Jan 25 2010

śnieżyca

Published by atsanik at 8:43 pm under okruchy życia

miało być muzyczno-kryminalnie, ale z kronikarskiego obowiązku muszę wspomnieć o ostatniej śnieżycy, jaka nawiedziła prerie w ten weekend.

opady śniegu na preriach są dosyć skąpe w porównaniu do na przykład wschodniej Kanady. a w tym roku to już szczególnie. trochę popadało przed świętami, ale od Nowego Roku przyszło ocieplenie i śnieg nam topniał w oczach. w piątek w nocy nadciągnął jednak na prerie system z Kolorado i zrzucił całą masę śniegu, i powiał silnym wiatrem. oj działo się, działo. muszę przyznać, że tego typu działanie sił natury działa na mnie przyjemnie ekscytująco. nie ma to jak siedzieć w zaciszu domowym, popijając to i tamto (oczywiście gdy latorośl smacznie śpi), i oglądając filmy Hitchcocka, rozkoszować się ciepłym domem, wygodnym fotelem i dobrym towarzystwem (tu ukłon w stronę djmoose’a). gorzej gdy zamieć i zawieja snieżna przeciągają się na cały weekend, a tu znudzone dziecko w domu i ryby do wykarmienia dziesięć kilometrów od domu.

dziecko zajęliśmy lepieniem bałwana, który to później wylądował w zamrażalniku. po obejrzeniu tego zdjęcia na pewnym portalu, moi kanadyjscy znajomi byli wstrząśnięci ilością jedzenia tamże przechowywaną ;-)

z rybami było gorzej. musieliśmy wyjść na zewnątrz. odkopanie auta, jak i również pomoc w odkopywaniu aut sąsiadów, zajęło djmoosowi parę ładnych chwil. tu muszę wspomnieć o preryjnej solidarności. w obliczu żywiołu śnieżnego ludzie jednoczą swoje siły i chętnie pomagają sobie wzajemnie. nie na darmo mottem prowincji Saskatchewan jest hasło: “from many peoples strength”.

a tak oto wyglądało moje osiedle w niedzielę.

droga do ryb też nie była lepsza. całe szczęście mamy już nowe auto, inaczej djmoose nie odważyłby się na taką wyprawę, szczególnie z małym dzieckiem. na wszelki wypadek zabraliśmy ze sobą łopatę :-)

największą Benkową atrakcją śnieżycy okazały się spycharki, które dziarsko przystąpiły do usuwania śniegu pod naszymi oknami w poniedziałek o czwartej nad ranem. o 4.30 pożegnałam się ze snem. no ale dzięki spycharkom, byłam w stanie dotrzeć rano do pracy. niektórzy podobno nie dali radę. tym bardziej, że komunikacja miejska kursowała tylko po głównych drogach. kolega opowiadał mi, jak to podobno ludzie na parkingu pod naszą pracą, gdy nie mogli zaparkować na swoim miejscu ze względu na kopy śniegu, wsiadali z powrotem do aut i wracali do domu, hehe. podobno taki wolny dzień od pracy z powodu śniegu to “snow day”. ja tam dzisiaj żadnego “snow day” nie miałam…

23 Responses to “śnieżyca”

  1. kobieta.pracujacaon 25 Jan 2010 at 10:58 pm

    Rzeczywiscie Was zasypalo. Balwan - Wiking jest wspanialy. Dobrze ze mu te bajgle zostawiliscie bo inczej by padl z glodu ;) A u nas dalej lyso, choc co jakis czas strasza ze sie zbliza burza i snieg. Dzis wieczorem tez mialo sypac, na razie nic… Pozdrawiam serdecznie znad lampki wina :)

  2. resvariaon 25 Jan 2010 at 11:08 pm

    Hop. Dawno mnie nie było, nie mam coś ostatnio weny do czytania blogów. Jakoś dalej się nie mogę zebrać po świętach.
    Bałwan jest odjazdowy i bardzo nam się z M. spodobał. Gratuluję pomysłu!
    U nas wcale nie ma śniegu, wczoraj lał deszcz i jest dosyć ciepło.
    Hm, ale bajgle macie w zamrażarniku:)

  3. evekon 26 Jan 2010 at 12:13 am

    he he he…jaki malo amerykanski zamrazalnik;O)))) taki pusty! ;O) ale balwan pierwsza klasa!! no i snieg….w sumie jak juz zima to niech ze sniegiem bedzie!

    w chicago byla odwilz przez kilka dni i pdal deszcz. a dzis zaczelo sypac. i ma byc zimno….

    to 3mcie sie tam cieplo na preriach!!!!
    i zdrowo!!!!!

