Sep 29 2009
away we go – at last

w końcu udało mi się obejrzeć (trailer jest tu, a tutaj recenzja kw – polecam, jeśli ktoś jeszcze nie widział). czekałam z niecierpliwością na dvd. i się nie zawiodłam. świetny scenariusz, zabawne dialogi, rozmowy, o sprawach błahych, o trudnych sprawach, o dzieciach, o byciu rodzicem, o byciu razem. ścieżka dźwiękowa mnie urzekła a utwór Alexi Murdocha All my days po prostu porwał.
jeden z lepszych momentów filmu, jak dla mnie, to Montreal.
a ten oto cytat o rodzinie (a szczególnie jego pogrubiona część, bo my też wstajemy o 5:30) rozłożył nas zupełnie – jakby ktoś o nas mówił.
It’s all those good things you have in you. The love, the wisdom, the generosity, the selflessness, the patience. The patience! [...] When you blink, when you blink! And it’s 5:30 and it’s time to get up again and you know you’re going to be tired all day, all week, all your fucking life. And you’re thinking what happened to Greece? What happened to swimming naked off the coast of Greece? And you have to be willing to make the family out of whatever you have.
teraz tylko czekam na zamówioną płytę ze ścieżką dźwiękową… i tak się zastanawiam, a propos filmu, gdzie jest to nasze miejsce na ziemi…
tez sie podpisuje pod tym cytatem… :) niby spie juz przez cale noce, ale wciaz tired… :)
gmyzka: my niby tez cale noce, tzn. cale noce to przesypia Ben, my idziemy spac kolo polnocy, wiec w sumie nic dziwnego, ze o 5:30 padam ;-) a film widzialas?
Cieszę się, że Wam się podobało. Muzyki przez kilka dni też słuchałem na okrągło:)
Scena w Montrealu chyba rzeczywiście jest najlepsza, choć w sumie wszystkie bardzo mi się podobały. To jeden z tych filmów, które mają dar zbliżania ludzi, przynajmniej u nas to tak działa. A propos, dzisiaj czytałem recenzję w Metro i wydaje mi się, że facet, który to pisał zupełnie nie zrozumiał przesłania filmu, ale to mnie akurat nie dziwi, bo zwykle to co w Metro ma pięć gwiazdek nie nadaje się do oglądania…
http://www.metronews.ca/toronto/Entertainment/article/324756–dvd-pick-away-we-go
Jeszcze nie, ale po Twoim wpisie na pewno wkrotce zobacze ;)
:-) Mam nadzieję, że gadziny z poprzedniego wpisu się uspokoiły i nie dadzą prędko o sobie znać.
O filmie nie słyszałam jeszcze u nas. Znalazłam kilka wpisów na necie więc może w kinach niedługo się pojawi :-) Chętnie zobaczę. Zapowiada się naprawdę ciekawie. Lubię blogowanie, człowiek tyle rzeczy poznaje :-)
Pozdrawiam cieplutko!
Bosastopka: Benek juz prawie dobrze, u nas niestety ciagle sie wlecze… ja tez lubie blogowanie, z tego i wielu innych wzgledow tez, pozdrawiam cieplo!
Po Twojej recenzji film obejrzałam i mnie zachwycił. Najbardziej mnie rozśmieszyła scena z wózkiem i jak on ją straszył znienacka a potem mierzył tętno płodu :). Przekaz niesamowity, dający do myślenia.
Aneta: ciesze sie, ze Ci sie spodobal. scena z wozkiem tez mnie rozsmieszyla, tak samo te z badaniem tetna plodu ;-) naprawde dobry film. mogliby nakrecic teraz kontynuacje, o tym jak to jest juz z dzieckiem ;-)
To samo powiedział mój mąż, że film aż się prosi o kontynuację.
ja przepraszam, ale mozecie mi wyjasnic co sie wam tak bardzo podobalo w tej scenie w montrealu?
film obejrzalam wczoraj. sciezka dzwiekowa rzeczywiscie niezla. idealna do jazdy samochodem. bardzo spokojna. scena z wozkiem fantastyczna. przypomniala mi odcinek married with children, w ktorej al bundy przebrany za mikolaja powiedzial dziecku sasiadow, ze mial dla niego kucyka ale ojciec dziecka go zamordowal.
film lekki i przyjemny i bardzo realistyczny.
hjuston: moge Ci tylko napisac dlaczego mnie sie podobalo. bo scena z Montrealu odzwierciedla moj swiat, moje marzenia, wyobrazenia, nadzieje i ludzi, z ktorymi sama moglabym nawiazac przyjazn. bo jest w niej rodzina, ale taka z lekka zwariowana, bo jest miasto, w europejskim stylu, ktore zyje noca, bo jest para przyjaciol, z ktorymi choc nie widzialam sie wieki, moge rozmawiac tak jakbym widziala sie z nimi dopiero co wczoraj. bo jest w tej scenie jakas prawda (dla mnie), w przeciwienstwie na przyklad do sceny z Phoenix, gdzie z takimi ludzmi jak w tej scenie nie mialam nigdy do czynienia, w przeciwienstwie do sceny z Montrealu. i na koniec, bo oprocz tego szczescia rodzinnego, jest tez ukryty dramat, jak to czasami w zyciu bywa… czasami nie jest prosto wyjasnic dlaczego cos Cie urzeklo…
acha, rozumiem. ja bym chyba nie nazwala tego scena z montrealu, bo scena jest znacznie krotsza. scena mozna chyba bylo nazwac scene z wozkiem, a w montrealu to bardzie byla cala historia ;) stad nieporozumienie.
no ale moge sie tez pod tym podpisac i powiedziec, ze mi montreal pasowalby najbardziej, choc przyznam ze geograficznie tuscon jest swietne.
hjuston: no fakt, scena, to raczej z wozkiem. a tak z ciekawosci, Tuscon geograficznie bo? Arizona (parki narodowe, ciekawy krajobraz itp)? czy to, ze blizej do Kalifornii, czy to ze calkiem blisko do Meksyku? jak dla mnie za goraco ;-) W Kanadzie najbardziej odpowiada mi wschodnia czesc, w Vancouver za duzo leje, a Calgary, choc blisko gor, to tez nie jest wielka metropolia z bogatym zyciem kulturalnym, choc moze sie myle? czy czyta ktos te moje wypociny z Alberty? moze sie odezwie…
ciekawy krajobraz, piekne zachody slonca i fantastyczne burze ;) mam tez tam kilku znajomych i zaden z nich nie przypomina tej szalonej kobiety z phoenix. goraco owszem, ale suche goraco to nie to samo co wilgotne. 100F w arizonie jest o wiele lepsze niz 100F w houston.
hjuston: szalona kobieta z phoenix to bylo extreme. ciekawa jestem, czy takie istnieja naprawde ;-) przejezdzalismy kiedys przez Arizone w czasie naszej podrozy przez usa. krajobrazy przepiekne, tego brakuje mi tutaj najbardziej. to prawda z tymi suchym goracem, gdy mieszkalismy w hamburgu, czasami bywalo goraco w lecie, ale zawsze z duza wilgotnoscia, chwila na zewnatrz i juz trzeba bylo sie przebierac i brac prysznic. chyba juz wole te -40 C ;-) a czy Wy tak na stale w Houston?
nie sadze. mamy nadzieje, ze meza wysla gdzies indziej za rok. albo chociaz spowrotem do anglii.