Dec 18 2009
słuchowy wpis
właśnie wróciliśmy z badania słuchu. no i teraz nie wiem, czy opisać Wam to w moim stylu (czyli glass half empty), czy też zdobyć się na odrobinę optymizmu (czyli glass half full). chyba jednak wybiorę tę drugą opcję, bo są gorsze problemy niż jakiś tam płyn zgromadzony za błoną bębenkową u Benka…
no to może od początku. stawiliśmy się na badanie na czas, choć nie było łatwo, bo wszyscy zaspaliśmy. Benek ostatnio śpi nadzwyczaj dobrze, i przez ostatnie dwa dni, to my musieliśmy go budzić, a nie on nas, hehe.
pani audiolog najpierw sprawdziła jak bardzo ruchliwa jest błona bębenkowa u Benka. ponieważ ruchliwość wyszła trochę obniżona, Benek ma najprawdopodobnie trochę nagromadzonego płynu w uszach. dla niewtajemniczonych w tajniki narządu słuchowego u maluchów wyjaśnię, że taki płyn jest czymś normalnym. u dorosłych wydzielina z nosa nie przedostaje się do przewodu słuchowego, bo przewód ten biegnie “pod górę”, u małych dzieci (do około drugiego roku zycia) przewód ten jest węższy i na dodatek tak zakręcony, że płyn może łatwo spływać w okolice błony bębenkowej. nagromadzony płyn to świetna pożywka dla bakterii, stąd też częste infekcje ucha u takich właśnie dzieci. Benkowy płyn to pewnie pozostałość po ostatnich infekcjach.
po badaniu błony przyszedł czas na badanie słuchu. posadzono mnie i Benka w dźwiękoszczelnym pokoju i wpuszczano dźwięki z różnych kierunków i o różnej częstotliwości. Benek reagował na wszystkie z nich, za każdym razem odwracając głowę w kierunku z którego dobiegały.
pani audiolog zawyrkowała więc, że Benek nie ma trwałego uszkodzenia słuchu, ale może trochę gorzej słyszeć (choć ja tego nie zauważyłam podczas badania słuchu, no chyba że ja sama mam z nim problemy i obydwoje z Benkiem czegoś nie słyszeliśmy ;-) ze względu na nagromadzony w uszach płyn. uspokoiła nas, że to typowe u takich maluchów, ale kazała stawić się do kontroli za osiem tygodni. jeśli Benek będzie miał nadal obniżoną ruchliwość tej nieszczęsnej błony, zobaczy go laryngolog. ja niestety wiem, co to oznacza… szpital w Saskatoon podobno słynie z ilości przeprowadzanych operacji wmontowywania rurek udrażniających przewód słuchowy w błony bębenkowe małych dzieci. mam nadzieję, że obejdzie się bez takich atrakcji, bo jednak jest to operacja przy ogólnym znieczuleniu, która narusza strukturę błony… muszę poczytać trochę więcej o tym i zasięgnąć opinii gdzie indziej. choć chyba daruję sobie google, bo po radzeniu się internetu, ta szklanka to nawet w połowie pusta nie będzie…
no dobrze. przelałam tu trochę swoje obawy i już mi trochę lepiej, przynajmniej wiemy na pewno, że słyszy, i według mnie, słyszy całkiem dobrze. i tego się będę trzymać.
Fajnie! to znaczy cieszę się, że słyszy dobrze. Tym płynem to może na zapas się nie przejmuj. Ja jak byłem mały to mnie zawieźli na wycinanie migdałków do szpitala ale w ostatniej chwili lekarka zawyrokowała, że nie trzeba. Mam nadzieję, że z Benkiem będzie tak samo. Osobiście staram się w kwestiach zdrowotnych wyznawać zasadę if it ain’t broke don’t fix it:)
Mam nadzieję, że Ci trochę spadł kamień z serca!
resvaria: troche spadl na pewno, bo w koncu sama siebie przekonalam, ze slyszy ;-)
z tym plynem to jeszcze zobaczymy, mam nadzieje, ze samo przejdzie, jakos do mnie nie przemawia wstawianie rurek w blone bebenkowa… tym bardziej, ze naprawde nie mozna powiedziec, ze Benek slyszy gorzej…
U nas montowanie tych rurek u dzieci jest bardzo częstym rozwiązaniem i rodzice sobie chwalą. Alternatywa rurki to ciągłe zapalenia ucha lub uszu, ciągłe wizyty u lekarza, ból i niewygoda dziecka oraz antybiotyki. Moim zdaniem wcale nie jest tak źle, bo to przez co przechodzi Benek jest u dzieci nagminne. Grunt, że słyszy.
