Oct 11 2009

moje prywatne Saskatoon

Published by atsanik at 12:25 am under okruchy życia,prerie

pytania jednej z czytelniczek tego bloga zainspirowały mnie do napisania paru słów o mieście, w którym mieszkam. może to komuś pomoże w podjęciu decyzji, czy warto tu emigrować, czy też nie.

Saskatoon jest największym miastem w prowincji Saskatchewan. O mieście wspomniałam już kiedyś tu. parę dni temu lokalne media podniecały się faktem, że liczba mieszkańców Saskatoona i okolic (oficjalnie wliczanych w tzw. Saskatoon Metropolitan Area) przekroczyła magiczne ćwierć miliona. 250 tysięcy to podobno krytyczna masa, po jej przekroczeniu miasta tylko rosną, a nie maleją. zobaczymy.

Saskatoon nie jest dużym miastem, ale jest miastem rozległym. jego powierzchnia wynosi 136.8 km2. dla porównania, Kraków, zamieszkiwany przez cztery razy więcej ludzi niż Saskatoon ma powierzchnię “tylko 2.5 raza większą.

Saskatoon uchodzi za kulturalną oazę na farmerskich preriach. w dużej mierze jest to zasługa znajdującego się tu uniwersytetu. w Saskatoon jest też kilka teatrów, filharmonia (niestety borykająca się z problemami finansowymi) i parę galerii.

czas w Saskatoon płynie zdecydowanie wolniej niż w Krakowie czy Hamburgu. życie towarzyskie i kulturalne obraca się głównie w okolicach Broadway Avenue i downtown, choć downtown w dużym stopniu wymiera po 6 wieczorem wraz z zamknięciem sklepów.

wolny czas mieszkańcy Toona spędzają raczej w gronie rodziny i przyjaciół. szczególnie rodzinno-przyjacielskie są podobno soboty, za to w piątki wieczorem wychodzi się z domu i bawi się na zewnątrz.

co do pogody, to jest to tutaj główny temat rozmów :-) jeśli, drogi czytelniku, zdecydujesz się na przyjazd do toona, to bądź pewny, że pierwsze o czym zostaniesz poinformowany przez tubylców (z wyczuwalną nutką dumy w głosie) to dramatycznie zimne zimy. jeśli nie wykażesz zainteresowania, albo co gorsze, nie dasz poznać po sobie, jak bardzo wizja trzaskających mrozów cię poruszyła, zostaniesz potraktowany jak młokos, który nie wie na co się porywa. dlatego też, ja dla odmiany, lubię informować nowoprzybyłych, że jednak da się tu przeżyć. pewnie, że zima jest długa, w końcu trwa dobre sześć miesięcy a czasami i dłużej, ale jednak ludzie tu żyją. mój jeden znajomy mieszkający w Saskatoon lat siedem powiedział mi raz, że za jego bytności w mieście nie widział śniegu tylko w dwóch miesiącach – lipcu i sierpniu ;-)

zima zaczyna się gdzieś w listopadzie. temperatury krążą wtedy wokół zera, ale w nocy spadają nawet do -10 C lub niżej. w listopadzie zwykle spada też pierwszy śnieg, który szybko topnieje. ale zaraz po nim pojawia się kolejny i zwykle od połowy grudnia zostaje już na parę miesięcy. temperatury spadają w ciągu dnia do -10 C, choć mogą i niżej, tak jak to było w zeszłym roku. najgorszymi miesiącami są styczeń i luty, bo zwykle wtedy pojawiają się ekstremalne temperatury (-35 C a przy silnym wietrze dochodzące do -50 C), które trwają jednak dosyć krótko. w przeciwieństwie do tego, co pamiętam z czasów dzieciństwa w Polsce, życie na preriach w temperaturach ekstremalnie niskich toczy się dalej. dzieci chodzą do szkoły, dorośli chodzą do pracy. tylko auto troszkę dziwnie zaczyna skrzeczeć, ale ciągle jedzie ;-) pod warunkiem, że jest podłączane do prądu, inaczej olej w silniku mógłby przymarznąć. temperatury zaczynają rosnąć już w marcu, ale tutaj z kolei jak najbardziej prawdziwe pozostają stare polskie porzekadła – w marcu jak w garncu, czy też kwiecień plecień itd.

