śnieżyca

miało być muzyczno-kryminalnie, ale z kronikarskiego obowiązku muszę wspomnieć o ostatniej śnieżycy, jaka nawiedziła prerie w ten weekend.

opady śniegu na preriach są dosyć skąpe w porównaniu do na przykład wschodniej Kanady. a w tym roku to już szczególnie. trochę popadało przed świętami, ale od Nowego Roku przyszło ocieplenie i śnieg nam topniał w oczach. w piątek w nocy nadciągnął jednak na prerie system z Kolorado i zrzucił całą masę śniegu, i powiał silnym wiatrem. oj działo się, działo. muszę przyznać, że tego typu działanie sił natury działa na mnie przyjemnie ekscytująco. nie ma to jak siedzieć w zaciszu domowym, popijając to i tamto (oczywiście gdy latorośl smacznie śpi), i oglądając filmy Hitchcocka, rozkoszować się ciepłym domem, wygodnym fotelem i dobrym towarzystwem (tu ukłon w stronę djmoose’a). gorzej gdy zamieć i zawieja snieżna przeciągają się na cały weekend, a tu znudzone dziecko w domu i ryby do wykarmienia dziesięć kilometrów od domu.

dziecko zajęliśmy lepieniem bałwana, który to później wylądował w zamrażalniku. po obejrzeniu tego zdjęcia na pewnym portalu, moi kanadyjscy znajomi byli wstrząśnięci ilością jedzenia tamże przechowywaną ;-)

z rybami było gorzej. musieliśmy wyjść na zewnątrz. odkopanie auta, jak i również pomoc w odkopywaniu aut sąsiadów, zajęło djmoosowi parę ładnych chwil. tu muszę wspomnieć o preryjnej solidarności. w obliczu żywiołu śnieżnego ludzie jednoczą swoje siły i chętnie pomagają sobie wzajemnie. nie na darmo mottem prowincji Saskatchewan jest hasło: “from many peoples strength”.

a tak oto wyglądało moje osiedle w niedzielę.

droga do ryb też nie była lepsza. całe szczęście mamy już nowe auto, inaczej djmoose nie odważyłby się na taką wyprawę, szczególnie z małym dzieckiem. na wszelki wypadek zabraliśmy ze sobą łopatę :-)

największą Benkową atrakcją śnieżycy okazały się spycharki, które dziarsko przystąpiły do usuwania śniegu pod naszymi oknami w poniedziałek o czwartej nad ranem. o 4.30 pożegnałam się ze snem. no ale dzięki spycharkom, byłam w stanie dotrzeć rano do pracy. niektórzy podobno nie dali radę. tym bardziej, że komunikacja miejska kursowała tylko po głównych drogach. kolega opowiadał mi, jak to podobno ludzie na parkingu pod naszą pracą, gdy nie mogli zaparkować na swoim miejscu ze względu na kopy śniegu, wsiadali z powrotem do aut i wracali do domu, hehe. podobno taki wolny dzień od pracy z powodu śniegu to “snow day”. ja tam dzisiaj żadnego “snow day” nie miałam…




przewrotność losu

czy ja napisałam “pogadzinowa” w ostatnim poście? błąd. powinnam była napisać “przedgadzinowa”. bo znów powitaliśmy jakieś zarazki w domu. czułam że tak będzie, odkąd zobaczyłam w zeszłym tygodniu przedszkolnego kolegę Benka z gilami w nosie i poza nim również (wrażliwych przepraszam) kolega ma się już dobrze, za to my nie. tak, tak, my, bo nie tylko Benek jest chory, ale ja również. stan chorobowy to mój nowy stan spoczynkowy, że się tak wyrażę. ile to dni minęło od ostatniej choroby, tydzień? taak. byle do wiosny. tym razem przynajmniej nie boli mnie gardło, za to katar mam, że hej. nie ja jedna. Benek też. niestety Benkowy katar przeszedł w kolejną infekcję ucha. jedyny pozytywny aspekt tej całej historii to przypadkowe poznanie lekarza z Polski podczas dzisiejszej wizyty w walk-in. juz nie pamiętam, kiedy byłam ostatni raz u lekarza mówiącego po polsku. całkiem miło było sobie pogawędzić w ojczystym języku, co szczególnie odczuł Benek, bo tym razem nie krzyczał tak strasznie. popytaliśmy trochę o te nieszczęsne rurki w uszach, bo coś czuję po kościach, że nam je zaserwują, lub przynajmniej zaproponują.