No tak Aneta, ale z drugiej strony w całej Ameryce Północnej do niedawna prewencyjnie prawie wszystkie męskie noworodki poddawano obrzezaniu, tak na wszelki wypadek, żeby zapobiec ewentualnym infekcjom kiedyś tam. I dopiero się niedawno okazało, że potencjalne komplikacje i skutki traumy są o wiele większe niż sądzono i teraz nie rekomendują. Może jestem sceptyczny, ale traktuję prewencyjne zabiegi tego typu na żywym organiźmie z dystansem. Rurki w uszach to jednak większa inwazyjność niż na przykład soczewki kontaktowe (używam na codzień) czy szczepionki.
moj franek mial infekcje ucha 3 razy. i 3 razy mial juz antybiotyki. pediatra powiedziala mi, ze jesli bedzie mial 3 infekcje jedna po drugiej w odestepie miesiaca to wtedy trzeba sie udac do laryngologa, ktory najprawdopodobniej skieruje na ten zabieg.
nie wiem czy zabieg rzeczywiscie mozna sobie chwalic. mysle, ze dla kazdego rodzica jest to przezycie bo jakby nie patrzec jest on wykonywany pod narkoza i wiadomo, ze rodzice chcieliby go ominac. ale jest on koniecznoscia jesli dziecko ma sklonnosc do zapadania na zapalenie ucha, bo jesli sie go nie wykona, dziecko moze miec klopoty ze sluchem czyli tym samym z mowa, a w skrajnych przypadkach takze z utrzymaniem rownowagi.
podobno to zapalenie ucha, ktore najczesciej wywolane jest katarem czy innym przeziebieniem to tak do 2go roku zycia. pozniej sie z tego wyrasta. ale w sumie marne to pocieszenie na dzien dzisiejszy.
ja oczywiscie zrobilabym wszystko zeby tych infekcji uszu nie bylo, ale jesli trzeba by bylo na te rurki to trudno. lepiej zrobic to teraz niz pozniej pluc sobie w brode. ale o wszystkim powinien zadecydowac laryngolog.
resvaria dobrze ujal moje obawy. ja generalnie nie neguje zabiegu wszczepiania rurek, slyszalam tylko, ze jest tu dosyc czesto stosowany, i tak sie zastanawiam, czy nie ZBYT czesto… rozumiem, ze gdy dziecko ma czeste infekcje uszu, to rzeczywiscie zabieg ten moze pomoc, szczegolnie jesli dziecko slyszy gorzej (i tu sie zgodze z hjuston, ze klopoty ze sluchem, to klopoty z mowa niestety).
zabieg ten, jakby nie bylo, narusza strukture blony bebenkowej. po zabiegu i po wypadnieciu rurek na blonie pozostaje blizna. a czy ktos kiedys badal jaki wplyw ma taka blizna na pozniejsze slyszenie? nie wiem. ale na pewno gdzies czytalam o tym zabiegu, i blizna byla wymioniona jako argument przeciwko. no nic, pozostaje mi postudiowanie literatury naukowej na ten temat.
Moze to marna pociecha, ale w tym wszystkim troche optymistyczne jest to, ze masz dobre panie w przedszkolu, ktore zwrocily Wasza uwage na to, ze Benek moze slabiej slyszec. Dobrze wiedziec, ze dziecko jest po tak czujna opieka.
Mam nadzieje, ze obejdzie sie bez rurek! A te uszy u dzieci, to rzeczywiscie problem. Siostrzenica meza miala pewnie miedzy 5 a 10 infekcji w ciagu 18 miesiecy swojego zycia. Na swieta kupilismy jej TO (jak sie HTML rozjedzie, to przepraszam za balagan).