ponieważ zimy nie da się ominąć (chyba, że robi się tak jak jeden znajomy znajomego i spędza się ją w Ameryce Południowej) trzeba ją po prostu oswoić a może i z czasem polubić. zimą można na przykład uprawiać różnego rodzaju sporty zimowe. na preriach popularne jest tzw. cross-country skiing, curling (!) czy też jazda na łyżwach. Saskatoon ma na przykład jedno z najładniej położonych lodowisk na zewnątrz, w samym centrum downtown. wstęp na lodowisko jest bezpłatny jak również wypozyczenie łyżew. przy lodowisku znajduje się mała chatka w której można się ogrzać przy piecu. bajka. a potem obowiązkowo gorąco czekolada w Starbucks :-)

dla kontrastu, lata w Saskatoonie są ciepłe, a nawet niekiedy gorące. dlatego też wiele domów i mieszkań posiada klimatyzację. przydaje się, gdy temperatury zaczynają przekraczać 30 C. całe szczęście powietrze jest tutaj generalnie suche, więc nawet przy wysokich temperaturach, można wytrzymać na zewnątrz.

Internet podaje, że liczba słonecznych dni w Saskatoonie wynosi ponad 200 w ciągu roku. nigdy nie liczyłam, ale wydaje mi się to zgodne z prawdą. deszcz nie pada tu tak często, na pewno znacznie rzadziej niż w Hamburgu, w którym lało prawie non stop. ech, nie ma to jak spacer nad rzeką w pełnym słońcu i roziskrzonym śniegu przyjemnie skrzypiącym pod nogami.

Saskatoońska polonia jest głównie skupiona wokół polskiego kościoła. nie jestem osobą wierzącą i w zwiazku z tym, kontakt z tutejszą polonią mam nieco ograniczony. za to często bywam w polskim sklepie Pana Waldka, który własnoręcznie robi kiełbasy i inne mięsiwa, palce lizać!

mieszkamy w Sasktoonie ponad cztery lata. w ciągu tego czasy przeszliśmy różne etapy. na początku była fascynacja nowością i odmiennością, póżniej przyszło rozczarowanie i tęsknota za europejskością. w miarę upływu czasu miasto dało się jedank oswoić. nie jest to moje miejsce na ziemi, ale lubię je. czasami. zwłaszcza, gdy niebo mieni się różnymi odcieniami czerwieni tuż przed zachodem słońca, gdy zorza polarna rozzieleni granat nieba, gdy letnim wieczorem schłodzone powietrze zaczyna pachnieć skoszoną trawą, gdy oddech powietrzem tak mroźnym daje poczucie, że się naprawdę żyje, gdy mijana osoba na ulicy uśmiechnie się bez powodu i gdy płatki śniegu leniwie tańczą za oknem, a my siedzimy w naszym własnym domu i patrzymy jak pięknie rośnie nam syn tu własnie urodzony, i jak pięknie uśmiecha się w uśmiech naszych oczu.

tam dom mój, gdzie serce moje.

——————————-

w komentarzach dodałam trochę informacji o atrakcjach dla dzieci w Saskatoonie.

22 responses so far

22 Responses to “moje prywatne Saskatoon”

  1. hjustonon 11 Oct 2009 at 5:27 am

    pieknie napisalas. najbardziej podobalo mi sie: czas w Saskatoon płynie zdecydowanie wolniej niż w Krakowie ;)
    u nas jest podobnie tylko, ze przez wieksza czesc roku jest goraco. dni z temperatura ponizej zera mamy 0.
    ja tesknie za sniegiem. kupilismy ostatnio przyczepke na rower (btw kanadyjska) i mozna ja przeksztalcic w sanki. no ale gdzie my znajdziemy snieg? kiedys chyba pisalam, ze w zeszlym roku przywiezli nam snieg do houston. wywalili przed muzeum. mogly wchodzic tylko dzieci i tylko na 15 minut kazde. rodzice przychodzili z aparatami zeby uwiecznic to przezycie!
    a macie jakies zawieje i zamiecie?

