ależ ten czas leci, jak szalony. jadąc dzisiaj do pracy zobaczyłam, że kanadyjskie gęsi znów zaczynają zbierać się na polach. nieuchronnie zliża się jesień… a to już rok mija odkąd obwieszczono nam, ze Benek (zwany jeszcze wtedy Grochem) wybiera się na drugą stronę brzucha o siedem tygodni za wcześnie. wróciliśmy zszokowani do domu, i chociaż było południe, poszliśmy spać, ze stresu najpewniej. nie ma to jak zasnąć i zapomnieć, czasami działa. wszyscy nasi znajomi byli wtedy daleko na wojażach europejskich. nie było z kim oswajać strachów z wielkimi oczami. ot, cena emigracji. skończyło się więc na płaczu na ramieniu mojej szefowej, dobra z niej kobieta…
wytrzymałam w dwupaku jeszcze dwa tygodnie, może dałoby dłużej, ale brak objawów zbliżającego się porodu uśpił naszą czujność i dzień przed godziną zero, zamiast leżeć z nogami zawiązanymi w supełek, wybraliśmy się na podglądanie kanadyjskich gęsi, które wczesną jesienią zbierają się na pobliskich polach, żeby obgadać plany ucieczki.
gęsi nam wtedy dopisały, i sokoły również, pamiętam nawet, że miałam plan opisania tego co widzieliśmy na blogu, ale już nie zdążyłam. wieczorem zaczeły sie skurcze. po telefonie do HealthLine (btw, niesamowita sprawa w Kanadzie, bo nie wiem czy nasi południowi sąsiedzi też coś takiego mają. linia telefoniczna dostępna 24/7, a na drugim końcu linii miła pielęgniarka, która pomoże w interpretacji objawów i zadecyduje, czy warto jechać na emergency, czy jeszcze nie) noc spędziliśmy w szpitalu, romantycznie dzieląc jedno wąskie łóżko, jak za czasów studenckich. rano wysłano nas do domu, bo nic się nie działo. do czasu. wróciliśmy, zapakowaliśmy torbę, mąż ugotował makaron, zeszłam na dół, usiadłam na krześle… i już wiedziałam, że czas się zbierać. był piątek, dwunastego września, gdzieś może pierwsza po południu. Benka powitalismy po drugiej stronie brzucha szesnaście godzin później.
a dziś to małe zawiniątko, które dostałam do potrzymania po prodzie, już prawie samo chodzi (!), trochę rozumie co się do niego mówi, potrafi naśladować dźwiękowo krowę i kurę, samo się karmi małymi przekąskami, i nas nimi karmi również, śmiesznie przyciągając jedną ręką nasz podbródek, a drugą wdzięcznie wpychając coś nam do buzi. a na dodatek już niedługo zostanie przedszkolakiem, bo w końcu udało nam się dostać miejsce w pobliskim daycare.
patrzę na Bena i nie mogę się ciągle nadziwić. cud natury. jak te małe ryby, z którymi pracuję, a które na moich oczach, w przeciągu 36 godzin, zmieniają postać z embrionalnej na larwalną. coś, ktoś, jakby z niczego, a przynajmniej czegoś bardzo małego i nagim okiem niewidocznego. niesamowite, niepojęte, choć ja, wydawać by się mogło, nie powinnam tak mysleć, bo z naukowego punktu widzenia, to żadne cuda przecież ;-)
zebrało mi się na wspominki…
a to te gęsi z rocznym opóźnieniem.



Fajne wspominki, takie szczególne. Wszystko skończyło się dobrze, a to najważniejsze. Mnie też nigdy nie przestaje zadziwiać nowe życie – z niczego coś.
Aneta: dzieki! to prawda, wszystko skonczylo sie dobrze, na szczescie :-) no wlasnie, ten cud zycia mnie zadziwia :-)
Ładne bardzo wspominki. I zdjęcia też. Jakoś tak ciepło-jesiennie-nostalgicznie się zrobiło:)
No z naukowego punktu widzenia nie cuda, ale jednak trudno te przemiane komórek w małego człowieka ot tak czysto naukowo interpretować.
—-
PS. Dziękuję z góry za płyty. Ja jeszcze nie miałem się kiedy czasu tym zająć.
kw: pieknie dziekuje :-) u nas juz jesien nadchodzi, liscie zolcieja, rano na polach sciele sie mgla… no i te gesi…
a co do plyt, to nie ma sprawy, wiem jak to jest. daj znac, jak przesluchacie te od nas, czy cos z tego co poslalismy Wam sie spodobalo. pozdrawiam :-)
Ladne wspominki, dzieki za podzielenie sie ;) I za ladne zdjecia ;) Pozdrawiam serdecznie!
Ładny wpis i zdjecia. Bardzo lubie ptaki:) Pozdrawiam i zycze milego weekendu!
kobieta pracujaca i Karina: dzieki i pozdrawiam serdecznie!
Juz rok… niewiarygodne,… jakbym wczoraj czytala twoje posty, ze porod tuz, tuz…
gmyzka: no wlasnie! tez jakos ciezko mi to pojac ;-)
PS I super, ze przedszkole sie znalazlo! Kiedy Ben zaczyna? Thomas ma settling down week 28 wrzesnia – 2 paz. Od 5-tego pazdziernika juz na pelen etat…
Witam serdecznie! Jestem w 29 tygodniu ciąży i już od ponad tygodnia tylko leżę. Mając tyle wolnego czasu – buszuję po necie. I tak trafiłam tutaj :-) Twoje wspomnienia bardzo mnie poruszyły. Jak sobie pomyślę, że to wszystko przede mną… ;-) Jeśli pozwolisz będę częściej zaglądać na Twoja stronkę.
Pozdrawiam Ciebie i rodzinkę!
P.S. Cudowne zdjęcia!! Muszę koniecznie pokazać mojemu M. Zawsze marzył o wyjeździe do Kanady, miał tam nawet propozycję pracy. Całe szczęście został, bo inaczej bym go nie poznała ;-)
gmyzka: juz zaczal, chlip, chlip ;-) na razie nie na pelny etat, tylko na pare godzin dziennie z dochodzacym co jakis czas tata (i tak pewnie przez nastepny tydzien, dwa). wczoraj po raz pierwszy spal w przedszkolu, i o dziwo, przespal 40 minut, choc tam znacznie glosniej niz w domu, za to w nocy zbudzil nam sie dwa razy z placzem, choc od siodmego miesiaca przesypial cale noce, no nic, zobaczymy… poczatki sa zawsze ciezkie… szybko nam dzieci wyrosly…
Bosastopka: witam na moim blogu :-) zagladaj jak najczesciej :-) pamietam jak ja lezalam te dwa tygodnie, tez buszowalam po internecie, tylko, ze nawet z laptopem ciezko bylo, bo brzuch juz byl duzy i przyslanial mi ekran ;-)
ide poczytac do Ciebie :-) pozdrawiam cieplo. trzymajcie sie oboje! 29 tydzien to juz tuz tuz :-)
Troszkę inaczej przebiegało to u nas… Ale ważne że i nam i wam tak pięknie się zakończyło :)
Ami nie naśladuje jeszcze dźwięków, ale uwielbia gdy my to robimy :)
patekku: zawsze jestem pod wrazeniem, jak takie maluchy jak nasze (a Ami szczegolnie, bo jednak znacznie mniejsza byla) pieknie nadrabiaja wszelkie zaleglosci wczesniacze. niesamowite. duzo szczescia dla Amelki raz jeszcze :-)