Ania: problem w tym, ze Benek dobrze slyszy (sama sie dzisiaj przekonalam), a to, ze akurat czasami nie reaguje jak go wolaja w przedszkolu, zwiazane jest z zupelnie czyms innym. panie w przedszkolu sa takie sobie. zwrocily uwage bo pare razy ich nie posluchal, choc sama widzialam, jak sie odwrocil, gdy jedna z nich go zawolala. paniom nie podobalo sie to, ze Benek sie awanturowal przy ubieraniu zimowej kurtki i czapki, a wedlug nich bylo to spowodowane tym, ze nie slyszal jak do niego mowily, ze ida na pole (czy na dwor ;-) taaak, tylko jak on biedak ma je rozumiec, skoro on nie rozumie po angielsku, on dopiero co nieco rozumie po polsku! i dlatego nie jestem do konca przekonana, ze te panie to takie swietne sa :-/
tez mam nadzieje, ze obedzie sie bez rurek… w sumie Benek mial w ciagu swojego pietnastomiesiecznego zycia tylko dwie infekcje uszne, nie tak zle.
a co do linka, to dzieki! w koncu sie dowiedzialam skad moj kumpel wytrzasnal te mikroby do Benkowej karuzeli. o tutaj tutaj kiedys o niej pisalam i pokazywalam :-)
Resvaria: ale ja nie mówię, że rurki są the best, tylko że bywają mniejszym złem, co zależy od indywidualnych okoliczności.
Obrzezanie z tego co mi wiadomo jest nadal powszechnie praktykowane. Raz się nawet o mało nie pokłóciłam o to z mężem. Chodziło o naszego hipotetycznego syna, bo kiedyś powiedziałam, że jakbym miała syna, to bym go na pewno nie obrzezała, na co on się strasznie zmartwił, że dzieciak będzie miał zaburzone dzieciństwo i w ogóle całą młodość, bo go wyśmieją w locker room. On nawet nigdy nie widział nieobrzezanego członka. Z tym obrzezaniem to co najmniej tak kontrowersyjne w Stanach, jak nie chrzczenie dziecka w Polsce.
Hm, to takie buty z tymi paniami. No ale niemniej nadal trzymam kciuki za Benka.
Aneta, wiem, że nie mówisz:) Pewnie, że zależy od okoliczności.
Co do obrzezania, to zalecenia lekarskie się zmieniły nie tak dawno (z Wikipedii, kiedyś czytałem dokładnie, bo mnie zainteresował temat):
The American Medical Association supports the AAP’s 1999 circumcision policy statement with regard to non-therapeutic circumcision, which they define as the non-religious, non-ritualistic, not medically necessary, elective circumcision of male newborns. They state that “policy statements issued by professional societies representing Australian, Canadian, and American pediatricians do not recommend routine circumcision of male newborns.”[12]
The American Academy of Family Physicians (2007) recognizes the controversy surrounding circumcision and recommends that physicians “discuss the potential harms and benefits of circumcision with all parents or legal guardians considering this procedure for their newborn son.”[188]
The American Urological Association (2007) stated that neonatal circumcision has potential medical benefits and advantages as well as disadvantages and risks.[189]
Natomiast zakres stosowania jest wyraźnie inny w Stanach niż w Kanadzie, przy czym w Stanach w ostatnich latach wyraźnie spada (więcej dzieci latynosów i imigrantów):
http://en.wikipedia.org/wiki/Prevalence_of_circumcision#United_States
Kanada bardziej przypomina pod tym względem Europę.
Ania: dziekuje!
