Jul 22 2009
open road
czy ja nie pisałam w zeszłym tygodniu, że Waskesiu jest ble? przyznaję, pisałam, ale jest to jedyne miejsce nie tak daleko od Saskatoona (bo tylko 2.5 gdziny jazdy samochodem), gdzie można wypocząć, pomoczyć kończyny w czystej wodzie, no i jakby nie było, odwiedzić park narodowy.
ponieważ mamy w niedalekich planach mały road trip z Benkiem, więc stwierdziliśmy w sobotę, że dobrze by było wybrać się z naszym maluchem na tzw. test run, co by to przetestować jak mały się sprawdza w dalszych trasach. zdecydowaliśmy się więc na Waskesiu.
Waskesiu to typowo letniskowa miejscowość w centrum Prince Albert National Park, położona nad jeziorem o tej samej nazwie. latem przyjeżdża tu chyba całe Saskatchewan. zimą miasteczko jest wymarłe. otwarty jest tylko jeden hotel. byliśmy tam dwa razy zimową porą i za każdym razem przypominał mi się film The Shining ;-)
bywamy w Waskesiu dość często (zainteresowanych zapraszam do mojej galerii), ale jeszcze nigdy nie widzieliśmy tyle insektów wszelakiej maści co w ostatnią sobotę. całe szczęście insekty fruwały sobie tylko w okolicach zalesionych, więc przynajmniej nad jeziorem można było się zrelaksować.



dopiero po powrocie do domu, znaleźliśmy na stronie weather network tzw. bug report, z wymienionymi gatunkami owadów i ich nasileniem. dobrze, że dopiero po powrocie, bo, jak się okazało z lektury tego raportu, większość tych paskud może gryźć.
w drodze powrotnej zaliczyliśmy tradycyjnie scenic drive, na którym to kiedyś udało nam sie spotkać czarnego niedźwiedzia. od tamtego spotkania, zawsze wypatrywaliśmy misia, ale jak dotąd, no luck. w ostatnią sobotę, zupełnie niespodziewanie, znów spotkaliśmy miśka przy drodze , może dlatego, że tym razem go wcale nie wypatrywaliśmy…
a oto nasz czarno-sobotni niedźwiedź. szkoda, że Benek przespał to spotkanie…

warto było pojechać do Waskesiu.
ponieważ Benek zdał test, już niedługo ruszamy dalej, tym razem na południe i w znacznie bardziej ekscytujące rejony. nie mogę się już doczekać, kocham te nasze road trips…
Afoot and light-hearted I take to the open road,
Healthy, free, the world before me,
The long brown path before me leading wherever I choose.
a na deser – zupełnie nie a propos i z ukłonem w stronę evek i Luisa – konkurencja do jedzenia :-)

Fajne miejsce. Takie swojskie. A turystow za duzo na zdjeciach nie widac. Nie zdazyli jeszcze dojechac?
Przesympatyczne miejsce. Cieszę się, że podróże z Benkiem są znośne i widać, że chyba mu służą. Sama jeszcze miśka na żywo nie widziałam, ale może kiedyś, bo u nas też ich sporo, zwłaszcza w górach Adirondacks.
Ania: akurat tak sie zdarzylo, ze na zdjeciach ich nie widac, ale sa sa :-) wielu z nich ma tam wlasne domki letniskowe. cale szczescie, ze park nie taki maly i mozna znalezc troche bardziej odosobnione miejsca.
Aneta: tak sobie pomyslalam o Tobie w ostatnia sobote, jak zobaczylam pare kajakarzy dobijajaca do plazy na ktorej bylismy :-) polnoc Saskatchewan to raj dla ludzi lubiacych sporty wodne, jezior pelno i dodatkowy interesujacy sytem rzeki Churchill.
fajny misiek
Nisamowite jest zobaczyc miska na wolnosci. Miski nie atakuja? A gdzie sie wybieracie?
Ola: teoretycznie czarne niedzwiedzie zywia sie tylko padlina, ale zdarzaly sie juz przypadki kiedy zaatakowaly… mysmy siedzieli w aucie ;-) poza tym ten to taki maly byl.
jedziemy w gory, generalnie okolice Glacier National Park.
no my juz Benkowi mala paczke zywieniowa szykujemy, zeby uszatym nie wyjadal ;O))))) zdjecia cool, ale ostatnie of kosz THE BEST!!! ;O) dzieki!!! pozdrówka i głaski!!!!! :O)
Nigdy nie była w Sask, ale kiedyś czytałam, że tam komary są wielkości małych psów.
:)
Mam nadzieję, że jedynie w zalesionych okolicach….
Pozdrowienia.
evek: he he ;-) pozdrowienia i glaski as well :-)
Alicja: witam na blogu. no az tak zle to nie jest. a o saskatchewanie to krazy wiele opowiesci ;-) jestem pewna ze w polnocnym Ontario jest tyle samo owadow roznej masci co i u nas. pozdr.
U nas też dużo latających gadzin, które mnie strasznie gryzą, nie ruszając męża i Małej. Dobrze że to ma po nim :)
Misio boski!
patekku: u mnie podobnie, tez tylko mnie gryza ;-) tutaj poza tym jest problem z komarami, bo niektore moga przenosic West Nile virus :-(