Jan 20 2010
przewrotność losu
czy ja napisałam “pogadzinowa” w ostatnim poście? błąd. powinnam była napisać “przedgadzinowa”. bo znów powitaliśmy jakieś zarazki w domu. czułam że tak będzie, odkąd zobaczyłam w zeszłym tygodniu przedszkolnego kolegę Benka z gilami w nosie i poza nim również (wrażliwych przepraszam) kolega ma się już dobrze, za to my nie. tak, tak, my, bo nie tylko Benek jest chory, ale ja również. stan chorobowy to mój nowy stan spoczynkowy, że się tak wyrażę. ile to dni minęło od ostatniej choroby, tydzień? taak. byle do wiosny. tym razem przynajmniej nie boli mnie gardło, za to katar mam, że hej. nie ja jedna. Benek też. niestety Benkowy katar przeszedł w kolejną infekcję ucha. jedyny pozytywny aspekt tej całej historii to przypadkowe poznanie lekarza z Polski podczas dzisiejszej wizyty w walk-in. juz nie pamiętam, kiedy byłam ostatni raz u lekarza mówiącego po polsku. całkiem miło było sobie pogawędzić w ojczystym języku, co szczególnie odczuł Benek, bo tym razem nie krzyczał tak strasznie. popytaliśmy trochę o te nieszczęsne rurki w uszach, bo coś czuję po kościach, że nam je zaserwują, lub przynajmniej zaproponują.
przyrzekam, to już ostatni post o chorobach, gadzinach, rurkach i tak dalej. nie o tym miałam zamiar pisać, jak zakładałam tego bloga. miało być głównie o życiu na preriach, naszych włóczęgach tu i tam, i co jakiś czas o potomku, a skończyło się, sami widzicie jak. następnym razem będzie o czymś zupełnie innym, muzyczno-kryminalnie, że się tak wyrażę. trzymajcie się. z-d-r-o-w-o!
no to zdrówka! :O)
miałam w liceum taką koleżanką z ławki…przyłaziła z glutami do pasa i gorączką…ją w rezultacie szybko opuszczało, mnie za to zarażała koncertowo na dwa tygodnie;(
zdrowia Wam życzę a pisz na własnym blogu , co chcesz, bo w końcu to Twoje miejsce w sieci i jeśli chcesz się wygadać, to przecież nikt nie będzie mieć do Ciebie pretensji o to…
Ojej, biedactwa! Jak Ami była malutka też przez to przechodziłam jesienią i zimą. Na szczęście teraz się już uodporniła. Ciekawe jest to, że ten mróz tam u Was sie wybija tych gadzin. Bo u nas to mają idealne warunki, cały rok prawie taka sama pogoda, wilgotno i nie za zimno… No nic, życzę zdrówka i wiosny!!!
evek: dzieki!
chiara76: dzieki! no wlasnie, Benkowy kolega, a raczej koledzy, to tak jak ta Twoja kolezanka ;-) no w sumie prawda jesli chodzi o bloga :-)
Maja: mam nadzieje, ze my tez sie w koncu uodpornimy. co do zwiazku pomiedzy temperatura powietrza a wystepowaniem chorob, to niestety problemem jest obnizona wilgotnosc powietrza w zimie, u nas na preriach jest okropnie sucho, a suchosc niestety powoduje, ze zarazki dluzej utrzymuja sie w powietrzu, i szybciej przedostaja sie do krwiobiegu przez podraznione suchym powietrzem przewody nosowe i oddechowe. wiec ta wilgotnosc w Irlandii to dobra sprawa!
Oj, macie sie z tymi chorobami. Moze jak sie teraz wychorujecie, to wiosne i lato bedziecie miec bez zadnych gadzin.
ania: tez mam taka nadzieje :-) a moze i przyszla zima bedzie lepsza? oby.
o rany, wspolczuje…. trzymajcie sie zdrowo i pozytywnie!
Aha, to nie wiedzialam, myslalam ze to wlasnie wilgotnosc sprzyja tym wrednym robalom! A faktem jest ze duzo lepiej sie spi i oddycha przy wilgotnym powietrzu. Jeszcze raz pozdrawiam!
Zdrowia życzę! Połowa zimy już za nami, to już z górki ;)
kobieta pracujaca: dziekuje! Wy rowniez!
Maja: my wlasnie rozgladamy sie za jakims nawilzaczem powietrza do pokoju malego, bo zbyt sucho mamy w domu. pozdrawiam rowniez!
patekku: tez mam taka nadzieje ;-) choc tutaj zima jeszcze w kwietniu bywa :-/
Hej, mam nadzieje, ze z kazdym niem jest lepiej i ze juz limit chorowania na ten rok przez te chorobska wyczerpaliscie.
Czego wam serdecznie zycze.
A z malymi dziecmi, tak juz - niestety - jest, ze lapia wszystko :(
Co do lekarzy to nie wiem czy wiesz, ze jest tu kilku Polakow lekarzy rodzinnych (w samym Comunity Clinic trojka) i kilku lekarzy specjalistow.
Pozdrawiam i czekam na ten muzyczno-kryminalny post ;)
Zdrowiejcie szybko :)
G.
G: dziekuje! to chorowanie musi sie kiedys skonczyc… community clinic, nie slyszalam, my mamy lekarza rodzinnego w Lakeside Medical Clinic, ale tam zawsze tlumy niestety :-( no i ciezko sie dostac generalnie. Ten polski lekarz u ktorego bylismy pracuje w mediclinic na osmej. Slyszalam, ze jest tu troche polskich lekarzy, ale nigdy nie poznalam osobiscie. pozdrawiam rowniez! ale nas dzis zasypalo!
Oj, zasypalo, zasypalo. Moj maz dzis na driveway nie mogl wjechac, gdy wrocil do domu po zrobieniu zakupow.
A to zdaje sie, nie koniec.
Co do sluzby zdrowia, to mnie tez czasem szlag trafia, gdy nie zawsze moge sie dostac do swojej lekarki, gdy tego potrzebuje.
A ten polski lekarz z tej Walk-in Clinic na 8-ej to - zeby bylo zabawniej - przyjechal z Afryki Poludniowej. Tez kiedys u niego bylam.
A w ogole to nie wiem czy wiesz, ze ta klinika ma swoja website, gdzie podane sa jacy lekarze kiedy maja dyzur. To ulatwia sprawe, gdy zalezy ci na konkretnym lekarzu.
Mam nadzieje, ze z kazdym dniem lepiej sie czujecie :)
Pozdrawiam :)
G.
G: dzieki za info, bo wlasnie w tym tygodniu mamy sie wybrac na kontrole malego, wiec ta strona znacznie ulatwi sprawe. ciekawe, ze tam mozna wybrac sobie lekarza w walk-in, a w takim Lakeside juz nie…
wlasnie sie przymierzam, do krotkiego wpisu podczas lunchu o naszym ekscytujacym snieznym weekendzie :-)
pozdrawiam!