  2. Agniecha Marysiaon 11 Oct 2009 at 6:59 am

    Dziekuje Ci bardzo za bloga, a te zdjecia to naprawde cos pieknego. Jak narazie mam jeszcze jedno pytanko (dzieki ze moge bez problemu pytac), mam trojke dzieciaczkow: 7,5 i 2 oprocz tego lodowiska co wspomnialas, czy sa jakies atrakcje dla dzieci, a szczegolnie w srodku. Powiem Ci szczerze, ze martwi mnie ta zima tam, szczegolnie, ze moje dzieciaki to zmarzluchy. O, jeszcze jedno, jak juz jestesmy przy dzieciach, czy moze sie orientujesz kiedy dzieci tam ida do pierwszej komunii? Zycze milej niedzieli, jeszcze raz wielkie dzieki za infos. Pozdrawiam.

  3. kobieta pracujacaon 11 Oct 2009 at 4:34 pm

    Bardzo ladny wpis, podobal mi sie zwlaszcza ostatni paragraf. I dzieki za super zdjecia!

  4. atsanikon 11 Oct 2009 at 8:39 pm

    hjuston: wspolczuje tego goracego klimatu. ja marudze na tutejsze zimy, bo zbyt dlugie, ale chyba jednak wole je od upalu. zawieje i zamiecie bywaja kazdej zimy, ale nie sa zbyt ostre. najgorsza zawieja (blizzard) byl w styczniu 2007. bardzo mocny wiatr i swiezo-napadany snieg spowodowal spadek widocznosci do zera. ludzie zostawiali auta w rowach i szukali schronienia gdzie tylko mogli. pamietam, jak radio nadawalo komunikaty od osob prywatnych, ktore dzwonily do radia z informacja, ze u nich w domu, pod takim a takim adresem czeka cieply posilek i schronienie dla tych, ktorzy akurat utkneli gdzies w poblizu. dla mnie bylo to niesamowite, taka zwykla ludzka zyczliwosc i troska, no ale preryjny lud z tego slynie. ludzie wiedza, ze pogoda moze byc tu ekstremalna i pomagaja jak tylko moga. po blizardzie miasto stanelo na dwa dni, nikt nie pracowal, szkoly byly zamkniete a niektore ulice nieprzejezdne. jak w koncu je odsniezyli to wysokosc sniegu na poboczu siegala pary metrow. to byla przygoda!

    Agniecha: jesli chodzi o atrakcje dla dzieci indoors to nie mam wielkiego doswiadczenia, bo moj dopiero co rok skonczyl, ale co nieco slyszalam. generalnie sa tzw. indoors playgrounds. najbardziej popularnym miejscem zabaw jest jednak Fun Factory. tutaj masz adres internetowy:
    http://www.thefunfactory.ca/

    poza tym biblioteki publiczne i galeria Mendel w downtown maja rozne bezplatne programy dla dzieci. na przyklad galeria Mendel ma program dla dzieci w wieku 4-12 lat, Something on Sundays. Tutaj mozesz zobaczyc program:
    http://www.mendel.ca/whatson/sos/index.html

    Tutaj masz link to pliku z opisem zajec dla dzieci prowadzonych przez biblioteki w Saskatoonie:
    http://www.saskatoonlibrary.ca/UserFiles/File/UsingTheLibrary/LibraryNews/LibraryNews_Kids.pdf

    Biblioteka publiczna to niesamowite miejsce i dosyc rozniace sie od typowej biblioteki osiedlowej w Polsce (choc moze teraz cos sie zmienilo). tutaj bibliotek to rodzaj centrum kulturalnego a dodatkowo poza ksiazkami mozna pozyczyc muzyke na CD czy filmy na DVD, i to wszystko za darmo.