Aneta i resvaria: ciekawa sprawa z tym obrzezaniem, o ile pamietam, jak Benek sie urodzil to chyba nas spytano, czy mamy zamiar go obrzezac, a nam samo pytanie wydalo sie dziwne ;-) ciekawe, ze rodzice decyduja sie na cos takiego. przyznam sie, ze ja wylam jak bobr (hormony!) jak malemu w szpitalu w pierwszy dzien jego zycia pobierali krew z piety, a co dopiero ucinanie kawalka skory w wiadomo jakim miejscu ;-)
no i ciekawe sa te roznice w procencie wykonywanych obrzezan w Kanadzie, Quebec 12% a Ontario czy Alberta ponad 40%…
Hehe, a propos obrzezania to przypomniała mi się rozmowa z moim bratem, który lada dzień spodziewa się swojego pierwszego potomka. Rozmawialiśmy o normalnych wyborach, których dokonują rodzice przygotowujący się na dziecko: czy mama będzie karmić piersią, jaki poród, itp. itd. Z przyzwyczajenie spytałam, czy będą obrzezać czy nie. W słuchawce nastała długa cisza, po czym mój brat, bardzo skonfundowany, spytał: “Że coooo???” No więc musiałam wszystko mu tłumaczyć od początku, bo on nie wiedział, że w Stanach obrzezają, a sam mieszka w Irlandii.
Aneta: hehe. moge sobie wyobrazic zdziwienie brata, bo mysmy tez zdziwieni byli ;-) wnioskuje wiec, ze niedlugo bedzesz miala bratanka? mi tylko zawsze szkoda, ze moja siostra i jej rodzina tak daleko od nas :-( dobrze by bylo miec czasami komu sie wyzalic, a tak musze Was tutaj zadreczac ;-)
No wiesz, Quebec jest kulturowo bardziej “katolicki”, więc się zgadza, że mniej niż w Ontario:) Zastanawialiśmy się kiedyś z kumplem (czysto hipotetycznie) jak by to było przejść na islam. Doszliśmy do wniosku, że bez kiełbasy można jakoś żyć. Bez piwa i wina byłoby ciężko, ale to konieczność obcięcia sobie tego i owego była kroplą, która przeważyła przeciw:)
Nie dziwię się Aneta Twojemu bratu, że go zamurowało. W Europie to raczej rzadko spotykany zabieg:)
Mnie w całym zabiegu przeszkadza to, że nikt nie pyta dzieci o zdanie. W Turcji, jak we wszystkich krajach muzułmańskich obrzezuje się chłopców kiedy zaczynają dorastać. Cała impreza przypomina nieco komunię w Polsce: chłopcy dostają ładne ubranka…
http://newmexicorootsdown.com/Sunnet.jpg
http://img.mynet.com/ha2/sunnet.jpg
…karmią ich słodyczami, przygotowują wystawne łóżka…
http://www.flickr.com/photos/fiyonk/707592020/
robią zdjęcia, dają prezenty… a potem ciach ciach….
No będę miała :))). Ma przybyć 2 stycznia, ale dziecko wyjątkowo długie i o dużej główce, że dwa razy im zmieniali termin na bliższy i może się urodzić w każdej chwili. Mój brat ma 2 metry wzrostu, mama dziecka 170 cm i już teraz wiadomo, że mały będzie wysoki.
sciskamy z Luisem wszystkie łapy, zeby obyło sie bez jakichś rurek. i życzymy zdrówka! btw - chyba też musze wpis “zdrowotny” zapodac na blogu, bo mi się własnie uzbierało….
3majcie się tam na tej prerii wesoło mimo wszystko i optymistycznie! :O)
A mi wcięło wpis, pewnie w moderacji…
resvaria: tez mysle, ze to najgorsze, ze rodzice podejmuja decyzje, a dziecko nie ma nic do powiedzenia. podobnie z przekluwaniem uszu, szczegolnie niemowlakom. mojego argentynskiemu koledze urodzila sie siostrzenica, dumny wujek pokazal nam zdjecie, patrzymy, a malutka, szesc tygodni i uszy juz przeklute, podobno to calkiem normalne w Argentynie…
Aneta: oo to rzeczywiscie moze sie lada chwila urodzic. chlopak na pewno duzy bedzie, u nas to nie wiadomo :-/ maz niczego sobie ma posture, ale ja, liliput ;-)
evek: dziekujemy. my tez w takim razie sciskamy lapy, ze i u Ciebie sie wszystko wyprostowalo!
ja się o rurkach wypowiadać nie będę , bo nie jestem lekarzem, to się nie znam, a nie ma nic gorszego, niż wypowiedź laika, która tylko może przestraszyć pacjenta:). Według mnie plusem jest to, że dziecko słyszy. Co do dalszych kroków, to z czasem zobaczycie, jak się sytuacja rozwinie, nie musicie przecież natychmiast podejmować decyzji.
