Feb 18 2010
pani Z i była nie-była wysypka
jeszcze nie tak dawno pewna pani przedstawiła swoje rozważania przedszkolne, które ja skomentowałam “niee, u Benka w przedszkolu tak nie robią”. niestety długo nie musiałam czekać na zmianę swojej opinii. słuchając wczoraj głosu pani przedszkolanki w telefonie, pomyślałam, zaraz, zaraz, ja już gdzieś o czymś podobnym czytałam. ano właśnie.
ostatni tydzień Benek spędził znowu w domu. jak zwykle, chory. i jak zwykle, na anytbiotyku. ominęły nas dzieki temu atrakcje przedszkolne w stylu karteczki Walentykowe od wszystkich dla wszystkich (we wtorek znaleźliśmy w przedszkolnej szafce Benka stertę małych karteczek z napisem “for Beniu” z serduszkami, samochodami itp.). w ten sposób wyjaśniła się zagadka listy, którą otrzymaliśmy jakiś czas temu z przedszkola, z imionami wszystkich dzieci tam uczęszczających i ich pań przedszkolanek. no cóż, może stąd ta cała nieszczęsna historia (do której zaraz dojdę), bo może pani nie dostała karteczki Walentynkowej od Benka? ale po kolei.
w ten wtorek, bo w poniedziałek obchodziliśmy Family Day, udaliśmy się, po tygodniowej przerwie do przedszkola. nie zastaliśmy niestety ulubionej pani Benka, a druga pani, nazwijmy ją panią Z (od zołzy jakby ktoś się pytał) nie wykazywała zbytniego entuzjazmu na widok Benka, ba, na widok żadnego dziecka. pani Z nigdy nie należała do super przyjemnych, ale też nigdy nie mieliśmy jej nic konkretnego do zarzucenia, no może poza faktem, że raz starała się nas przekonać, że Benek nie słyszy, bo płacze jak mu się ubiera kurtkę. no comment.
w ten wtorek pani Z miała jednak wybitnie zły humor, no cóż, niby każdemu wolno, choć od opiekunki mojego dziecka oczekuje jednak, że zły humor zostawi w domu. we wtorek nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego, ale jak przyjechaliśmy odebrać Benka z przedszkola, to zobaczyliśmy przez szybę infant room żałosny widok. nasz syn, mocno ściskający swojego ukochanego Pappiego, stał sam pośrodku pokoju i po prostu płakał. panie nie robiły w tym czasie nic nadzwyczajnego, bawiły się z inną trójką dzieci. żadna nie podeszła go pocieszyć, po prostu pozwoliły mu tak stać i płakać. gdy weszliśmy do pokoju, pani Z chwyciła Benka na ręce i z przekąsem stwierdziła, że ona naprawdę nie wie, o co temu dziecku chodzi, bo przez dwie ostatnie godziny podobno ryczy. no cóż, najwidoczniej pani była pochłonięta zupełnie czymś innym, gdy ją informowaliśmy o tym, że Benkowi wychodzą zęby, i to pięć na raz.
w środę pani Z pokazała co potrafi. rano przejęła Benka od nas z miną obrażonej księżniczki. coś czułam, że to nie będzie udany dzień… o drugiej po południu zadzwonił mój telefon. pani Z, z dziwną wrogością w głosie stwierdziła, że ktoś musi natychmiast przyjechać i odebrać Benka z przedszkola, bo mały ma wysypkę na twarzy, gorączkę i ciągle płacze. powiedziałam jej, że zaraz zadzwonię do męża, ale chciałam dowiedzieć sie coś więcej. pani Z nie była jednak skora to wyjaśnień, na moje pytanie, czy to reakcja alergiczna, i co Benek dzisiaj jadł, powiedziałą, że to nie przez jedzenie, bo Benek nie jadł nic. czyli od rano moje dziecko nie miało nic w ustach, a ona dopiero teraz dzwoni? pani Z dodała jeszcze, że ”this must be something in the building”, bo jak Benek był na zewnątrz, to miał się dobrze. za bardzo nie zrozumiałam o co jej chodziło, czyżby jakiś dziwny alergen w przedszkolu? dopiero teraz wiem, jaki to był alergen, pani Z po prostu.
