ponieważ temat spaceru był poruszony i przez evek i przez hjuston, pomyślałam sobie, że może i ja pokażę, gdzie diabeł mówi dobranoc ;-)
Saskatoon (lub jak mawiają tubylcy – S’toon czy też Toon Town) jest największym miastem w prowincji Saskatchewan. co nieco o prowincji i naszym do niej przybyciu pisałam jakiś czas tu.
mimo, że jest to największe miasto w prowincji to mieszka tu tylko niewiele ponad 200 tysięcy ludzi. niezbyt imponująca liczba, ale jest to też aż 20% całej ludności prowincji.
Saskatoon stało się oficjalnie miastem w 1906. ze zdjęć z tamtego okresu widać tylko szereg indiańskich namiotów stojących na rzeką. trzeba przyznać, że w ciągu swojej ponad stuletniej historii, miasto zmieniło się ogromnie.
ze względu na własne zainteresowania muszę wspomnieć o czymś unikatowym co miasto to posiada. otóż w Saskatoonie znajduje się jedyny w Kanadzie synchrotron.
a co do miasta to sami zobaczcie. Tylko proszę nie oczekiwać mi tutaj jakiś oszałamiających architektonicznych cudów ;-) w końcu to miasto na prerii. choć podobno Saskatoon to Paris of the Prairies. hehe… ups. nie powinnam się naśmiewać, choć jestem pewna, że ten kto wymyślił to określenie to nigdy w Paryżu nie był.
no to życzę przyjemnego spaceru.
a oto rzeka płynąca przez środek miasta: South Saskatchewan River, a w tle University Bridge. i śnieg. dużo śniegu. i mróz, niekończąca się zima… hehe – taka mała dygresja ;-)

a tu poniżej to najładnejszy budynek w Toonie – hotel Bessborough, w którym podobno straszy :-o
a tu importowany z UK czerwony autobus, z którego latem sprzedają całkiem dobre lody.

a tu rzymsko-katolicki kościół w downtown.

Saskatoon to miasto mostów. Jest ich tutaj siedem. tutaj poniżej – najstarszy z nich – Victoria Bridge. jeszcze parę lat temu mieli go rozebrać, bo już z nim było kiepsko, ale jakoś zmieniono zdanie. i dobrze.

a teraz moja ulubiona ulica – Broadway Avenue. gdybym tylko miała wystarczająco dużo pieniędzy, to bym opuściła te moje nieszczęsne suburbs i przeniosła się w te właśnie okolice. Broadway to jedyna ulica tak naprawdę godna uwagi w tym mieście. to centrum życia, tu się jada, tu się pija (lub upija – hehe) i tu się szwęda po sklepikach.
a tu Broadway Roastery – kawiarnia i palarnia kawy. godne uwagi – mimo zimowej aury niektórzy siedzą na zewnątrz. brrr.
a w tym budynku mieści się chyba najpopularniejszy pub w Saskatoonie – Lydia’s.
a tutaj Broadway Avenue na ścianie jednego z budynków.
i jeszcze jeden rzut oka na Broadway:
a tu dla porównania widok z mojej sypialni. typowe prerie – płasko i ciągnik ;-) i wyjące kojoty za oknem…
i to by było na tyle – na razie ;-)

ostatni tydzień obfitował w różnego rodzaju niespodzianki. najpierw mój mąż został zwolniony z pracy (tak tak proszę państwa, światowa recesja dotarła też na prerie), a dwa dni później okazało się, że jeśli cokolwiek męczy Benka, to raczej nie zęby a uszy :-o po kolejnej ciężkiej nocy wybraliśmy się w końcu do doktora i okazało się, że mały ma po prostu zapalenie ucha. nie żadne tam ząbkowanie itp., tylko po prostu ucho, bez żadnych typowych objawów jak gorączka czy dotykanie uszu czy wyciek z uszu. no cóż, człowiek uczy się całe życie. choć babcia ciągle czeka na zęby…
a co do męża, to generalnie nie jest faktem utraty pracy szczególnie zmartwiony. i tak wybierał sie na ten swój “tacierzyński” urlop. a tak ma teraz i czas dla syna, i czas na naukę, bo egzaminy już tuż tuż. przynajmniej ja mam ciągle swoją pracę, której recesja raczej nie dotyczy (przynajmniej taką mam nadzieję, choć podobno nadzieja matką głupich, he he ;-)
a swój raport z felernego tygodnia zakończę typowo polskim powiedzeniem – oby nie było gorzej ;-)

