światecznie

za oknem leniwie pada śnieg. te święta będą jednak białe, pomimo El Nino i prognoz co niektórych.

cóż Wam życzyć moi drodzy na ten czas świąteczny? niech te świeta bedą po prostu takie o jakich marzycie.

bardzo lubię ten fragment Trójkowego Karpia z 2002 roku:

Chroń przed chłodem i zamiecią Drogi Mikołaju Święty,
Baloniki przynieś dzieciom,
Starszym zabierz mankamenty.
Niech się ludzie dogadają.
Daj im łezkę szczęścia w oku,
A tym, którzy go nie mają,
Daj na święta święty spokój.

trzymajcie się ciepło i odpoczywajcie :-)




słuchowy wpis

właśnie wróciliśmy z badania słuchu. no i teraz nie wiem, czy opisać Wam to w moim stylu (czyli glass half empty), czy też zdobyć się na odrobinę optymizmu (czyli glass half full). chyba jednak wybiorę tę drugą opcję, bo są gorsze problemy niż jakiś tam płyn zgromadzony za błoną bębenkową u Benka…

no to może od początku. stawiliśmy się na badanie na czas, choć nie było łatwo, bo wszyscy zaspaliśmy. Benek ostatnio śpi nadzwyczaj dobrze, i przez ostatnie dwa dni, to my musieliśmy go budzić, a nie on nas, hehe.

pani audiolog najpierw sprawdziła jak bardzo ruchliwa jest błona bębenkowa u Benka. ponieważ ruchliwość wyszła trochę obniżona, Benek ma najprawdopodobnie trochę nagromadzonego płynu w uszach. dla niewtajemniczonych w tajniki narządu słuchowego u maluchów wyjaśnię, że taki płyn jest czymś normalnym. u dorosłych wydzielina z nosa nie przedostaje się do przewodu słuchowego, bo przewód ten biegnie “pod górę”, u małych dzieci (do około drugiego roku zycia) przewód ten jest węższy i na dodatek tak zakręcony, że płyn może łatwo spływać w okolice błony bębenkowej. nagromadzony płyn to świetna pożywka dla bakterii, stąd też częste infekcje ucha u takich właśnie dzieci. Benkowy płyn to pewnie pozostałość po ostatnich infekcjach.  

po badaniu błony przyszedł czas na badanie słuchu. posadzono mnie i Benka w dźwiękoszczelnym pokoju i wpuszczano dźwięki z różnych kierunków i o różnej częstotliwości. Benek reagował na wszystkie z nich, za każdym razem odwracając głowę w kierunku z którego dobiegały.

pani audiolog zawyrkowała więc, że Benek nie ma trwałego uszkodzenia słuchu, ale może trochę gorzej słyszeć (choć ja tego nie zauważyłam podczas badania słuchu, no chyba że ja sama mam z nim problemy i obydwoje z Benkiem czegoś nie słyszeliśmy ;-) ze względu na nagromadzony w uszach płyn. uspokoiła nas, że to typowe u takich maluchów, ale kazała stawić się do kontroli za osiem tygodni. jeśli Benek będzie miał nadal obniżoną ruchliwość tej nieszczęsnej błony, zobaczy go laryngolog. ja niestety wiem, co to oznacza… szpital w Saskatoon podobno słynie z ilości przeprowadzanych operacji wmontowywania rurek udrażniających przewód słuchowy w błony bębenkowe małych dzieci. mam nadzieję, że obejdzie się bez takich atrakcji, bo jednak jest to operacja przy ogólnym znieczuleniu, która narusza strukturę błony… muszę poczytać trochę więcej o tym i zasięgnąć opinii gdzie indziej. choć chyba daruję sobie google, bo po radzeniu się internetu, ta szklanka to nawet w połowie pusta nie będzie…

no dobrze. przelałam tu trochę swoje obawy i już mi trochę lepiej, przynajmniej wiemy na pewno, że słyszy, i według mnie, słyszy całkiem dobrze. i tego się będę trzymać. 




auto

co jest największym dobrem, ano zdrowie, to prawda, ale na zimnych preriach, zaraz po zdrowiu, jest nim również sprawny samochód i prawo jazdy oczywiście. w dniu dzisiejszym nie posiadam żadnego z tych dwóch ostatnich. wiem, moja wina z tym pierwszym, bo zbieram się do zrobienia prawka odkąd tu przyjechałam, czyli od ponad czterech lat(!), ale zawsze coś innego, ważniejszego jest do wykonania. auto mamy, to znaczy mieliśmy. dzisiaj padło, po raz kolejny w ostatnich dwóch tygodniach. nie wspominając przedziurawionej gwoździem opony z jakiś tydzień temu.

bez auta jest tu naprawdę ciężko, a przede wszystkim cholernie zimno, bo ciągle niestety jesteśmy tutaj w deep freeze (czytaj: temperatura odczuwalna poniżej -40 C). dzisiaj rano zapakowaliśmy Benka w cały strój zimowy i wsadzilśmy do auta, nie zdążyliśmy nawet ruszyć z parkingu, jak coś zaczęło się dymić spod maski. deja vu? takie same objawy miało nasze auto dwa tygodnie temu. WTF? no nic, ja z Benkiem taksówką do przedszkola, a później ja sama na autobus. zanim jednak przyjechał, poczekałam sobie z jakieś pięć minut przy -29 C. współczuję wszystkim tu mieszkającym , którzy takie czekanie zaliczają codziennie. naprawdę nie wiem, jak sobie radzą w takim mrozie. bo ja już czułam jak mi nogi przymarzały i oczy.

na stan obecny mam dość amerykańskich aut.