  4. Majaon 26 Jan 2010 at 3:48 am

    :) Wygląda bajecznie ten śnieg! My sobie możemy pomarzyć! Z drugiej strony jakby tyle spadło to kraj ogłosił by klęskę żywiołową, hehe!
    A zamrażalnik rzeczywiście wygląda biedniutko! Mam nadzieje, że to nie jedyne zapasy na zimę!

  5. gmyzkaon 26 Jan 2010 at 4:14 am

    Wow, sniegu faktycznie bylo sporo! A balwan w zamrazalniku - bomba!!! :)

  6. hjustonon 26 Jan 2010 at 9:13 am

    rzeczywiscie nie za duzo w tym zamrazalniku.
    nasz franek uwielbia koparki. ma kilka ksiazek i koparke na ulicy potrafi wypatrzec z daleka. mowi na nie gager (wymawiaj tak jak napisalam)

  7. Bosastopkaon 26 Jan 2010 at 12:59 pm

    No, no! Śniegu co niemiara :-) We Wrocku jeszcze się trzyma, ale już nie pada. Teraz nastały mrozy! W niedziele w nocy było strasznie!! A i w dzień nie lepiej, ok -15 a my chrzciny w nieocieplanym kościele… Ah, zimno było to fakt! Za to teraz my z M chorzy, Malutka odpukać jakoś się uchowała:-)
    Bałwanek śliczny!!! :-) Kto wpadł na super pomysł schowania go do zamrażarki?? :-):-)

  8. mala mion 26 Jan 2010 at 1:30 pm

    No w sumie przy waszych mrozach mozecie jedzenie trzymac na balkonie a nie w zamrazalniku:)
    U nas tez od zeszlego roku funkcjonuje snow day ale w tym roku jakos nie udalo mi sie namowic meza na zostanie w domu tzn ze pociagi jezdzily :)

  9. AnetaCuseon 26 Jan 2010 at 1:31 pm

    Bałwan jest bombowy. Mój zamrażalnik wygląda podobnie :).

  10. aniaon 26 Jan 2010 at 2:58 pm

    No swietny pomysl z tym balwanem w zamrazalniku. Zawartosc zamrazalnika porazajaca hehe. Aneta, a myslalabym, ze znajac zawartosc Twojej spizarni, Twoj zamrazalnik bedzie rownie imponujacy.

  11. atsanikon 26 Jan 2010 at 8:29 pm

    kobieta pracujaca: aa lampka wina albo i dwie, to by mi sie dzisiaj przydaly ;-)

    resvaria: hop hop. mi tez srednio wychodzi z czytaniem :-( gratulacje naleza sie djmoosowi, to jego pomysl :-)

    evek: no wlasnie, za malo amerykanski ;-) jedna kolezanka byla przekonana, ze oprocz tego musimy miec jeszcze jeden, ten glowny, taaa ;-) Ty tez trzymaj sie zdrowo! I Luis tez oczywiscie!

    Maja: zawsze jestem pelna podziwu, ze zycie tutaj toczy sie zwykle normalnie, mimo sniegu i bardzo niskich temperatur, lata doswiadczen zapewne… a co do zapasow, to marnie z tym u nas ;-)

    gmyzka: dzieki! moj maz miewa czasami ciekawe pomysly ;-)

    hjuston: no wlasnie, Benek tez potrafi wypatrzec z daleka, nigdy nie moge sie temu nadziwic, to samo z ksiazkami, mamy ksiazke o farmie formatu A4, zwierzeta na pol strony, a jego interesuje tylko malenki traktor gdzies tam na polach ;-)

    Bosastopka: slyszalam od mamy w Krakowie, ze tam tez tak zimno. mama z domu nie wychodzi ;-) duzo zdrowia dla Was! to moj maz taki pomyslowy ;-)

    mala mi: dokladnie! choc ja to sie boje jakiejs dzikiej zwierzyny, bo na koncu miasta mieszkamy, w lecie slychac nawet wyjace kojoty ;-)

    AnetaCuse: fajnie, ze ktos jeszcze nie ma upchanego zamrazalnika :-)

    ania: po komentarzu jednej znajomej pod tym zdjeciem na FB, maz zamiescil jeszcze inne, juz bez paczki bejgelsow, ale za to z jednym bejgelsem jako dowodem rzeczowym przy balwanie ;-) balwan ciagle sie trzyma, a Benek kaze go sobie pokazywac od czasu do czasu ;-)

  12. hjustonon 27 Jan 2010 at 5:12 pm

    ja kiedys pokazywalam swoja lodowke i zamrazalke. teraz mamy inna. mozna do niej wiecej napchac ;)
    http://houston.blox.pl/2008/01/Co-masz-w-lodowce.html

  13. atsanikon 27 Jan 2010 at 7:39 pm

    hjuston: czasami sie zastanawiam, jak radzilismy sobie w Polsce z ta nasza malenka lodoweczka, kupiona jeszcze za czasow studenckich ;-) lodowke mamy wzglednie “napchana”, napychanie zamrazalnika nam tylko nie wychodzi. no ale co sie dziwic, skoro mieszkaja w niej balwany ;-)

  14. chiara76on 28 Jan 2010 at 4:02 am

    nas właśnie zasypuje…czy ta zima nigdy się nie skończy??????