przyrzekam, to już ostatni post o chorobach, gadzinach, rurkach i tak dalej. nie o tym miałam zamiar pisać, jak zakładałam tego bloga. miało być głównie o życiu na preriach, naszych włóczęgach tu i tam, i co jakiś czas o potomku, a skończyło się, sami widzicie jak. następnym razem będzie o czymś zupełnie innym, muzyczno-kryminalnie, że się tak wyrażę. trzymajcie się. z-d-r-o-w-o!




pogadzinowa reaktywacja

atsanik? obecna!

witajcie moi drodzy. długo mnie tu nie było, bo pozbywałam się gadziny. uparta była zaraza, nie dała się dwóm antybiotykom, ale jak się miała dać skoro ona wirusowa podobno była… ech lekarze… no dobra, czas przestać marudzić, bo dzisiaj, po raz pierwszy od trzech tygodni, przestało mnie boleć gardło. uff, co za ulga.

niestety gadzina dopadła nie tylko mnie, ale również djmoosa, więc święta minęły nam w zupełnie nieświątecznym stylu. całe szczęście Benek nie dał się zarazie, więc jakoś przebrnęliśmy przez tę chorobę, bo jakby jeszcze nam chorym przyszło się zająć chorym maluchem, to nie wiem jak dalibyśmy sobie radę. w te święta szczególnie zatęskniłam za bliską rodziną i dobrymi znajomymi w pobliżu, którym można by tak na przykład podrzucić Benka, żeby móc choć na chwilę samemu pochorować na kanapie. ach jo…

a co na preriach zapytacie? otóż odwilż proszę ja was. dzisiaj mieliśmy +3 st. C, tak, tak, ten plus to na pewno ma tam być. może w końcu El Nino sobie o nas przypomniał? normalnie, marudziłabym na lewo i prawo, że to już koniec zimy (a ja zimę lubię), że śnieg topnieje, że za ciepło, ale te ostatnie mrozy dały mi tak w kość, że tym razem naprawdę się cieszę. szczególnie, że przy takiej temperaturze Benek nie przypomina przybysza z Matplanety ( a raczej przypomina, tylko mniej) i wyjście z domu nie jest aż tak awanturnicze jak to zwykle przy mrozach bywało.

a oto Sigma z autem do prądu w tle (dla podniesienia efektu temperaturowego ;-)

w ostatnią niedzielę wybraliśmy się na spacer. jeden z plusów moich 156 cm – mogę miło spacerować z Benkiem za rekę, a djmoose nie może.

co fascynuje ostatnio Benka – wszystko. taka jarzębina w zimie na przykład.

a tutaj zdjęcie z dedykacją – dla pewnej miłej pary z Toronto :-) Benek bardzo dziękuje za Lokomotywę i za muzykę! my również!

no i lepszego Nowego Roku Wam życzę!








About

  • związkowa Yin
  • Benkowa mama
  • fanka zeberek
  • hulająca z elektronami
  • czasami melancholijna
  • niekiedy sentymentalna
  • wciąż poszukująca


Search



    Copyright

    Wszelkie prawa zastrzeżone. Zgodnie z ustawą o ochronie praw autorskich, cytowanie, kopiowanie, oraz wykorzystywanie zdjęć i treści tego bloga w jakiejkolwiek formie bez uzyskania uprzedniej pisemnej zgody autora podlega odpowiedzialności cywilnej i karnej.

     

    January 2010
    M T W T F S S
    « Dec   Feb »
     123
    45678910
    11121314151617
    18192021222324
    25262728293031



Blog design by Splendid Sparrow and atsanik