Feb 02 2009
rocznicowo i filmowo o paleniu
jutro minie rok kiedy zrobiłam test ciążowy i poinformowałam męża że “chyba się udało”.
w tym samym dniu wypaliłam swojego ostatniego papierosa. cztery tygodnie później ostatniego papierosa wypalił mój mąż, kiedy usłyszał bicie serca swojego dziecka.
ciąża okazała się dla nas obojga najskuteczniejszym sposobem zerwania z paleniem.
nie byliśmy wielkimi palaczami. na codzień wystarczało nam parę papierosów. niestety okazjonalnie pozwalaliśmy sobie na więcej, na dużo więcej. bo ten kto palił wie, że alkohol i papieros idą ze sobą w parze. a ponieważ do abstynentów nie należeliśmy, chadzaliśmy czasami do baru lub popijaliśmy co nieco w domu. nie ma to jak wieczór, kominek, dobra muzyka i lampka czerwonego merlot…
a teraz już rok bez papierosa i jakoś nie ciągnie mnie wcale. dobrze mi bez. ze mnie byłby i tak kiepski palacz przy mojej skłonności do hipochodrii, he he. pewien sentyment jednal zawsze pozostanie. ale nie do samego palenia. raczej do tych chwil refleksji czy rozmów – przy papierosie. bo u mnie z paleniem to było jak u Troya z “Reality Bites” (a propos czy ktoś pamięta ten film? – jeden z moich ulubionych):
It’s all just a… a random lottery of meaningless tragedy and a series of near escapes. So I take pleasure in the details. You know… a quarter-pounder with cheese, those are good, the sky about ten minutes before it starts to rain, the moment where your laughter becomes a cackle… and I sit back and I smoke my Camel Straights and I ride my own melt.
mam jeszcze inny ulubiony cytat z tego filmu. to ten gdy Troy mówi do dziewczyny, którą kocha:
See Lainy, this is all we need. A couple of smokes, a cup of coffee, and a little bit of conversation. You and me and five bucks.
mój mąż czasami też tak do mnie mówi, ale obecnie z pominięciem “a couple of smokes” of course ;-)
mam nadzieję, że uda nam się wytrwać w niepaleniu. bo to już rok i szkoda byłoby zmarnować taką abstynencję ;-) żeby tylko nie było tak jak w tej scence z Iggy Popem i Tomem Waitsem z filmu “Coffee and cigarettes” (polecam szczególnie dla miłośników kawy i/lub papierosów).
ciągle mam kawę przynajmniej i z tego nałogu nie zamierzam rezygnować :-)

rok czasu to niezly wynik! gratulacje!!
ja nigdy nie palilam, nawet nie sprobowalam. i nie zamierzam tego zmieniac!
ale bez kawy sie nie da, no po prostu sie nie da (choc sa tacy, co zyja bez niej – i jak oni to robia pozostaje dla mnie tajemnica ;O)
a do Reality Bites sobie powzdycham tu troche, jesli mozna ;O)
ja nie pije kawy. tylko kawe inke. jak mam.
ale dobrze, ze nie palisz. nie wyobrazam sobie wychowywania dziecka przy dymie papierosowym…
Hehehe, w ciążę zaszłyśmy w podobnym terminie i nasze dzieci podobne są do siebie, hm… ;)
Nigdy nie paliliśmy, więc nie było co rzucać, ale wina to mi brakuje… Jeszcze tylko 3 miesiące i kończę produkcję mleka ;)
Gratuluje, ze rzuciliscie. Popalalam troche na studiach dla szpanu, wiszac z okna akademika, w parku no i oczywiscie na imprezach. Szlo mi swietnie, bo zaciagalam sie od pierwszej fajki. Niestety, alkohol z papierosami wyjatkowo zle mi sluzyl (czeste spotkania z hrabia Sedesem), wiec podjelam decyzje, ze jak “nalog”, to jeden, a dobry i zostalam przy alkoholu.
Gratuluje i ciesze sie z Wami. Wlasnie patrze na efekt bycia palaczem. Na cierpienie czlowieka z rakiem pluc. Teraz, bardziej niz kiedykolwiek wczesiej patrze na palaczy jak na samobojcow i kompletnych idiotow.
dziekuję wszystkim za gratulacje! a ja gratuluję wszystkim niepalącym i tym, którzy spróbowali (i się przyznali – Ania:-) ale palaczami nie zostali :-)
i nie zrozumcie mnie źle ;-) ja tu nie gloryfikuję palenia, ani też nie twierdzę, że palenie jest cool i w ogóle ;-) palenie może zabić, to fakt. tak sobie tylko wspominam mą “młodość górną i durną” ;-)
evek: widzę, że mamy nie tylko wspólną pasję króliczą, ale również kawową, no i podoba nam się ten sam film :-) fajnie :-)
hjuston: no ja też sobie nie wyobrażam. nigdy nie paliłabym w obecności dziecka, tak jak nigdy nie paliłam w obecności ludzi, którzy sobie tego nie życzyli. i żeby nie było, popieram decyzję o zakazie palenia w miejscach publicznych.
patekku: no jakoś tak się zdarzyło ;-) mi też wina brakuje i też myślę, że pewnie jeszcze ze 3 miesiące pociągnę z produkcją. więcej nie dam rady, również ze względu na pracę.
Ania: u mnie nie było aż tak dramatycznie, choć to zależało od ilości jednego lub drugiego skonsumowanego wspólnie, że się tak wyrażę ;-)
Aneta: mocne słowa, ale rozumiem.
to ty patteku karmisz czy nie karmisz? bo ostatnio wydawalo mi sie, ze gdzies czytalam, ze nie karmisz
Hjuston: i karmię i nie karmię ;)
Ściągam sobie pokarm laktatorem i podaję jej butlą, bo nie nauczyła się ssać piersi.
Papierosow nigdy nie palilam regularnie, pare razy mi sie zdarzylo pociagnac, czesciej jednak chyba fajke wodna. W polaczeniu z alkoholem tez sieje spustoszenie, zwlaszcza ze tego tytoniu sie nie czuje bo ma taki przyjemny posmak… Ale kawy i trunkow mocniejszych trudno byloby sie tak calkiem wyrzec… Zwlaszcza jak na zewnatrz zima taka, tylko kominka nam brak.
A poza tym bardzo mi sie podoba to nowe zdjecie w naglowku. A wlasciwie to zdjecia bo widze ze w komentarzach jest inne ;)
kobieta pracująca: no właśnie ta kanadyjska długa zima w sam raz się nadaje na coś mocniejszego (i rozgrzewającego) do wypicia ;-)
a obrazki to Saskatchewan, w końcu się zmobilizowałam i ściągnełam ten stary, bo ileż można patrzeć na swój brzuch ;-)
Tak gwoli wyjasnienia to i ja w czasach studenckich w Polsce popalalam, zwlaszcza do piwa w knajpie. Bo w Polsce latwiej popalac z innymi, niz nie. Mialam takie glupie szczescie, ze sie nie wciagnelam, pomimo, ze popalalam przez dlugi okres.