  15. atsanikon 28 Jan 2010 at 9:14 am

    chiara76: a czy u Ciebie tez tak zimno jak w Krakowie? mama mi nie chce z domu wychodzic, bo bylo -20 C ;-) u nas dzisiaj rano -28 C… ale to i tak nie najgorzej jeszcze… zycze szybkiej wiosny! u nas nie ma co na to liczyc :-(

  16. chiara76on 28 Jan 2010 at 10:42 am

    u mnie jeszcze dwa dni temu rano było -20C. Powiem Ci, że to najsroższa zima, jaką pamiętam od parunastu lat. Jakieś takie widać do zapamiętania mają być dla mnie te miesiące …nie wiem, czy dobrze, szczerze mówiąc. Teraz jest lepiej. Ale od weekendu znowu silne mrozy zapowiadają;(

  17. AnetaCuseon 28 Jan 2010 at 1:17 pm

    No bo ja kupuję tylko mrożone owoce i szpinak. Mięsa nie jemy, to i nie ma czego mrozić. Acha, wątróbkę i kości wołowe trzymam zamrożone - dla psa. Wszystko inne kupuję “świeże” - piszę w cudzysłowiu, bo jeśli chodzi o warzywa i owoce to są w większości imprtowane z Ameryki Łacińskiej i ich świeżość jest raczej wątpliwa. Marzy mi się zakup dużej zamrażarki, w której będę mrozić warzywa i owoce zakupione w sezonie od lokalnych rolników w ilościach starczających na zimę. Bo na robienie przetworów raczej mi nie starczy czasu.

  18. AnetaCuseon 28 Jan 2010 at 1:20 pm

    A, i jeszcze mam stertę icepaków, bo mój mąż-sportowiec notorycznie sobie jakieś lodowane icepaki przykłada do różnych części ciała, co ma służyć zapobieganiu kontuzji :D. I jeszcze icepaki do lunchboxów.

  19. atsanikon 28 Jan 2010 at 8:10 pm

    chiara76: rzeczywiscie, takie do zapamietania… ale zycze, zeby coraz wiecej tych milych chwil do zapamietania bylo. a pogoda, no coz, w marcu powinno juz byc wiosennie w Polsce :-)

    AnetaCuse: ja podobnie, mieso sporadycznie mrozimy, z mrozonek trzymamy owoce (do gofrow! pycha) i warzywa. z mrozeniem “lokalnych” owocow to super pomysl! czy ktos jeszcze robi przetwory na zime? pamietam, jak mama dzemy i kompoty z truskawek robila, w piwnicy pozniej trzymalismy je razem ze skrzynkami jablek i ziemniakow kupionych jesienia od rolnika, to byly czasy…

  20. gusiookon 31 Jan 2010 at 4:27 am

    Witaj:) Od jakiegoś czasu podczytuję, przyjemnie tu u Ciebie:)
    Ten bałwan w lodówce jest najlepszy! Nie wpadłam nigdy na taki pomysł, hihi. Komunikacja miejska od kiedy jeste śnieg rządzi się swoimi prawami. Dotarcie na uczelnię, to czasem nie lada wyczyn…
    Pozdrawiam:)

  21. atsanikon 31 Jan 2010 at 11:35 am

    gusiook: witam i dziekuje! niestety z komunikacja miejska jest tutaj podobnie, i to nie tylko podczas zimy :-/ pozdrawiam z mroznych prerii!

  22. chiara76on 07 Feb 2010 at 2:21 pm

    informuję, że wysłałam trzeci raz pocztówki;) tym razem na adres do pracy. Jak nie dojdą, to trudno, więcej nie próbuję;((( bo to znaczy, że coś jest nie halo. Bo ja zawsze piszę swój adres zwrotny , ale nie dostałam żadnego z powrotem.
    No, ale a nuż a widelec tym razem dojdzie?:)

  23. atsanikon 07 Feb 2010 at 7:38 pm

    chiara: dziekuje, w takim razie czekam, te na adres uniwersytecki musza dojsc… ostatnio wyczytalam w tutejszej prasie o jednym przylapanym listonoszu, ktoremu podobno nie chcialo sie doreczac listow. ludzie zaczeli narzekac, ze nie dochodzily do nich listy, wiec przeszukano dom owego pana i znaleziono nie doreczona poczte, to bylo w 2008, ale moze mamy na naszym osiedlu podobny przypadek :-/ ostatnio nie doszedl do nas jeszcze inny list :-( ech, maz planuje wybrac sie z zazaleniem…

Trackback URI | Comments RSS

Leave a Reply