(jeśli kto ciekawy) to już duży chłopak :-)
czas jakby przyspieszył od 13 września zeszłego roku. to już ponad cztery miesiące odkąd Ben pojawił się po drugiej stronie brzucha. tak bardzo zmienił się mój syn w tym czasie. z małego czerwonego stworka wyrósł całkiem przystojny chłopak o błekitnych oczach.
patrzę na niego i nie mogę się nadziwić jak szybko rośnie i jak dużo już umie. tak pięknie trzyma już główkę i ciągle gdzieś się rozgląda. tak fajnie “gada” do nas i tak często się uśmiecha. czasami nawet śmieje się do mnie tym swoim śmiesznym gardłowym śmiechem. a jak się śmieje to tak szeroko otwiera paszczę, że całe dziąsła pokazuje :-)
jego dzień jest już w miarę przewidywalny, trzy drzemki (niestety coraz krótsze), trzy kupy (przepraszam wrażliwych) i masa zabawy, szczególnie pod jego ulubioną dżunglą.
dotychczas noce też były całkiem spokojne, więc nadganialiśmy z mężem zaległości filmowo-muzyczne. wieczorny rytuał kładzenia Benka do snu zaczynaliśmy od jego kąpieli w obecności mamy i taty, wycierania, smarowania (koniecznie przy śpiewie piosenek – ostatnio hitem jest “Pan Tik Tak”). później stopniowe wyciszenie, karmienie przy dźwiękach płyty Kołysanki-Utulanki Grzegorza Turnaua i Magdy Umer, trochę noszenia i już Benek spał smacznie w swoim łóżeczku gdzieś tak do drugiej w nocy. później kolejne karmienie, spanie gdzieś tak przez trzy godziny, lekkie wybudzenie, Benek do łóżka z nami i spanie tak do 7, 8 rano. po prostu bajka :-) niestety chyba idą Benkowi zęby więc i nocy stały się mniej przewidywalne. piszę “chyba” bo te idące zęby to teoria mojej mamy. ja tam w jego paszczy jeszcze nic nie widzę, ale fakt, ślini mi się biedak jak taki jeden pies mojej koleżanki ;-) no i jego łapy są ciągle w buzi.
mój syn okazuje się też być całkiem ekonomicznym dzieckiem. wzgardził super gadżetem do łóżeczka i zakochał się od pierwszego wejrzenia w ręcznie zrobionej karuzeli. widać dziecku dużo nie trzeba, trzy patyki, trochę sznurka i cztery pluszowe stworki. oby tak dalej :-)
no a generalnie – oby do wiosny :-) czy ja gdzieś kiedyś nie pisałam, że lubię zimę? to była pomyłka ;-) mam już dość tych trzaskających mrozów, siedzenia w domu i zatkanego lodem przewodu wentylacyjnego w łazience (teraz branie prysznica to jak wizyta w saunie). no i trochę mi tęskno do bycia znowu tylko we trójkę.

About
- związkowa Yin
- Benkowa mama
- fanka zeberek
- hulająca z elektronami
- czasami melancholijna
- niekiedy sentymentalna
- wciąż poszukująca
Search
Copyright
- January 2012
- December 2011
- October 2011
- September 2011
- August 2011
- July 2011
- June 2011
- May 2011
- March 2011
- February 2011
- October 2010
- September 2010
- July 2010
- June 2010
- May 2010
- April 2010
- March 2010
- February 2010
- January 2010
- December 2009
- November 2009
- October 2009
- September 2009
- August 2009
- July 2009
- June 2009
- May 2009
- April 2009
- March 2009
- February 2009
- January 2009
- December 2008
- November 2008
- October 2008
- September 2008
- August 2008
- July 2008
Archives
Pages
- Aleksandra
- bosa stopka
- chiara76
- czekając na…
- dzienniki pewnej pani
- evek z Luisem
- from Oregon with love
- gusiook
- Jesteśmy głodni
- kobieta pracująca
- lazy hazy afternoon
- Lilybear
- mała Katie
- mała mi
- maya na zielono
- Norwegian exposure
- pani i pan Koala
- patekku
- res varia
- rozcinająca pomarańcze
- windy city
- wylęgarnia
- z syracuse