jutro minie rok kiedy zrobiłam test ciążowy i poinformowałam męża że “chyba się udało”.
w tym samym dniu wypaliłam swojego ostatniego papierosa. cztery tygodnie później ostatniego papierosa wypalił mój mąż, kiedy usłyszał bicie serca swojego dziecka.
ciąża okazała się dla nas obojga najskuteczniejszym sposobem zerwania z paleniem.
nie byliśmy wielkimi palaczami. na codzień wystarczało nam parę papierosów. niestety okazjonalnie pozwalaliśmy sobie na więcej, na dużo więcej. bo ten kto palił wie, że alkohol i papieros idą ze sobą w parze. a ponieważ do abstynentów nie należeliśmy, chadzaliśmy czasami do baru lub popijaliśmy co nieco w domu. nie ma to jak wieczór, kominek, dobra muzyka i lampka czerwonego merlot…
a teraz już rok bez papierosa i jakoś nie ciągnie mnie wcale. dobrze mi bez. ze mnie byłby i tak kiepski palacz przy mojej skłonności do hipochodrii, he he. pewien sentyment jednal zawsze pozostanie. ale nie do samego palenia. raczej do tych chwil refleksji czy rozmów – przy papierosie. bo u mnie z paleniem to było jak u Troya z “Reality Bites” (a propos czy ktoś pamięta ten film? – jeden z moich ulubionych):
It’s all just a… a random lottery of meaningless tragedy and a series of near escapes. So I take pleasure in the details. You know… a quarter-pounder with cheese, those are good, the sky about ten minutes before it starts to rain, the moment where your laughter becomes a cackle… and I sit back and I smoke my Camel Straights and I ride my own melt.
mam jeszcze inny ulubiony cytat z tego filmu. to ten gdy Troy mówi do dziewczyny, którą kocha:
See Lainy, this is all we need. A couple of smokes, a cup of coffee, and a little bit of conversation. You and me and five bucks.
mój mąż czasami też tak do mnie mówi, ale obecnie z pominięciem “a couple of smokes” of course ;-)
mam nadzieję, że uda nam się wytrwać w niepaleniu. bo to już rok i szkoda byłoby zmarnować taką abstynencję ;-) żeby tylko nie było tak jak w tej scence z Iggy Popem i Tomem Waitsem z filmu “Coffee and cigarettes” (polecam szczególnie dla miłośników kawy i/lub papierosów).
ciągle mam kawę przynajmniej i z tego nałogu nie zamierzam rezygnować :-)

About
- związkowa Yin
- Benkowa mama
- fanka zeberek
- hulająca z elektronami
- czasami melancholijna
- niekiedy sentymentalna
- wciąż poszukująca
Search
Copyright
- January 2012
- December 2011
- October 2011
- September 2011
- August 2011
- July 2011
- June 2011
- May 2011
- March 2011
- February 2011
- October 2010
- September 2010
- July 2010
- June 2010
- May 2010
- April 2010
- March 2010
- February 2010
- January 2010
- December 2009
- November 2009
- October 2009
- September 2009
- August 2009
- July 2009
- June 2009
- May 2009
- April 2009
- March 2009
- February 2009
- January 2009
- December 2008
- November 2008
- October 2008
- September 2008
- August 2008
- July 2008
Archives
Pages
- Aleksandra
- bosa stopka
- chiara76
- czekając na…
- dzienniki pewnej pani
- evek z Luisem
- from Oregon with love
- gusiook
- Jesteśmy głodni
- kobieta pracująca
- lazy hazy afternoon
- Lilybear
- mała Katie
- mała mi
- maya na zielono
- Norwegian exposure
- pani i pan Koala
- patekku
- res varia
- rozcinająca pomarańcze
- windy city
- wylęgarnia
- z syracuse