mąż pojechał natychmiast odebrać Benka z przedszkola. jakie było jego zdziwienie, gdy się okazało, że Benek NIE ma ani żadnej wysypki, ani rozpalonego czoła. ??? mój mąż spytał się więc pani Z: WTF? (oczywiście nie dokładnie tak ;-) pani Z, z wrogością w głosie oznajmiła, że Benek ciągle płacze i się przewraca (?) i dlatego zadzwoniła. mój mąż jej na to, że Benek ma się całkiem dobrze jak jest w domu i wcale się nie przewraca. na to pani Z wypaliła mężowi, że w taki razie, skoro Benek ma się tak dobrze w domu, to może powinien w domu zostawać. mąż wkurzył sie jeszcze bardziej i zapytał o dyrektorkę przedszkola. nie ma – powiedziała pani Z. a kiedy bedzie? she gets back when she gets back – taka była jej odpowiedź. w mężu się zagotowało, ale to generalnie grzeczny człowiek (nie to co ja, awanturnik) i poprosił panią Z o numer telefonu komórkowego pani dyrektorki. pani Z nie chciała podać, ale po trzeciej prośbie (ma mój mężczyzna cierpliwość ;-) w końcu dała.
mąż przwywiózł zdrowego jak rydz, zadowolonego, ale wygłodniałego Benka do domu i wykonał telefon do pani dyrektor. wyłuszczył całą sprawę i powiedział, że jeśli pani Z będzie nadal w tym przedszkolu, to on zabiera z niego dziecko. pani dyrektor obiecała zajać się sprawą.
wieczorem zadzwoniła znowu, z informacją, że pani Z została odsunięta od obowiązków pracowych do czasu podjęcia decyzji w jej sprawie przez zarząd przedszkola. pani dyrektor zapewniła nas również, że pani Z w tym ośrodku pracować już nie będzie.
dzisiaj usłyszeliśmy, że oprócz nas, również inni rodzice mieli zastrzeżenia co do zachowania pani Z. pewnie dlatego tak szybką podjęto decyzję.
Benek poszedł dzisiaj do przedszkola. niestety nie wiemy tak naprawde co się wydarzyło. Benek nie może nam nic opowiedzieć. ale pewnie nie było dobrze, bo widać, że jego stosunek do tego miejsca się zmienił. nasz z resztą również.
po całej tej historii pozostał mi pewien niesmak do tego miejsca. ktoś mógł tam krzywdzić moje dziecko. ten sam ktoś mnie również okłamał, informując mnie o chorobie dziecka, której nie było….
ech.
jak ktoś to doczytał do końca, to należy mu się medal.
A złoty medal, złoty? To ja odbieram! A tak na poważnie, to historia jest po prostu okropna! Nastarszyć rodzica, że dziecko chore, kiedy nie jest… słów brak. I wyobraźni. Mam nadzieję, że rzeczywiście ją usuną. Współczuję Wam wszystkim.
Aneta: dla Ciebie na pewno zloty! ;-) widze, ze duch olimpijski krazy wokol ;-) jak to pisalam, to jakos nie skojarzylam, ze to bardzo na czasie sformulowanie ;-)
Dzieki! No wlasnie, dla mnie najgorsze bylo jej klamstwo. Podobno maja ja przeniesc gdzie indziej, bo nasze przedszkole ma kilka osrodkow w miescie. ja mysle, ze taka osoba po prostu nie nadaje sie do opieki na dziecmi…
Najlepsze jest to, ze Benek dzisiaj jak nie ten sam czlowiek, gdy go odbieralismy po poludniu, usmiechniety, nie placzacy, rozgadany…
To Ci prawdziwa zolza. Dzieciaki wyczuwaja takich ludzi na odleglosc… Wcale sie Benkowi nie dziwie – tez bym plakala, jakbym miala spedzic dziecn z takim babincem. Trzymajcie sie zdrowo. Oby teraz bylo juz tylko lepiej!
