Nov 03 2009
hulając z elektronami pod Wietrznym Miastem
w poprzednim tygodniu wywiało mnie w sprawach zawodowych do Windy City. trochę niefortunnie, bo ominęło mnie wspólne świętowanie moich i djmoosa urodzin. całe szczęście moje Bardzo-Ważne-Eksperymenty udały się, więc wyjazd okazał się warty rozłąki z mężem i synem, nieprzespanych nocy spędzonych w pracy i ogromnej dawki stresu na pokładzie samolotu (do latania to zostały stworzone ptaki a nie metalowe skrzynki i ludzie).
nie zamierzam Wam tutaj zawracać głowy szczególami z życia pracusia, ale chciałam Wam pokazać, że życie naukowca to nie tylko Poważna Praca nad Równie Poważnymi Badaniami. to również całkiem spora dawka zabawy.
nasze ważkie pomiary przeprowadzaliśmy na czymś co zwie się synchrotron. napiszę tylko, że owe coś rozpędza elektrony do prędkości bliskiej prędkości światła, a gdy owe elektrony zmieniają kierunek swojego biegu emitują bardzo intensywne promieniowanie, w tym promieniowanie X, które akurat nam potrzebne jest do naszych pomiarów. to by było na tyle jeśli chodzi o szczególy naukowe. synchrotrony bywają różne, i mniejsze, i większe. ten pod Windy City jest jednym z największych. średnica okręgu po którym hulają wspomniane wyżej elektrony wynosi 1104 m! tak wygląda synchrotron pod Wietrznym Miastem, w tle nawet widać Chicagowskie downtown (i tylko tyle Chicago udało mi się niestety zobaczyć, bo elektrony w synchrotronie hulają 24/7 a my razem z nimi…).
Credits: ANL
ponieważ obiekt ten jest tak duży, do poruszania się po nim udostępniono rowery (takie trójkołowce). pojeździłyśmy więc trochę z koleżanką na nich, choć przyznam się, że było ciężko, bo jakoś jednak inaczej trzeba było nimi manewrować niż zwykłymi rowerami z dwoma kółkami. zanim udało mi się przejechać te ponad 1ooo metrów obwodu, wjechałam przy uciesze obserwującego mnie szefa kolejno w ścianę, w metalową szafę i w inny rower.
a tutaj taki trójkołowiec, a ja na nim.
podobno ze względu na dominujący na synchrotronie testosteron (jakby nie było, większość załogi tworzą mężczyźni), dla przywrócenia pewnego rodzaju równowagi, jeden z trójkołowców został udekorowany przez żęńską część załogi na różowo. umieszczono też na nim lalką Barbie rozkosznie machającą z tylniego koszyka. nie zapomniano również o piesku Barbie. cudo, hehe.
kolejną atrakcją był mały pojazd rozwożący codziennie rano kawę ze Starbucksa i ciastka. przypominało to trochę auto-lodziarnię, która przywołuje klientów za pomocą melodii. pan prowadzący kawowy pojazd grał same dobre kawałki, The Doors, Led Zeppelin itp. ponieważ byliśmy tam w okresie Halloweenowym, pojazd z kawą był też udekorowany świątecznymi motywami. kolejna perełka.

jak więc widzicie, synchrotron da się lubić :-)
atrakcje na synchrotronie nie zaskoczyły mnie aż tak bardzo jak ilość Polaków w okolicach Chicago. pan od zbierania deklaracji celnej na lotnisku O’Hare-Polak, głośna grupa w japońskiej restauracji-Polacy, kasjerka w pobliskim sklepie spożywczym-Polka, pan od ochrony na tym samym lotnisku-Polak. kolejnym zaskoczeniem były polskie produkty w zwykłym, nie polskim sklepie, a już leżące przy kasie Princesski rozłożyły mnie zupełnie.