    generalnie sa rowniez lodowiska w halach (czasami wolimy tam chodzic niz na to na zewnatrz, bo jakosc lodowiska jest lepsza). poza tym jest wiele hal sportowych z basenami, ktore prowadza rozne zajecia dla dzieci. tutaj masz link do pliku zawierajacego wydawany przez urzad miasta Leisure Guide. tam mozna znalezc informacje o tego typu programach:
    http://www.saskatoon.ca/DEPARTMENTS/Community%20Services/LeisureServices/Documents/leisure_guide.pdf

    Jest tez Children’s Doscovery Museum. Nigdy nie bylam, ale maja strone w internecie, wiec mozesz popatrzec:
    http://www.museumforkids.sk.ca/welcome.html

    Roznego rodzaju zajecia dla dzieci prowadzi tez saskatoonskie zoo:
    http://www.saskatoonzoosociety.ca/natpack.htm

    Dla najstarszego dziecka moze byc ciekawa wycieczka do uniwersyteckiego obserwatorium astronomicznego. bodajze w kazda sobote miedzy 19.30 a 21.30 mozna sie tam wybrac i poogladac niebo przez teleskop, nigdy nie bylam, ale slyszalam od mojej szefowej, ze fajna sprawa. tutaj znalazlam link do nich z godzinami otwarcia (tzw. public viewing):
    http://physics.usask.ca/observatory/hours.htm

    a tak generalnie to polecam te strone prowadzona przez mame z Saskatoona, ktora regularnie zamieszcza inforamcje o roznych atrakcjach dla dzieci:
    http://www.saskatoonevents.com/

    to chyba tyle co mi przychodzi do glowy. generalnie nie martwilabym sie, ze dzieci zmarzluchy i nie beda mialy co robic. chyba kazde dziecko lubi zabawy na sniegu, lepienie balwana, sanki itp. a tutaj tego typu mozliwosci sa, bo zwykle w zimie jest snieg :-)

    pisalas, ze mieszkaliscie w Angli. a dzieci mowia/rozumieja po angielsku?

    mysle, ze nie ma co sie martwic na zapas. Saskatoon jest swietnym miejscem dla rodziny z dziecmi. najwazniejsze jest auto a reszta sie jakos ulozy, niestety bez auta zyje sie tu ciezko.

    co do komunii nie pomoge, bo nie wiem. najlepiej pewnie skontaktowac sie bezposrednio z ksiedzem z polskiego kosciola.
    tutaj masz strone z adresem i telefonem do polskiej parafii:
    http://www.biblioteka.info/saskatoon/

    powodzenia!

  5. atsanikon 11 Oct 2009 at 8:40 pm

    kobieta pracujaca: dziekuje pieknie!

  6. kwon 11 Oct 2009 at 11:08 pm

    Bardzo fajny opis.
    A jak u Was wygląda komunikacja miejska? Mniejszosci etniczne? Jakieś nietypowe potrawy miejscowej kuchni?

  7. kwon 11 Oct 2009 at 11:25 pm

    Zdjęcia też bardzo ładne:)
    Tak sobie myślę, że poza zorzą polarną to właściwie ma wiele cech wspólnych z Tornto. Oczywiście jest mniejsze i tak dalej, ale kampus uniwersytecki też w neo-gotyku, śniegu tak samo dużo, tu jezioro tam rzeka, ptaki, dekoracje, domki i tak dalej. Nawet kable do samochodów znajome… Innymi słowy, Kanada:)