Przeczytalam do konca i sie zdenerwowalam.
Jak ktos taki moze w ogole pracowac z dziecmi?? #!!/&&#
Ojej, sciskam i wspolodczuwam…
Ja tez sie zdenerwowalam jak przeczytalam ten wpis:(! ale chyba wszedzie sie zdazaja tacy ludzie, (ja mialam bardzo nie mila obasade w pracy, az sie plakac chcialo…….), tylko ze my jestesmy dorosli i mamy wybor, a taki biedny maluch to nie ma poczasc:(. Dobrze, ze sie to wyjasnilo w miare szybko! Rzeczywiscie taka kobieta nie powinna pracowac z dziecmi!
makabra. najgorzej, że dorosły może się odpysknąć, zakląć, wyjść a dziecko jest niestety, jak najbardziej samotne i bez żadnej możliwości obrony. Wiesz, co? Ja bym pewnie naprawdę przemyślała zabranie dziecka z przedszkola, gdyby ta Zołza została. Kurde, czego nie lubię, to jak zawód dany (jakikolwiek od przedszkolanki po pana od kładzenia płytek ceramicznych) wykonują ludzie, którzy nie cierpią szczerze tego, co robią;/
daj znać, co się będzie działo.
A potem się dziwić, że dzieci mają traumę?
Ja, moja droga, od zarania dziejów nienawidzę wszelakich szkolnych instytucji, od przedszkola aż po studia, ale ja generalnie jestem aspołeczna jednostka;)
liliybear: dziekuje. juz wczoraj bylo troche lepiej, choc dzisiaj rano znow plakal jak go oddawalismy…
norr: tez sie dziwie. pani Z nigdy nie wydawala sie entuzjastycznie nastawiona do swojej pracy, to mloda dziewczyna, pewnie po jakiejs dwuletniej szkole po high school. ma jeszcze czas zeby sie przekwalifikowac, i zdecydowanie powinna.
pewnapani: dzieki. widzisz, a ja naiwna myslalam, ze moje przedszkole takie “inne”…
Karina: to prawda, tacy ludzie zdarzaja sie w kazdej pracy… tez sie zdenerwowalam, jak maz zadzwonil do mnie, po tym jak odebral Benka… w sumie dobrze, ze to nie ja bylam po Benka, bo pewnie wygarnelabym babie, co o niej mysle.
chiara: no wlasnie, najgorzej, ze on nic biedak nie mogl zrobic… i nie moze nam powiedziec, co sie tak naprawde dzialo w przedszkolu. pani Z rzeczywiscie wybrala sobie nieodpowiedni zawod. mam nadzieje, ze zda sobie z tego sprawe. zobaczymy co bedzie dalej. na razie podobno jest w domu. dyrekcja zapewnila nas, ze pani Z juz tam pracowac nie bedzie, i mam nadzieje, ze slowa dotrzymaja. my juz od jakiegos rozgladamy sie za innym przedszkolem, bo w tym niestety Benek musi tkwic w pokoju niemowlecym az do wrzesnia (a generalnie od marca moglby juz chodzic do wyzszej grupy, gdzie maluchy maja zdecydowanie wiecej miejsca). niestety nie jest latwo cos znalezc.
