasami zazdroszczę ludziom pracującym normalnie. w określonych godzinach. zamykających codziennie drzwi miejsca pracy i równocześnie zamykających rozdział pracy w ich życiu. ja tak nie mam. i nie wiem, czy chciałabym, ale tego typu zdarzenia wywołują pytania. o sens, o cel, o cenę bycia podróżnikiem i odkrywcą. czy nie lepiej po prostu żyć, tak normalniej, spokojniej, bez większych ekscytacji i wzlotów, ale też bez równie wielkich dołów, stresów i upadków?
a na preriach powoli znika zima. i powracają do nas kanadyjskie gęsi. a za rogiem czai się nadzieja na lepsze jutro. przynajmniej tak mi się zdaje…
no to skoro wszystko w porządku (co mnie cieszy!), to nowe wpisy poproszę (że o fotach nie wspomnę!!! ;O) pozdrówka!!!
Dobrze, ze na strachu sie skonczylo, ale szkoda, ze najadlas sie nerwow. No i wyczytalam u Ewy, ze bylas w Chicago :(
evek: :-) postaram sie. pozdrowienia dla Ciebie i glaski dla Luisa!
ania: najgorszy byl pierwszy tydzien po, pozniej jakos poszlo, ale codziennie o tym myslalam :-( no bylam w Chicago, ale naprawde nie myslalam o spotkaniu, bo w marnym stanie bylam. pojechalam, bo musialam, bo to moj projekt. bede w Chicago w czerwcu, ale Ciebie, o ile dobrze pamietam, nie bedzie? szkoda…
Fajnie, ze wrocilas :) i ciesze sie bardzo ze nic sie nie stalo. Trzymajcie sie cieplo, wiosna juz za zakretem
kobieta pracujaca: ja taz sie ciesze :-) Wy rowniez trzymajcie sie cieplo.
Nie zazdroszczę nerwów. Najważniejsze, że wszystko skończyło się dobrze. Pozdrawiam ciepło.
Aneta: :-) pozdrawiam rowniez.
Hej, też się cieszę, że w końcu się zjawiłaś z powrotem. No i oczywiście, że nic się nie stało!!!
Czekam na nowe wpisy. Sam też się przymierzam, ale zobaczę jak będzie z czasem. Jeszcze tylko dwa eseje, jeden egzamin i trzy tygodnie do końca semestru:)
Dobrze, ze Ci sie nic nie stało!!! Wiem coś o tym, bo do pracy mrg. robiłam badania ze stęzonym HCl (wszystkie kolbki byly az gorące……..:(, bałam sie tego samego, bo jakiś czas temu znajomej z Uczeli prysnal kwas siarkowy na twarz:(. No nic mamy zawód troche niebezpieczny……., ale mi i tak praca w labaoratorium sie podoba. Jakiś czas temu skończyłam sobie kurs do biura, bo myslałam, zeby sie przekawlifikowac……., ale gdzie tam – dalej ciagnie mnie do labu i zawziecie w tym szukam pracy – mam nadzeje ze wreszcie cos znajde, bo nudno w domu:(:(.
Pozdrawiam i życze samych pozytywnych mysli!!
tak naprawde, to podziwiam takie osoby, ktorych praca jest “na krawedzi”, od ktorych w sumie ZAWSZE wymagane jest skupienia, koncentracj= – codzienne.
bo wiadomo – czasami zdarzaja sie gorsze dni, kiedy to nic sie nie chce, nic nie wychodzi i wogole jest do dupy – i co wtedy?
czapki z glow i szacunek.
dobrze, ze wszystko jest ok:)
resvaria: dzieki! nastepny wpis juz niedlugo, przyrzekam :-) powodzenia na koncowce semestru!
Karina: dzieki za zrozumienie. moj zwiazek jest niestety naprawde toksyczny. musze uzywac paru warstw nitrile gloves + takie specjalne srebrne, bo inaczej przeniknie przez skore w razie kontaktu i moze sie to skonczyc fatalnie… dodatkowo jego dzialanie jest opoznione, efekty pojawiaja sie dopiero po paru tygodniach albo i nawet miesiacach :-( ale swoja praca bardzo lubie, mimo wszystko.
trzymam kciuki za szybkie znalezienie pracy!
jesli moge spytac, myslicie dalej o wyjezdzie z Irlandii? pozdrawiam cieplo!
Hm hm, możesz uszczknąć rąbka tajemnicy i napisać coś więcej o tych toksynach, jeśli to nie tajemnica? A jak tajemnica to tak w wersji ocenzurowanej dla laików:)
ania_2000: dziekuje. milo mi sie na sercu zrobilo :-) cale szczescie nie pracuje z ta substancja codziennie. ale to prawda co piszesz. czasami ma sie ten gorszy dzien i wlasnie wtedy trzeba uwazac podwojnie, albo jeszcze lepiej, przelozyc prace na nastepny dzien. moze ja tez powinnam byla… dzien wczesniej, po raz kolejny pochorowal nam sie maly i zaliczylismy wieczorna wizyte u lekarza, moze czesciowo dlatego, kto wie? pozdrawiam cieplo.
resvaria: ten zwiazek to organiczny (metylowy) zwiazek Hg.