    Prerie się teraz rozwijają na potęgę, więc pewnie miasto też się rozrośnie. Rząd prowincjonalny funduje teraz specjalne stypendia dla absolwentów, którzy chcą się przenieść do Saskatchewanu i zamieszkać tam na dłużej. Pewnie sporo ludzi skorzysta, zwłaszcza, że w południowym Ontario robi się bardzo ciasno. Czasem wielkość Toronto mnie przytłacza, zwłaszcza kiedy stoję w korkach na autostradzie. Cieszę się, że mieszkamy blisko centrum i do pracy możemy jeździć metrem, bo nie wyobrażam sobie codziennych korków, tłoku i tracenia godzin w aucie. Toronto jest też makabrycznie rozległe. Miasto ma 630 km2 ale GTA (Greater Toronto Area), czyli metropolia torontońska z przyległościami, to już 7125 km2 i 5.5 miliona mieszkańców. Czasem mniejsze miasta mają sporo plusów, łatwiej na przykład wyjechać w przyrodę. W okolicach Toronto jest mnóstwo parków i rezerwatów, ale żeby wyjechać poza zabudowania miejskie musimy najpierw przejechać prawie 60 km:)

  8. Agniecha Marysiaon 12 Oct 2009 at 12:58 am

    Atsanik, jeszcze raz dziekuje, za informacje, no rzeczywiscie jesli sie juz tam znajdziemy to dzieciaki sie nudzic nie beda, szczegolnie podoba mi sie wizja lyzw, bo chcialabym zeby sie nauczyly, mam nadzieje ze uda mi sie jeszcze nauczyc je tutaj na nartach, a mieszkam blisko gor to moze niebedzie to takie trudne. Teraz mieszkam w Rabie Wyznej niemam pojecia czy moze wiesz gdzie to jest, 15minut od Nowego Targu,a do krakowa, jak niema korkow to mam niecala godzinke. Tez jestem ciekawa jak tu wyglada zima, bo ostatnia spedzilam tu jakies 14 lat temu, 14 lat temu wyjechalam do stanow i poltora roku temu wrocilam zpowrotem, ale z mezem troszke sie rozczarowalismy polska, wydawalo nam sie ze bedzie lepiej, wiec wyjechalismy do Anglii, tam niebylo lepiej, wiec ja jestem teraz w Rabie, a maz wyjechal do Saskatoona na kontrakt jako kierowca, za jakies kilka miesiecy bedzie skladal papiery na pernament resident, niemysle, ale znasz moze kogos kto w ten sposob zalatwial sobie papiery w saskatoon? bo jestem ciekawa ile to mniej wiecej zajmuje. Te dwie starsze jak narazie angielski znaja i mam nadzieje ze przez ten rok niezapomna. Pierworodna- Virginia chodzila do preschool w stanach i skonczyla pierwsza klase w anglii, druga-Victoria chodzila do zerowki w anglii wiec tez zalapala, a najmlodsze-Vivian, to dopiero uczy sie rozmawiac po polsku, ale przy dwoch starszych siostrach mowiacych po angielsku mysle, ze niebedzie problemu. Jeszcze raz wielkie dzieki, za wszystkie informacje, widze ze jestes dosc zorientowana we wszystkich sprawach, wiec chyba trafilam na super osobe, ktora mieszka w saskatoon. O a propo, gdzie mieszkacie? jesli oczywiscie mozna zapytac, w saskatoon czy na przedmiesciach. Pozdrawiam, pa.

  9. atsanikon 12 Oct 2009 at 7:57 pm

    kw: moze wymaszcze jeszcze jednego posta o toonie ;-)

    Agniecha: w ladnuch oklicach mieszkacie teraz.

    wow, 14 lat poza Polske i wrociliscie, podziwiam za odwage. a kiedy Wy sie wybieracie to Saskatoona?
    My mieszkamy na przedmiesciach, dzielnica Lakewood, dwa lata temu kupilismy nowy townhouse. nie jest to moje wymarzone lokum, ale chcielismy cos wlasnego, a ceny poszly do gory i tylko na to bylo nas stac. to byl taki “safe choice”. mi sie marzyl 100 letni dom w starej dzielnicy, blizej centrum, ale to na co moglismy sobie pozwolic wymagalo remontu, a na to juz nie bylo pieniedzy… moze kiedys…

    Fajnie, ze dzieci mowia po angielsku, bedzie im na pewno latwiej.