a tak w ogole to ja tez asploeczna generalnie jestem ;-) najgorsze byly dla mnie kolonie, tragedia i trauma. ciagle sie dziwie moim rodzicom, ze, choc wiedzieli, ze nie lubie takich atrakcji, uparcie mnie na nie posylali, i niestety zawsze (poza jednym przypadkiem, gdy pojechalam z kuzynka) musieli mnie z nich wczesniej zabierac…
no to sie rozpisalam ;-)
Przeczytałam do końca i krew się we mnie zagotowała! Jakim cudem tacy ludzie w ogóle trafiają do pracy w przedszkolach?! Przypomina mi to moje własne przedszkole we Wrocławiu (to było jeszcze za komuny :). Pani (również ‘z’ jak zołza miała identyczne podejście do dzieci jak pani Benka. Pamiętam jak dziś, że raz się posiusiałam do łóżka (przymusowa drzemka) bo bałam się jej powiedzieć, że muszę iść do toalety! Normalnie skandal!
Maja: tez sie zastanawiam jak tacy ludzie trafiaja do przedszkola, bo chyba nie z powolania :-( niestety czasami takie osobniki po prostu sie zdarzaja…
Czytam i uwierzyć nie mogę!!!!!!!!! Jak można być takim człowiekiem???? Po co tacy ludzie idą do pracy z dziećmi skoro w ogóle nie mają do dzieci podejścia i jak widać z opisu w ogóle chęci do zajmowania się nimi!!! I dyrekcja reaguje dopiero po wielu skargach????? Koszmar!!!! Twój mąż rzeczywiście ma cierpliwość!!!!! Jak uniknąć tego typu zdarzeń? Czy w ogóle jesteśmy w stanie ochronić nasze dzieci przed takimi nieodpowiedzialnymi jędzami???? Przecież tak łatwo zniechęcić malutkie dzieci, później potrzeba wiele pracy żeby odzyskały zaufanie do innych. Oj, jestem tą historią przerażona! Tym bardziej, że za około dwa miesiące sama muszę swoją Kropeczkę oddać do żłobka :-(
Bosastopka: no niestety mozna byc takim czlowiekiem :-( zycze, zeby malutka szybko sie odnalazla w zlobku. a jak duze sa tam grupy dzieci? Benek na razie ma kolejna przerwe w przedszkolu ze wzgledu na kolejna chorobe, mamy juz wszyscy dosyc tej zimy, zarazkow itp. niech juz przyjedzie wiosna…
ale zolza. normalnie zalamac sie mozna. jak mozna takich ludzi zatrudniac do pracy z dziecmi? wyobrazilam sobie benka na srodku tego pokoju i az mnie ciarki przeszly.
mam nadzieje, ze to pierwsza i ostatnia taka kura.
Nie moge w to uwierzyc, ze przedszkole bylo to tego zdolne, zeby wam wmowic, ze wasze zdrowe dziecko jest chore, w Stanach by to nie przeszlo, i pewnie na koncu rodzina by sie sadzila z przedszkolem. Mysle , ze przedszkole powinno w jakis sposob zatroszczyc sie o was, ze was tak potraktowalo, no nie wiem miesiac za darmo? Biedny Benek. Dzieci wyczuwaja niedobre osoby. Pania zolze powinni wywalic na zbity pysk. Trzymajcie sie cieplo na tych preriach, zdrowka zycze i byle do wiosny. Ja mam juz po dziurki w nosie tego sniegu, zimy!
hjuston: tez mam taka nadzieje. cale szczescie od poniedzialku wraca druga pani z wakacji, ta, ktora Benek lubi i ma do niej zaufanie. inna sprawa, ze na razie nie wiadomo, czy Benek pojdzie do przedszkola, bo znow (ciagle) chory :-(
Aleksandra: tez sie dziwie dyrekcji przedszkola, ze zatrzymali pania :-( Ty tez sie trzymaj cieplo i zdrowo!
a nie ma czegos takiego jak wystawiane oceny pracownikom albo cos w tym stylu? moze jakby ta pani dostala troche negatywnych ocen to by kierownictwo przedszkola cos z tym zrobilo. I na miejscu Benka tez bym te pania ignorowala i udawala ze nie slysze. Pozdrawiam cieplo!
I jak Benek? Mam nadzieje, ze wszystko powoli sie ulozy.