Oh Lord, won’t you buy me a Mercedes Benz…

Zamiast MB (które podobno już nie jest to samo, co kiedyś, gdy tylko produkowano je w Niemczech) mogłoby być takie Subaru na przykład… ale na razie to ja sobie mogę o nowym aucie tylko pomarzyć…




i znowu nici…

… z badania niestety :-( to całe doświadczenie z benkowym słuchem nauczy mnie cierpliwości…

Benek nie dał się dzisiaj zbadać. zasnął po lunchu, tak jak planowaliśmy, ale niestety obudził się, jak pani audiolog wkładała mu do ucha ten przyrząd emitujący fale dźwiękowe, i już nic więcej nie dał sobie do ucha włożyć. niestety podczas tego typu badania dziecko musi być cicho, stąd też badanie podczas snu u małych dzieci. u nas nie wypaliło, więc dostalismy skierowanie na standardowe badanie słuchu w szpitalu. całe szczęście naszej pani audiolog udało się załatwić Benkowi szybki termin. idziemy w przyszły piątek. i znowu kolejny tydzień czekania…

już się z tym pogodziłam, ale jeszcze parę godzin temu, miałam tego wszystkiego dosyć… życie jednak toczy się dalej. podziwiam mego męża za ten stoicki spokój i wiarę w to, że wszystko jest i bedzie dobrze…

dzisiaj w przedszkolu mieliśmy zabawę świąteczną. były prezenty, słodkości i pani wyśpiewująca piosenki przy akompeniamencie gitary. Benek, jak tylko ją usłyszał, narobił wrzasku i przez parę minut nie dał się uspokoić. musieliśmy oswajać panią stopniowo, prawie tak jak Mały Książę oswajał lisa. udało się, bo Benek pod koniec imprezy nawet z lekka podskakiwał do dźwieków muzyki ;-)

dziekuję wszystkim, którzy dzisiaj myśleli o nas i ściskali kciuki. tak bardzo chciałabym napisać w końcu, że wszystko dobrze…




zima zima zima

no cóż, długo nie musielismy czekać na prawdziwie preryjno-zimową aurę. od wczoraj temperatury sięgają rankiem -33 st. C, w dzień jest trochę lepiej, bo -20 st. C, hehe. ale wiecie co, na razie mi ta temperatura nie przeszkadza :-) bo spadł śnieg, nie ogromne ilości, ale wystarczyło na wybielenie okolicy, i od razu jakoś tak bardziej światecznie się zrobiło.

Benek od poniedziałku w przedszkolu. a jutro badanie słuchu. oby się odbyło i oby wszystko było dobrze, bo przydałoby nam się troche pozytywnych wydarzeń w naszym domu.

w zeszłym tygodniu, dla polepszenia nastroju i sobie, i małemu, wyciągnęliśmy z piwnicy naszą doświadczoną choinkę. sztuczna co prawda, ale za to z masą pięknych światełek, tak że od razu przypadła Benkowi do gustu. był nawet całkiem nią zainteresowany, dopóki nie odkrył, że jest w stanie wdrapać się na stół obok, i od tej pory ubieranie choinki przestało go interesować. mieliśmy plan ubrać choinkę tradycyjnie, czyli bańki na całej wysokości, ale odkąd Benku odkrył, że bańki doskonale nadają się do zbijania metodą stuku-puku, musieliśmy nasz plan zmodyfikować i przesunąć łatwo tłukące się ozodoby w strefę poza zasięgiem ;-)

i to na razie tyle wieści z prerii. zapodam Wam tylko jeszcze parę zdjęć :-) trzymajcie się ciepło.

dekorujący Benek

pośniegowe osiedle

Benek analizujący choinkę

codzienny rytuał – karmienie króli

sun dog (polskiej nazwy nie znam), który powstaje na skutek rozszczepienia światła słonecznego przez kryształki lodu w powietrzu.




kciuki odwołane

niestety z dzisiejszego badania nici. Benkowy katar z ostatnich dwóch tygodni jeszcze się powiększył, wiec zadecydowano o przeniesieniu badania na przyszly tydzień. ech zycie.  

dziękuję pięknie tym, którzy o nas ciepło myśleli dzisiaj, poproszę Was o to samo, jak tyko nam ustalą nowy termin…

a jeśli ktoś ma skuteczne sposoby na pozbycie się dwutygodniowego gadzinowego kataru, i u mamy, i u dziecka, to bardzo proszę o podzielenie się, bo ja mam już serdecznie dosyc, a Benek zapewne też.








About

  • związkowa Yin
  • Benkowa mama
  • fanka zeberek
  • hulająca z elektronami
  • czasami melancholijna
  • niekiedy sentymentalna
  • wciąż poszukująca


Search



    Copyright

    Wszelkie prawa zastrzeżone. Zgodnie z ustawą o ochronie praw autorskich, cytowanie, kopiowanie, oraz wykorzystywanie zdjęć i treści tego bloga w jakiejkolwiek formie bez uzyskania uprzedniej pisemnej zgody autora podlega odpowiedzialności cywilnej i karnej.

     

    December 2009
    M T W T F S S
    « Nov   Jan »
     123456
    78910111213
    14151617181920
    21222324252627
    28293031  



Blog design by Splendid Sparrow and atsanik