    A tak w ogole, to chcialam dodac, ze ja tez zmarzluch jestem, ale jakos zyje tu i nawet te zimy mnie ciesza, to znaczy do czasu ;-) pod koniec lutego mam juz zimy serdecznie dosc.

    pozdrawiam cieplo.

  10. kwon 12 Oct 2009 at 9:52 pm

    No a my kupiliśmy stuletni dom blisko centrum i teraz właśnie nie mamy na remonty:) Ale co tam, może kiedyś… Swoją drogą to mi się marzy taka stara willa z kominkiem i witrażami, jest takich mnóstwo w Toronto, ale to też poza naszym zasięgiem. Ale wszyscy musimy od czegoś zacząć, no nie? A więc głowy do góry. Ważne, że mamy gdzie mieszkać.

  11. atsanikon 12 Oct 2009 at 10:06 pm

    kw: to prawda, jak tak marudze to djmoose mowi mi, ze gdybym byla w Polsce, to bym takich problemow nie miala, i cieszylabym sie 40 m2 mieszkaniem w TBS (bo takowe mielismy swojego czasu ;-))

  12. atsanikon 12 Oct 2009 at 10:52 pm

    Agniecha: a propos permanent residence, mysmy dostali nasze dwa lata temu. startowalismy z federalnego programu skilled-worker. twoj maz bedzie aplikowal z prowincjonalnego czy federalnego? przypuszczam ze z prowincjonalnego, bo pisalas, ze maz jest kierowca, a Saskatchewan ma w swoim programie imigracyjnym odrebny program dla Long Haul Track Drivers http://www.immigration.gov.sk.ca/trucker/

    nam cala procedura zajelo 15 misiecy, ale tylko dlatego, ze wyslano mnie na egzamin z angielskiego, generalnie moglo byc szybciej. slyszalam, ze Ci ktorzy startuja z programu prowincjonalnego dostaja jeszcze szybciej.

  13. kwon 13 Oct 2009 at 9:12 am

    Kierowców chyba niestety nie biorą z federalnego. Jak wielu innych ludzi z zawodami w których jest w Kanadzie praca. Za to prowincjonalny jest zwykle o wiele szybszy, więc powinni te papiery przerobić migiem. Powodzenia!

    Na egzamin wysylaja zwykle wszystkich kandydatow na skilled worker. M. tez musiala isc, choc miala bardzo dobre wyniki z TOEFLa (to ona byla glownym aplikantem). Z drugiej strony moze trudno sie fedom dziwic, bo jak maja sprawdzic czy ktos zna angielski.

    Atsanik, ten wpis o copyright to tam zawsze byl w rogu na gorze czy teraz sie pojawil? Mialas jakies powody czy tak na wszelki wypadek wstawilas? Brzmi groznie:)

  14. atsanikon 13 Oct 2009 at 10:27 am

    kw: wstawilam niedawno, eee, nie mialam zadnych szczegolnych powodow, tak na wszelki wypadek, choc obawiam sie, ze na wiele to sie nie zda.

  15. Bosastopkaon 15 Oct 2009 at 3:51 am

    Piękny opis :-) Końcówka naprawdę poruszająca :-) Podziwiam osoby mieszkające tak daleko od rodzinnych stron. Wiem, że mnie też to czeka, bo mój M dostał propozycje pracy po studiach (już za 1,5 roku!!!) w Norwegii na stałe i pewnie z tej szansy nie zrezygnujemy. Tym bardziej, że już tam parę razy byliśmy i bardzo nam się podobało. M jest w stałym kontakcie z tą firmą i robi im projekty na zlecenie na razie, a później… przeprowadzka jak wszystko się ułoży. Na razie o tym za wiele nie myślę, jeszcze czas, ale jak czytam blogi osób mieszkających za granicą dłuższy czas to zastanawiam się czy i ja dam radę. Tyle zmian!!!
    Pozdrawiam cieplutko!!