Nawet bez takich pan Z. okres wczesno-przedszkolny jest trudny dla dziecka i rodzicow , a co dopiero gdzy trafi sie taka pani!
A do jedzenia czy zabawy to w tutejszych przedszkolach i tak – zdaje sie – nikt tu dzieci zbyt natretnie ;) nie namawia :D
A nie staralas sie o miejsce w uniwersyteckim przedszkolu? Tak chyba trudno o miejsca, ale moze warto?
P.S. Czytam te “Girl in Saskatoon”, choc wolno mi idzie, bo tylko w autobusie, ale lektura interesujaca. Tyle, ze (z tego co do tej pory przeczytalam) przewodnim motywem nie jest dociekanie, kto zabil, ani nawet sama osoba Alex, a obraz miasta i prowincji w tamtych czasach. Mnie to bardzo zainteresowalo i polecam lekture :)
G: Benek juz znacznie lepiej, jak na razie zadowolony, bo jego ulubiona pani wrocila z wakacji :-)
co do uniwersyteckiego przedszkola, to sa dwa, ale jedno (ogolnodostepne zdaje mi sie) jest dopiero od 3 roku zycia. bylam zapisana na liste do drugiego uniwersyteckiego przedszkola, ale tam priorytet maja studenci, wiec szanse na dostanie byly i tak marne…
a co do ksiazki, to chetnie kiedys siegne, na razie nadciagnely mi na glowe czarne chmury i siedze, i czekam, az przejda (oby!). i w zwiazku z tym jakos mi nie po drodze do pisania…
Ojej, to zycze, zeby te chmury jak najszybciej sie rozwialy i zaswiecilo ci takie prawdziwe, preriowe sloneczko :)
I masz racje – rzeczywiscie to przedszkole jest od 3 lat, a takich przedszkoli gdzie przyjmuja mniejsze dzieci nie ma tak duzo. Juz zapomnialam, jakie kiedys sama mialam problemy :D
Dobrze, ze Benek juz znacznei lepiej sie ma :)
G: dziekuje!
Mam nadzieję, że wszystko co złe już się rozwiało i zaświeciło prawdziwe słońce! Zawsze po dniach złych przychodzą dobre. Trzymaj się!
U nas grupy w żłobku są 15 osobowe, więc spore. Oj, będzie to trudny okres dla Kropeczki i jej mamy :-( Ale damy radę, byle tylko bez takich pań! :-/
Pozdrawiamy!
Bosastopka: niestety jeszcze nie, ale mam nadzieje, ze przyszly weekend bedzie juz lepszy… pozdrawiam rowniez. Kropeczka jest piekna dziewczynka :-)
Właściwie nie napiszę nic nowego, nie rozumiem dlaczego ludzie bez powołania pracują z dziećmi? Nie zdają sobie chyba sprawy, jak duży na nie mają wpływ… Ja byłam młodsza bardzo dużo chorowałam i sporo czasu spędzałam w szpitalach. Najgorsze w tym wszystkim były pielęgniarki, które wręcz nie znosiły dzieci, wrr. Na samą myśl o niektórych z nich przechodzą mnie ciarki…Dobrze, że nie wszystkie takie były…
A jak tam pogoda w dalekiej krainie? Widać już u Was wiosnę?
Pozdrawiam ciepło
Zagladam zapytac co u Was? mam nadzieje ze jestescie zdrowi a jedynie czasu brak, pozdrawiam wiosennie!
gusiook: niestety czasami tacy wlasnie, bez powolania sie zdarzaja, przykre to…
a wiosne juz troche widac, choc dzisiaj znow pada snieg… pozdrawiam cieplo!
mala mi: wlasnie sie zbieram, zeby cos skrobnac. zniknelam troche z netu, bo mialam jedno duze zmartwienie i jakos nie po drodze mi tu bylo. ale wszystko jest juz dobrze i wracam :-)