Nie dziekuje. Troche juz szukam, ciezko jest teraz w Irlandii z praca, oprocz kryzysu maja tu jeszcze swoja recesje:(. Jesli nic nie znajde to bedziemy zmieniac kraj. Pod koniec kwietnia czeka nas zmiana stanu cywilnego:):)w Polsce, wiec poki co siedze w domu i przegladam oferty….
Zdziwilam sie, jak napisalas o tym badaniu krwi, ze probke musza wiezc az do Toronto:(. Czekanie musialo byc straszne.
Dobrze, ze masz wybor i mozesz czasem przelozyc coś na nastepny dzień. W niektorych – bedziej komercyjnych pracach nie ma takiej mozliwości. Jak pracowalam w mikro. to nie raz sie komuś coś wylało (mi np. pozytywna Salmonella), ktoś czasem sie podpalił palnikiem:(, no i wszysto bylo na czas:(- busy, busy- tego nie bardzo lubie:(
Pozdrawiam serdecznie!!
Rozumiem, że pracujesz w dzialce z chemia? Nigdy nie lubilam pracowni z chemii organicznej, ten smrod. U nas wyciagi wlasciwie nie dzialaja :/. Nie wiem kto dopuscil te laby do uzytku? Teraz chemia lekow juz fajniejsza, czysta! Choc trucizny tez sa, ale jest bezpiecznie.
Oby do wiosny:))
o jezu- dobrze, ze sie nic nie stalo. niesamowite jednak, ze tak dlugo trzeba bylo czekac na wyniki badan…
a jak benek- my mielismy ostatnio znowu zapalenie ucha – to znaczy jestesmy na 5 dniu brania antybiotykow- i myslalam o was ;)
Karina: w takim razie gratulacje i wszystkiego dobrego dla Was obojga :-) zycze, zeby Ci wszystko ulozylo, z praca rowniez!
gusiook: moja dzialka pokrywa sie czesciowo z toksykologia. chemii organicznej tez nigdy nie lubilam, fakt, bardzo smrodliwa. rzeczywiscie dziwne, ze dopuscili takie wyciagi do pracy :-(
hjuston: najlepsze jest to, ze tego typu badanie wykonuje sie w ciagu jednego dnia w labie. podobno zajelo to tak dlugo, bo lab w Toronto zbiera probki, zeby robic pomiary “in batches”. ciekawe, gdyby naprawde byla potrzeba wykluczenia zatrucia jakims zwiazkow, czy tez czekaliby na wystarczajaca ilosc probek, zeby zrobic pomiary. smutne to bardzo…
wspolczuje Frankowi :-( Benek od dwoch tygodni trzyma sie twardo. pare tygodni temu mielismy wizyte u laryngologa, Benek ma ciagle plyn w uszach, ale na razie czekamy do maja, moze sam zejdzie. jesli ciagle bedzie mial plyn, to zapewne rurki :-(
o, to miałaś nerwy…dobrze, że jest dobrze. No, to teraz od notek się nie wykręcisz;)
chiara76: dzieki! to prawda, teraz juz sie nie wykrece ;-)
Ojej, bardzo wspóczuję stresu! Ale dobrze, że już po wszystkim i witam z powrotem!
Dzięki Atsanik. Tez mam nadzieje, ze jakoś sie ułozy, bo siedzenie w domu jest straszne….:(. Trzymajcie sie zdrowo!!
Maja: dzieki!
Karina: w koncu musi sie jakos ulozyc! bede trzymac kciuki.
Zagladam by sprawdzic Twoja odpowiedz a tu sie okazuje ze nia ma mojego komentarza?!?
Przede wszystkim chcialam powiedziec ze odetchnelam z wielka ulga pod koniec notki choc i tak przeciez wiedzialam ze ta historia skonczy sie dobrze, jednak rozumiem przez co musialas przejsc w czasie tych trzech tygodni.
Nie jest latwo z praca, mnie nie opuszcza wrazenie ze rzadko kiedy mamy idealny uklad, bo jak nie super praca to daleko, jak blisko to zarobki marne i tak ciagle cos, ale najwazniejsze mysle to lubiec to co sie robi, a z reszta wtedy jest latwiej walczyc:)
Pozdrawiam i czekam na kolejne wiesci z prerii i Benkowego zycia :)
mala mi: nie wiem dlaczego wcielo mi Twoj komentarz :-( nie wyladowal tez w spamie, co czasami niestety sie zdarza.
no trudne to byly tygodnie. najgorszy jest teraz strach przed “powtorka z rozrywki” bo niedlugo bede znow musiala pracowac z tym zwiazkiem, a strach nie jest wskazany w tego typu pracy :-(
a co do pracy, to zgadzam sie w 100%. najwazniejsze to lubic to co sie robi :-)
pozdrawiam rowniez!