Jun 09 2009
pomyłka
dzisiejszy dzień zaczął sie paskudnie. a to dopiero 8 rano, wolę nie myśleć co będzie dalej…
dla wyjaśnienia, chodzi o moją pracę. generalnie badam toksyczność pewnego zwiazku. jako obiekt testowy wykorzystuję larwy pewnego gatunku ryb. wczorajszy dzień spędziłam na przygotowywaniu różnych roztworów i dodawaniu ich do moich biednych ryb. miałam na tyle dużo pracy, że niestety do domu wróciłam o dziewiątej, jak Ben już smacznie spał.
dzisiaj byłam w labie już o siódmej rano, tylko po to, żeby zobaczyć, że coś sknociłam, bo wszystkie moje ryby dawno padły :-( a nie powinny. przeprowadziłam małe dochodzenie i wszystko stało sie jasne - moja wina, dodałam za dużo tego toksycznego związku i tyle. nie wiem jak to stało, nigdy przdtem się nie myliłam. cztery dni pracy poszły na marne. ech życie…
no cóż, pozostaję mi tylko Seneka i jego słynne “errare humanum est”.
A czy larwy byly od poczatku przeznaczone do usmiercenia tym zwiazkiem?
Bardzo współczuję, to przykre. Niestety jak sama zauważyłaś wszyscy robimy błędy, pomyśl o lekarzach :/.
Ania: no generalnie nie tym zwiazkiem, ale generalnie byly do pozniejszego usmiercenia, bo ja pozniej badam na nich, gdzie ten zwiazek i w jakich ilosciach sie odklada… problem w tym, ze szkoda ich smierci na marne, ze sie tak wyraze, a poza tym mam pewien deadline przed ktorym musze zdazyc z tymi eksperymentami… ech, taki los eksperymentatora…
Aneta:no to fakt… tylko, ze ja perfekcjonistka jestem :-( i jakos tak zle mi z ta pomylka…
a krolisie chociaz poglaskane?! ;O)
no staram sie je glaskac, ale musze przyznac, ze one najwwiecej ucierpialy, i na pojawieniu sie Bena, i na moim powrocie do pracy :-( pocieszam sie, ze przynajmniej maja siebie, musze kiedys nagrac film jak Niunia czysci Szarikowi uszy, super widok :-) glaski dla Luisa!
No najgorsze sa te ograniczenia czasowe…:(, wiem coś o tym…ale myśle, ze nadrobisz to, tylko na spokojnie i bez stresu. Może rzeczywiscie warto zostac troche po godzinach w pracy… dobrze, ze masz męża na “macierzyńskim” i sie synkiem zajmie. Powodzenia życzę i pozdrawiam!!
karina: dzieki! przede mna wlasnie weekend w pracy :-( a na zewnatrz pelnia lata… ech.
Nie jesteś sama ja też w weekend pracowałam… (i pogoda w Irlandii nie najgorsza, co jest rzadkością tutaj), ale trudno takie życie:). Niedawno z Polski wróciłam i 3 ost. dni mojego pobytu byly takie upalne, ze na razie mi wystarczy gorąca w dużym mieście, ja lubie tak max do 25C i troszkę wiatru dla ochłody:). Pozdrawiam i powodzenia w badaniach!