idzie odwilż

wiem, wiem, wiało już chłodem z mojego bloga, ostatni wpis ze świąt jeszcze, ale tak szybko się mnie nie pozbędziecie ;-) wracam do internetowego świata. trochę zajeło mi przestawienie się na nowy układ w domu: ja+mąż+Ben+babcia. ale jest lepiej, znacznie lepiej niż było na początku. napiszę tylko, że nie spodziewałam się, że tak cieżko bedzie być za jednym zamachem i matką i córką i żoną również. a tak w ogóle to BYLE DO WIOSNY!

na preriach epoka lodowcowa powoli ustępuje wielkiej odwilży. za parę dni ma się zrobić dodatnia temperatura (!). plusem będzie możliwość otwrzenia okien w domu, w końcu!, no i wyjście z Benkiem na jakis spacer. minusy to przede wszystkim wielka chlapa i brudne auto, do którego będzie aż strach wsiąść.

ale na razie mróz trzyma. dzisiaj nadal w okolicach -20 stopni C. a mnie, jak zwykle po świetach, dopada rodzaj winter blues, do którego w tym roku dołączyła tzw. cabin fever, bo siedzę głównie w domu. nie da rady wyjść z małym brzdącem gdy takie mrozy za oknem. siedzimy więc sobie grzecznie w domu, ja i Ben i babcia, ale czasami jest to dosyć męczące. według czytanej przeze mnie ostatnio ksiązki (Calling the Prairies Home – Mike O’Brien) mieszkańcy kanadyjskich prerii nie cierpią raczej na winter blues, bo słońca na preriach raczej zimą nie brakuje. no nie wiem, ostatnio słonecznych dni jest u nas jak na lekarstwo. a co do cabin fever, które ponoć często dotyka mieszkańców prerii, to niestety jedynem lekarstwem jest wyjście na zewnątrz i uprawianie sportów zimowych jak na przykład jazdy na łyżwach (kocham!) czy na nartach-biegówkach (też fajne i całkiem popularne na preriach, bo tu płasko że hej). generalnie super, tylko jak tu jeździć na nartach czy łyżwach, gdy na zewnątrz tak zimno, że wszystko, łącznie z ciałem delikwenta, przymarza w tempie błyskawicznym. no to sobie ponarzekałam ;-) wybaczcie.

a tak z ciekawostek tyczących się prerii to wyczytałam w wyżej wspomnianej książce, że najniższą temperaturę ciała odnotowano w 1994 u niejakiej Karlee Kosolofski, dwuletniej dziewczynki z miasteczka Rouleau w moim Saskatchewan. Karlee wyszła z domu i się zgubiła. przez sześć godzin szukano ją a temperatury sięgały wtedy -20 st C. gdy ją odnaleziono, temperatura jej ciała wynosiła podobno 14 stopni C. myślano, że Karlee zamarzła na śmierć. nieoczekiwanie, dziewczynkę udało sie uratować! prawdę powiedziwszy to jakoś ciężko w to uwierzyć, bo historia na miarę Super Expressu czy innego podobnego czytadła. z drugiej strony mieszkańcy prerii wydają mi się czasami szczególnie odporni na niskie temperatury, bo jak inaczej wytłumaczyć wychodzenie z domu w szortach przy -20 st C (mój sąsiad) czy odgarnianie śniegu w podkoszulku przy -10 st C (widziane z auta ostatnio). to pewnie efekt hartowania ciała od maleńkości. ja naszego Benia opatulam w futerkowy kombinezon przy każdym wyjściu z domu do auta, a znajomi Kanadyjczycy ubierają swą córę tylko w jeden cienki sweterek i narzucają równie cienki kocyk. no i córa ma się całkiem dobrze i nie choruje. Beniu z resztą też nie, przynajmniej na razie. i mam nadzieję, że już mu tak zostanie.

życzę wszystkim dużo zdrowia i ciepłego domu :-)

a tak wygląda Saskatoon gdy na zewnątrz trzaskające mrozy.

  








About

  • związkowa Yin
  • Benkowa mama
  • fanka zeberek
  • hulająca z elektronami
  • czasami melancholijna
  • niekiedy sentymentalna
  • wciąż poszukująca


Search



    Copyright

    Wszelkie prawa zastrzeżone. Zgodnie z ustawą o ochronie praw autorskich, cytowanie, kopiowanie, oraz wykorzystywanie zdjęć i treści tego bloga w jakiejkolwiek formie bez uzyskania uprzedniej pisemnej zgody autora podlega odpowiedzialności cywilnej i karnej.

     

    January 2009
    M T W T F S S
    « Dec   Feb »
     1234
    567891011
    12131415161718
    19202122232425
    262728293031  



Blog design by Splendid Sparrow and atsanik