poza tym widziałam sporo water towers, które obfotografowuje Evek, i jeszcze więcej saren, kojotów, jednego jelenia, masę kanadyjskich gęsi i takie coś niskiego, szarego i z ogonem w czarne paski (zapomniałam jak się nazywają), bo cały lab jest otoczony lasami. piękne miejsce. szczególnie jesienią. a takiej jesieni nie widziałam już dawno.
to już koniec impresji z podróży. na jej koniec spotkało mnie coś bardzo miłego. rozpostarte ramiona i szeroki uśmiech mojego stęsknionego synka i równie stęsknionego djmoosa. fajnie jest podróżować, ale najfajniej jest mieć do kogo wrócić, czego i Wam wszystkim życzę.
dobrej nocy.



no proszę, a mi ta ilość polaków tu zaczyna przeszkadzać…. no ale do zobaczenia w marcu i już się nie wywiniesz od spaceru PO Windy City a nie po lesie POD Windy C.! ;O)))))))
btw - dzikich kuzynów Luisa nie widziałaś???? ;O)
Fajowy opis! Wnioskuję, że nie miałaś kiedy dokonać osobistego zlotu z polskimi blogiwicz(k)ami z Windy City?
A wycieczek po tym synchrotronie nie urzadzaja (pewnie nie, ze wzgledu na bezpieczenstwo, tajemnice panstwowa, terroryzm i inne popierdolki)? Bo ja bym chetnie zobaczyla. Super sprawa.
Mam nadzieje, ze do zobaczenia w marcu!
evek: moge sobie wyobrazic ;-) w Saskatoon nie ma tylu Polakow. mam nadzieje, ze w marcu bedzie juz wiosennie!
Aneta: niestety nie bylo czasu :-( ale nastepnym razem zaplanuje sobie przynajmniej jeden dzien wolny.
Ania: sprawdzilam na ich stronie, organizuja wycieczki jak najbardziej, tylko Zosi nie wpuszcza ;-) bo sa dla osob powyzej 16 roku zycia. tutaj masz link:
http://www.anl.gov/Administration/visit.html
Synchrotron jest wlasnie na terenie Argonne National Laboratory. Mysle, ze taka wycieczka moze byc calkiem fajna!
no to ja juz wiem co pojde zwiedzac nastepnym razem jak bede w chicago. franka zostawie u cioci ani ;)
hjuston: hehe ;-) ciekawe co na to ciocia Ania ;-)
Bardzo interesujace. I te trojkolowce zajebiste ;) Lotow samotnych nie lubie, a powroty uwielbiam. No i zycze Ci aby w marcu udalo Ci sie spotkac z blogerska Polonia ;)
fajnie ze wyjazd sie udal i eksperymenty powiodly :) mam nadzieje ze bedziecie mieli okazje nadrobic zalegle urodziny. a rowerki odjazdowe :)
Ciekawie, ciekawie…. tez bym zwiedzila Synchrotron, ale do Chicago sie nie wybieram. Niech zgadne jesteś fizykiem lub chemikiem? Ja zawsze mialam slabość do chemii:). Za lotami tez nie przepadam i bardzo zle je znosze, kilka dni temu wracalam z Krakowa i do tej pory boli mnie głowa:(. Pozdrawiam ciepło!
Ciekawe, muszę mężowi pokazać tę notkę :)
Ola: staram sie panowac nad tym strachem, ale jak przychodza turbulencje, to nie daje rady ;-) tez mam nadzieje, ze w marcu wypali :-) moze i kiedys w okolice Philly mnie przywieje ;-)
kobieta pracujaca: urodziny juz nadrobione :-)
Karina: w Twoim przypadku najblizszy synchrotron jest w Anglii, nazywa sie Diamond i znajduje sie w poludniowym Oxfordshire. Z ich strony wynika, ze maja dni otwarte, wiec jesli kiedys bedziesz w okolicy, to moglabys sie wybrac :-)
http://www.diamond.ac.uk/Home/Events/InsideDiamond.html
Z wyksztalcenia jestem fizykiem (ze specjalnoscia fizyka medyczna), ale obecnie moj jedyny zwiazek z fizyka to synchrotron wlasnie. Teraz mam wiecej wspolnego z chemia, toksykologia, biologia… A co do samolotow, no coz, moj kumpel nazywa je “metal beasts” hehe.
patekku: ooo, czyzby maz w podobnej dziedzinie pracowal?
