hej kolęda kolęda

w domu niesie się zapach ziela angielskiego. to gotujący się barszcz. inne specjały świąteczne czekają już w lodówce. dzięki babci mamy w tym roku typowo polskie menu.

są też pierniczki

i makowiec.

wiele już świąt za mną, i tych w rodzinnym gronie, i tych z przyjaciółmi, tych w Polsce i tych poza nią. ale jeszcze nigdy nie było świąt w takim gronie jak dzisiaj. to pierwsze święta we trójkę :-)

drodzy czytelnicy, niech wasze święta będą równie niezapomniane, ciepłe, leniwe i spędzone w miłym gronie. i niech przynajmnej część ze składanych wam dzisiaj życzeń się spełni. tak jak mi się spełniła w tym roku.

miłego świętowania :-)

 




a na kanadyjskich preriach

tylko dla odnotowania, obudziliśmy się dzisiaj a temperatury znowu ekstremalne, rankiem było -50 St C z wiatrem (-37 C bez). a cały przyszły tydzień szykuje się też zimny. za to widoki za oknem jak nigdy, piękne słońce i widoczność, że ho ho, jak to na preriach…




co u nas

babcia już jest a paradoksalnie czasu jakby mniej. hm…

przestawiamy się na życie we czwórkę.

trochę się martwimy, bo mały od paru dni ma dziwne uczulenie. na tyle dziwne, że lekarz rodzinny wysłał nas na badania krwi w piątek. niestety pobieranie krwi u takiego malucha to prawdziwa trauma. potrzeba było mnie i dwóch laborantek, żeby sie udało. a żyły takiego malucha ledwo widoczne… mam szczerą nadzieje, że nie za szybko będziemy powtarzać to badanie, bo to ogromny stres dla wszystkich. wyniki na szczęście w normie, więc możemy przynajmniej wykluczyć te najgorsze choroby świata…

a na preriach – epoka lodowcowa, temperatury grubo poniżej średniej. dzisiaj nad ranem było -34 stopnie C a z windchillem -45! i tak przez następne parę dni. okna zaszronione i się nie otwierają, podobnie drzwi do domu. musimy zabierać ze sobą suszarkę do auta, żeby później móc się dostać do domu. a auto obowiązkowo włączone do prądu, inaczej rano by nie zastartował silnik.

a tu auto na prąd:

a tu 14-dniowa prognoza na prerie – brrr:

 trzymajcie się ciepło :-)




babcia globtroterka

moja mama właśnie wylądowała w Toronto :-) siostra w Krakowie i ja w Saskatoonie śledzimy na bieżąco przebieg jej podróży za pomocą flight tracker na tej stronie. nie ma to jak internet :-)

ale to jeszcze nie koniec jej drogi. za kilka godzin czeka ją kolejny lot, tym razem już tu do nas.

podziwiam moją mamę. w wieku 67 lat zdobyła się na taką odwagę, bez angielskiego i bez wcześniejszych podróży powietrznych. trzy starty i trzy lądowania w ciągu 24 godzin!

brawo Mamo :-)




zimowe słuchanie

muszę się przyznać, że mam pewną słabość do amerykańskich świątecznych piosenek. nic tak mnie nie wprawia w świąteczny nastrój jak White Christmas czy Have Yourself a Merry Little Christmas chociaż Przyjaciele Karpia z radiowej Trójki czy też Kolęda płynie z wysokości Pospieszalskich też mają pewną moc nastrojo-twórczą :-)

w zwiazku ze zbliżającymi się świętami, postanowiłam się zaopatrzyć w różnego rodzaju płyty z takową muzyką. ponieważ w Kanadzie, zgodnie z tym co opisał kw, biblioteki są pełne dóbr wszelakich, poprosiłam męża o wypożyczenie paru płyt. przytaskał różne, m.in. coś co sie nazywa Canadian Christmas, ale tę akuat nie polecam. to co chcę polecić znalazłam na jednej z płyt zupełnie przez przypadek. a był to utwór noszący tytuł River. czy słyszeliście kiedyś o nim w kontekście światecznej muzyki? bo ja nie. raczej nie ma go w typowych składankach. pewnie dlatego, że tak naprawdę to nie jest on o świętach. ten utwór tak mi się spodobał, że zaczęłam szukać jego oryginalnego autora i w ten sposób odkryłam Joni Mitchell. o Joni Mitchell słyszałam wcześniej, bo pani ta wychowała sie w moim obecnym mieście – Saskatoon, z czego cała prowincja Saskatchewan jest bardzo dumna. jeśli wierzyć temu co piszą w internecie, Joni Mitchell ciągle z resztą uważa Saskatchewan za swoją home province. nigdy jednak jej nie słuchałam.

a tutaj link z you tube dla wszystkich zainteresowanych:

utwór River, to jedna z tych piosenek, w której zakochałam się od pierwszego słuchania. podobnie było z Nights Like These mojego ukochanego Lucero czy dawno kiedys z Wonderful Tonight Erica Claptona. takich utworów mam więcej i często do nich wracam, bo przywołują wiele miłych wspomnień. takie Wonderful Tonight na przykład dostałam nagrane na kasecie (!) od mojego męża, a ówczesnego nowopoznanego kolegi licealnego, zimą ’93. i dotąd jak słucham tego utworu to widzę siebie rozmarzoną, ze słuchawkami na uszach, maszerującą wzdłuż rzeki ze szkoły do domu. a śniegu było tej zimy, że ho ho… 

a wracając do zimowo-świątecznych utworów do mogę polecić płytę Wintersong w wykonaniu innej Kanadyjki – Sarah McLachlan. w sam raz do słuchania w zimne wieczory, przy kominku i przy płatkach śniegu leniwie tańczących za oknem. ech rozmarzyłam się… miłego słuchania tej zimy :-)

  




bolesne zderzenie z rzeczywistością

muszę wprowadzić pewne zmiany na blogu. naiwna byłam. naprawdę. po przeczytaniu posta Aleksandry i Patekku już nie będę. postanowiłam usunąć z bloga wszystkie zdjęcia małego. w zamian utworzę galerię z jego zdjęciami do której można będzie się dostać wstukując hasło. jak tylko to zrobię dam znać tutaj i wszystkim których znam z mojego bloga to hasło udostępnię. przepraszam za te niedogodności, ale po prostu, tak zwyczajnie się boję. chyba żyłam dotychczas w jakiejś mydlanej bańce…








About

  • związkowa Yin
  • Benkowa mama
  • fanka zeberek
  • hulająca z elektronami
  • czasami melancholijna
  • niekiedy sentymentalna
  • wciąż poszukująca


Search



    Copyright

    Wszelkie prawa zastrzeżone. Zgodnie z ustawą o ochronie praw autorskich, cytowanie, kopiowanie, oraz wykorzystywanie zdjęć i treści tego bloga w jakiejkolwiek formie bez uzyskania uprzedniej pisemnej zgody autora podlega odpowiedzialności cywilnej i karnej.



Blog design by Splendid Sparrow and atsanik