właśnie wrociliśmy. wygrzani, opaleni, wypoczęci, z masą zdjęć, filmów i mnóstwem pozytywnych wrażeń jeśli chodzi o podróżowanie z maluchem. mieliśmy tyle różnych obaw przed tą wycieczką, ale Benek okazał się urodzonym podróżnikiem i duszą towarzystwa. w samolocie spał, rozdawał uśmiechy i zaczepiał młode studentki, hehe ;-) a już na miejscu dzielnie zniósł zmianę otoczenia i temperatury (bo Kalifornia powitała nas upalną pogodą). warto podróżować z dzieckiem. my już planujemy kolejne wypady.
niestety powrót nie obył się bez niespodzianek. mimo stawienia się na lotnisku w San Fran półtorej godziny przed planowanym odlotem, nie udało się nam odlecieć. kolejki do check-in były niebotyczne, a United miał niestety 45 minutowy cut-off. zabrakło nam pięciu minut, żeby się załapać na nasz lot. nie pomogły tłumaczenia i prośby, zostaliśmy przebookowani na inny lot i podróż wydłużyła się nam z sześciu do jedenastu godzin.
ale jesteśmy już w końcu w domu, Benek zapadł w głeboki sen, a my otwieramy właśnie butelkę czerwonego wina z Napa Valley. fajnie było i trochę szkoda, że to już koniec. ale jeszcze kiedyś wrócimy na pewno.
a oto Ben na tle Golden Gate Bridge.


no i jesteśmy w Kaliforni. we wtorek przylecieliśmy do San Francisco. Kalifornia jak zwykle powitała nas słońcem i zapachem drzew eukaliptusowych. tyle wspomnień na każdym kroku. tyle nocy nieprzespanych. tym razem jesteśmy tu pierwszy raz we trójkę. niestety dla mnie wakacje skończyły się już dzisiaj. do poniedziałku rano pracuję. ale cieszę się, że mam przynajmniej swoich chłopaków przy sobie.
już niedługo napiszę coś więcej, a na razie zapodam Wam takie oto fotki.



no i przyszło lato. nareszcie. i jak zwykle poprzedzone bardzo krótką wiosną. prognoza wygląda całkiem przyzwoicie, szczególnie na ten weekend, który ja niestety spędzę w pracy. f***. c’est la vie…

miłego weekendu drodzy blogowicze i inni podczytujący. ja idę pomęczyć moje ryby…

dzisiejszy dzień zaczął sie paskudnie. a to dopiero 8 rano, wolę nie myśleć co będzie dalej…
dla wyjaśnienia, chodzi o moją pracę. generalnie badam toksyczność pewnego zwiazku. jako obiekt testowy wykorzystuję larwy pewnego gatunku ryb. wczorajszy dzień spędziłam na przygotowywaniu różnych roztworów i dodawaniu ich do moich biednych ryb. miałam na tyle dużo pracy, że niestety do domu wróciłam o dziewiątej, jak Ben już smacznie spał.
dzisiaj byłam w labie już o siódmej rano, tylko po to, żeby zobaczyć, że coś sknociłam, bo wszystkie moje ryby dawno padły :-( a nie powinny. przeprowadziłam małe dochodzenie i wszystko stało sie jasne – moja wina, dodałam za dużo tego toksycznego związku i tyle. nie wiem jak to stało, nigdy przdtem się nie myliłam. cztery dni pracy poszły na marne. ech życie…
no cóż, pozostaję mi tylko Seneka i jego słynne “errare humanum est”.

a saskatooński to już na pewno.
postanowiłam spróbować i ja swoich sił w handlu internetowym i na popularnym tutaj portalu kijiji zamieściłam ogłoszenie o elektrycznym laktatorze na sprzedaż. nie liczyłam na wielki odzew, bo jakby nie było, to taki laktator jest przedmiotem do użytku raczej bardzo osobistego i ja na przykład takiego używanego bym raczej nie kupiła. zgłosiły sie emailowo dwie osoby. umówiłam się na spotkanie z pierwszą, która zadzwoniła. wczoraj wieczorem przygotowałam pudło z laktatorem, ogarnęłam living room i grzecznie czekałam na klientkę. w końcu pukanie, otwieram drzwi a w nich stoi ciężarna pani doktor, ta sama u której byliśmy lata świetlne temu z przedwczesnymi skurczami, i która to obwieściła nam, że Benek vel Groch pojawi się na tym świecie raczej wcześniej niż później. doktorowa od razu mnie poznała (umie się robić to wrażenie, hehe ;-) i tak przy oglądaniu laktatora, pogadałyśmy sobie o tym co było u mnie i o tym co będzie u niej. podczas rozmowy okazało się również, że mamy wspólnych znajomych.
i tak to przestałam być anonimowym sprzedawcą. teraz tylko mam nadzieję, że ten nieszczęsny laktator będzie jej dobrze służył.

About
- związkowa Yin
- Benkowa mama
- fanka zeberek
- hulająca z elektronami
- czasami melancholijna
- niekiedy sentymentalna
- wciąż poszukująca
Search
Copyright
- January 2012
- December 2011
- October 2011
- September 2011
- August 2011
- July 2011
- June 2011
- May 2011
- March 2011
- February 2011
- October 2010
- September 2010
- July 2010
- June 2010
- May 2010
- April 2010
- March 2010
- February 2010
- January 2010
- December 2009
- November 2009
- October 2009
- September 2009
- August 2009
- July 2009
- June 2009
- May 2009
- April 2009
- March 2009
- February 2009
- January 2009
- December 2008
- November 2008
- October 2008
- September 2008
- August 2008
- July 2008
Archives
Pages
- Aleksandra
- bosa stopka
- chiara76
- czekając na…
- dzienniki pewnej pani
- evek z Luisem
- from Oregon with love
- gusiook
- Jesteśmy głodni
- kobieta pracująca
- lazy hazy afternoon
- Lilybear
- mała Katie
- mała mi
- maya na zielono
- Norwegian exposure
- pani i pan Koala
- patekku
- res varia
- rozcinająca pomarańcze
- windy city
- wylęgarnia
- z syracuse