  16. Karinaon 15 Oct 2009 at 11:19 am

    Mi równiez opis sie bardzo podoba! Ze zdjec Saskatoon wyglada całkiem ładnie, choć zima brzmi groznie, to do wszystkiego mozna sie przyzwyczaic. A i fajnie, ze macie polski sklep, polska kielbasa taka swojska jest super, nawet dzis sobie kupiliśmy do zapiekanki:). Ja robie taką zapiekanke z ziemniaków w plasterkach+polska kiełbasa+boczek+cebula+papryka+przyprawy i to dusze, bardzo smaczne:) – znacie taka potrwę?, bo malo Polaków to zna… Pozdrawiam

  17. atsanikon 15 Oct 2009 at 12:48 pm

    pieknie dziekuje :-)

    Bosastopka: dasz, dasz :-) Nigdy nie bylam w Norwegii, ale slyszalam, ze pieknie, choc podobno drogo.

    Karina: racja, do wielu rzeczy mozna sie z czasem przyzwyczaic… Pan Waldek robi rozne kielbasy, polska swojska tez, ale ja najbardziej lubie wegierska i polska surowa (ale tylko z nazwy surowa), obie sa wedzone, przychota! nigdy nie jadlam takiej zapiekanki, ale brzmi smakowiecie :-)

  18. G.on 19 Nov 2009 at 2:52 pm

    Hej! Zimy tutejsze sa niezwykle malownicze i uwielbiam je. Zwlaszcza, gdy nie musze wychodzic na dwor i moge poprzestac na patrzeniu przez okno :D
    Zarty, zartami, ale wcale nie jest tak zle, bo przy suchym klimacie i duzej ilosci slonca nawet -30 mozna bez problemu zniesc. A -20 to juz czysta przyjemnosc :)
    I potwierdzam, ze zycie biegnie tu niespiesznie a ludzie sa bardzo zyczliwi.
    I mnie osobiscie bardzo to odpowiada, zwlaszcza, gdy wezmie sie pod uwage ostatnie zdania tego wpisu blogowego, pod ktorym i ja sie podpisuje :)

    Dla dzieci duzo zajec organizuja tzw Community Associations – moi chlopcy, gdy byli mali grali w organizowanych przez nasze Community Association druzynach pilkarskich i koszykarskich.
    Poza tym uwielbiali zima chodzic na baseny, lodowisko (sa i kryte lodowiska), kregle.

    A Polakow troche tu jest. I na campusie tez mozna ich spotkac.
    I zdaje sie, ze nawet moglybysmy sobie reka pomachac, bo ja CLS codziennie z okna w pracy ogladam :)

    Pozdrawiam
    G. (sasiadka z poludniowo-wschodniej dzielnicy Miasta Mostow :D – tez na L. sie zaczyna)

  19. atsanikon 19 Nov 2009 at 10:54 pm

    G: witam sasiadke :-) milo, ze ktos z toona tu zaglada :-) pozdrawiam cieplo!

  20. G.on 20 Nov 2009 at 9:28 am

    Hej, ja tez serdecznie pozdrawiam.
    Ucieszylam sie bardzo trafiajac na twego bloga, bo to pierwszy na jaki natrafilam (a moze i jedyny?) polski blog z naszego miasta.
    Pozwolisz, ze bede tu zagladac i odezwe sie od czasu do czasu? :)
    Milego dnia i weekendu zycze :)

  21. atsanikon 20 Nov 2009 at 3:04 pm

    G: bardzo mi milo raz jeszcze :-) zagladaj jak najczesciej, ostatnio mam sporo pracy i klopotow zdrowotnych synka i jakos mi nie po drodze do pisania, ale zbiore sie moze juz niedlugo.
    rowniez zycze milego weekendu :-)

  22. Nowak Janon 17 Jun 2010 at 5:40 am

    Piękny opis miasta. Pozdrawiam Jan

Trackback URI | Comments RSS

Leave a Reply