Ja wiem jedno, niedosłuch jest z pewnością też niezbyt komfortowy, w dalszym życiu, więc na pewno lepiej jak najbardziej pomóc , żeby nie było problemów i tyle;)
chiara: to prawda. poczekamy, zobaczymy, staram sie nie martwic na zapas, ale marnie mi to wychodzi :-/
Gadzina nas zlapala i dopiero czytam. Ja tez nie jestem za operacjami na zapas… Ale jak trzeba to trzeba… Trzymam kciuki, ze plyn sam sobie splynie.
A’propos obrzezania po porodzie, to jestem przeciw… glownie dlatego, ze to cos nieodwracalnego i bez pytania osoby, ktorej to najbardziej dotyczy.
gmyzka: wspolczuje gadziny :-( zycze duzo zdrowia! tez mam nadzieje, ze plun sam zniknie, obawiam sie tylko, ze w ciagu tych osmiu tygodni (jakie nam dano na splyniecie tego plynu) Ben zaliczy jeszcze niejedno przeziebienie, katar itp….
a co do obrzezania, to zgadzam sie z Toba. trzymajcie sie cieplo i zdrowo.
Hej :) Tez bym nie radzila martwic sie na zapas, ale wiem, jak ciezko bywa, gdy nie ma sie ostatecznej odpowiedzi… Gdy zostaje jeszcze jakies ale…
Miejmy nadzieje, ze to wszystko jest tylko na zapas…
Ida Swieta i nie mysl o tym :)
Bedzie dobrze :)
Pozdraiwam :)
hej hej, dziękuję za kartki, które dziś do mnie doszły:)
G: dzieki, staram sie nie myslec :-) u nas na razie malo swiatecznie, obydwoje z mezem znow jestesmy chorzy :-(
chiara: bardzo sie ciesze, ze juz doszly!
Atsanik my tez oboje zachorowaliśmy:(, nie jestescie sami! I tez malo mamy przygotowane, nawet stroika nie kupilam:(, ale swieta sa po to zeby odpoczasc i spedzic czas razem, wiec sie tym nie przejmuje. Rodzina daleko, wiec sie nie ma sie jak czepiac, ze nie mamy jakiegos tam dania czy karpia np:). Pozrawiam!!
Karina: no to duzo zdrowia Wam zycze! i duzo odpoczynku w te swieta. z dan mamy tylko kapuste z grzybami i grochem ;-) jutro (jesli poczuje sie lepiej) przygotujemy barszcz (uszka z grzybami na szczescie mozna tu kupic w polskim sklepie) i golabki z kasza gryczana i grzybami, i to tyle. zadnych ciastek i innych slodkosci :-( przynajmniej z pozytkiem dla mojej wagi ;-) trzymaj sie cieplo!
Dzieki:)ja juz sie czuje troche lepiej, za to chlopaka teraz bierze cos znowu…
My mielismy tez gotowe uszka i pierogi z pol. sklepu i rybe gotowa - łososia w ciescie- nawet smaczny:)zamiast karpia, a kapuste i salatke dopiero jutro robie. Nigdy nie jadlam golabkow z kasza gryczana i grzybami… - dobre sa? Ja kasze gryczana uzywam do drugiego dania (zamiast ziemniaków), bo jest bogata w magnez i zdrowa. Pozdrawiam
Karina: golabki z kasza gryczana sa bardzo dobre :-) ale najwazniejszy jest w nich sos do ich polewania, grzybowy, ale nie z pieczarek, tylko tych “szlachetniejszych” suszonych grzybow. polecam, choc generalnie golabki robie tylko od swieta, bo troche z nimi jest roboty.