Dzieki za linka:), moze uda mi sie kiedys wybrac, w końcu to tak blisko, a w jeszcze Anglii nie bylam. Zgadło mi sie z tym fizykiem:). Acha, jesli chodzi o Irlandie to jest tak samo jak w Chicago - ktos kto nie zna angielskiego bez problemu da sobie rade, bo tyle jest tu rodakow, nawet w banku sa tłumaczenia po polsku, w tesco polskie produkty, w kazdym miasteczku 1 lub 2 polskie sklepy, polskie piekarnie, polscy fryzierzy, a ostatnio na przystanku widzialam duzą reklame po polsku- dopiero co wracala z lotniska z Polski i tak sie zastanawialam gdzie to ja jestem:):):)
Karina: nie wiedzialam, ze Irlandia az tak polska, chyba jednak wole to moje middle of nowhere ;-)
W Irlandii jest mnóstwo Polaków chyba ze wzgledu na to, ze po 2004 roku bylo tutaj bardzo latwo dostac prace, teraz jest troche trudniej przez recesje - np. budownictwo sie zatrzymalo, osiedla w połowie budowy stoja puste i “strasza”:(. Acha no i tu sa dośc niskie wymagania - malo kto ma 9 level edukacji - odpowiednik naszego magistra. Ludzie nie przywiazuja tak duzej wagi do edukacji jak w Polsce. Kraj ten dopiero sie rozwija, podobno jeszcze 20 lat temu byla to wioska.
Mnie najbardziej podoba się jak podbijasz synchrotron trójkołowym rydwanem. Nie wiem czemu, kojarzy mi się właśnie z wyścigami rydwanów dookoła hipodromu:)
A sam synchrotron wygląda bardzo imponująco. Czy to gigantyczne urządzenie w Europie (w Szwajcarii?) gdzie naukowcy mieli przyspieszać cząsteczki i “wywołać koniec świata” jest podobne do tego?
Karina, w wielu krajach anglojęzycznych ludzie kończą studia na BA, bo MA nie jest im do niczego potrzebny. Dopiero niedawno się to zaczęło zmieniać. Kiedyś mając BA można było prowadzić wykłady nawet w renomowanych uczelniach, to też się oczywiście zmieniło. Od jakiegoś czasu na całym świecie jest inflacja tytułów i teraz nawet z doktoratem trudno znaleźć pracę.
kw: Largon Hadron Collider? tam tez protony biegaja w kolko (dwie wiazki o przeciwnym kierunku, na synchrotronie - tylko jeden i elektrony), ale tam chodzi o zderzenia protonow i detekcje czastek elementarnych, ktore w wyniku takie zderzenia powstaja. rozmiar takiego collidera jest znaacznie wiekszy - 27 km obwodu, ten w Chicago ma tylko 1 km! poza tym detektory uzywane w LHC sa ogromne, jak paropietrowe budynki. jak pracowalam w Hamburgu, bylismy na wycieczce na takim ustrojstwie - niesamowite wrazenie.
No właśnie o to mi chodziło. Dziękuję za rzeczowe wyłożenie różnic. Ciekawe czym się poruszają po tym Haldronie w takim razie.
[...] w wietrznym wątku w komentarzach resvaria wspomniał wielki obiekt jakim jest Large Hadron Collider (LHC). nie będę Wam tu zanudzać co to takiego jest i do czego służy, bo muszę się przyznać, że sama za bardzo nie wiem. może pamiętacie, jakiś czas temu było o tym urządzeniu głośno, na razie, ze względu na awarię musieli wstrzymać eksperymenty. [...]