a dzisiaj mamy spooky holiday – Halloween. i po raz pierwszy obchodzimy je w naszym domu. i w zwiazku z tym spodziewamy sie troche dzieciakow, bo jak mieszkalismy w bloku to nikt jakos nie pukal do naszych drzwi. slodyczy niestety nadal nie mamy. mam nadzieje, ze uda nam sie jeszcze cos kupic przed wieczorem. w innym razie bedziemy siedziec cicho tak jak gmyzka rok temu :-) w pracy nastraszyli meza, ze jezeli nie otworzy drzwi, to moze sie zdarzyc, ze dzieciaki obrzuca nasze drzwi jajkami :-o mam nadzieje, ze w dobie kryzysu ogolnoswiatowego, nikt jednak nie bedzie marnowal jaj jakby co.
na zadne party w tym roku sie nie wybieramy, wiec troche wspominkowo, pokaze jak to sie kiedys z dyniami zabawialismy :-)
Happy Halloween!


natchniona postem kw o Tomie Waitsie, wlaczylam sobie wczoraj Mule Variations. Ewidentnie Tom Waits dziala na mojego syna usypiajaco :-o Maly usnal na Get Behind the Mule, chociaz utwor ten niewiele ma z kolysanka wspolnego. W zasadzie to zadne typowe kolysanki na niego nie dzialaja. Najlepiej mu sie spi do dzwiekow zmywarki do naczyn i wentylatora w lazience. A oto ululany Tomem Waitsem Ben:

auto jest bardzo waznym elementem zycia kazdego kanadyjczyka. a na preriach typem auta, ktore wypada miec jest tzw. truck. pisze wypada, bo w wielu przypadkach posiadanie trucka to nie koniecznosc (bo sie na przyklad pracuje na farmie albo w firmie budowlanej), ale zwyczajna moda. ale ja nie o truckach chcialam pisac dzisiaj, tylko do czego auto mozna wykorzystac, poza oczywistym transportem siebie, tudziez innych osob i rzeczy, z punktu A do punktu B. otoz, przynajmniej na kanadyjskich preriach, auto mozna wykorzystac do – taa dam! – wyprowadzenia psa. po coz klopotac nasze dwie zbolale od siedzenia na kanapie konczyny, mozna przeciez wsiasc do auta, smycz z psem przwywiazac do trucka i wolno sobie jechac podziwiajac okoliczna przyrode. juz pare razy zaobserwowalam tego rodzaju scenke i nadziwic sie nie moge, ze niektorym osobnikom naszego rodzaju takie pomysly przychodza do glowy. zawsze wtedy marzy mi sie, aby takiego delikwenta wziac na sznurek, przywiazac do auta i przegnac po okolicznych polach, tak zeby mu sie na zawsze odechcialo tego typu pomyslow. obawiam sie jednak, ze na nic by sie to zdalo, bo jak to sie u nas mowi – sa ludzie i parapety. pozdrawiam wszystkich milosnikow czworonoznych przyjaciol :-)

jesli macie czas przeczytajcie, takie historie to chyba tylko jeszcze na kanadyjskich preriach sa mozliwe… chociaz kto wie…

marzy mi sie czasami, zeby miec tak odrobine czasu tylko dla siebie. najlepiej wieczor, lampka wina i czas, duzo czasu na odbudowanie tzw. wiezi malzenskiej ;-) i tudziez internet i blogow czytanie. moglby byc tez poranek i kawa na przyklad no i ten czas, ktorego nie ma teraz… bo maly taki sprytny, ze tylko jak wyrodna matka ucieknie do komputera, to on juz sie jej domaga z powrotem. tak jak teraz… znikam…

napisze tylko: jesli ktos zna cudowny sposob na wzdecia u malucha to bardzo poprosze bo juz padamy ze zmeczenia :-( tutejsza “swieta” woda, czyli gripe water pomogla tylko na chwile :-(
a tak poza tym to groch wazy juz 3.27 kg! i w koncu odstawiamy butle i bedziemy sie tylko cycowac.
wiem, jestem monotematyczna teraz, wiec z gory przepraszam. i postaram sie poprawic niedlugo.
no i zaczynamy dlugi “dziekczynny” weekend. w poniedzialek obchodzimy canadian thanksgiving. i jestesmy z tej okazji zaproszeni na indora i cala reszte w niedzielny wieczor. to bedzie pierwsza wizyta grocha w tzw. gosciach. mam nadzieje, ze nie skonczy sie placzem…
milego weekendu!

moja na blogu znaczy sie :-) jestem i zyje i padam z niewyspania ale za to szczesliwa i spelniona. pierwsze trzy tygodnie z malym za nami. troche ciezko bylo, bo jednak groch to jakby wczesniak i z karmieniem piersia mielismy problemy, i dokarmialismy malego sztucznie, i to nie butelka tylko taka rurka specjalna. pierwsze dwa tygodnie byly magiczne, tylko nasza trojka i zadnych wizyt. siadalismy czesto z tata grocha przy grochowym lozeczku i wpatrywalismy sie w niego nie mogac uwierzyc, ze on juz tutaj z nami na tym swiecie, a jeszcze nie tak dawno nawet go nie bylo, ba, nawet mysli o nim nie bylo ;-)
czas pedzi jak szalony ostatnio, maly nam rosnie tak szybko, to juz trzy kilo zywej wagi. i ubranka juz niektore robia sie za duze… a taki byl z niego okruszek…
a ja, no coz, zyje troche w innym matriksie teraz ;-) zmiana pieluchy, cycowanie, butelkowanie, odbijanie, usypianie, czasami pompowanie, pare chwil na ogarniecie siebie i czasoprzestrzeni wokol i juz kolejny cykl sie zaczyna… i tak co trzy godziny. juz nie pamietam jak to jest polozyc sie spokojnie do lozka i zasnac snem sprawiedliwego na pare godzin. moj sen to sen czuwajacy teraz, sluchanie miarowego oddechu grocha i zrywanie sie na kazde prawie chrzakniecie ;-) mam nadzieje, ze mi to przejdzie przed malego osiemnastka ;-)
ale tak w ogole, to szczesliwam bardzo :-)
aaa i thanks god za kablowke, ktora podlaczylismy sobie przed urodzeniem grocha. nie ma to jak cnn albo hgtv podczas cycowania ;-) jeszcze nigdy tyle nie wiedzialam o wyborach w us, bailout, problemach ekonomicznych itd. w koncu wiem kim jest Sarah Palin i jak naprawde wyglada debata polityczna :-) nie wspominajac o kupowaniu i urzadzaniu domu i tzw. staging’u. wszechstronna babka ze mnie sie zrobila ;-)
a to pare zdjec Bena vel grocha i wyjatkowo cieplej jesieni na preriach:

About
- związkowa Yin
- Benkowa mama
- fanka zeberek
- hulająca z elektronami
- czasami melancholijna
- niekiedy sentymentalna
- wciąż poszukująca
Search
Copyright
- January 2012
- December 2011
- October 2011
- September 2011
- August 2011
- July 2011
- June 2011
- May 2011
- March 2011
- February 2011
- October 2010
- September 2010
- July 2010
- June 2010
- May 2010
- April 2010
- March 2010
- February 2010
- January 2010
- December 2009
- November 2009
- October 2009
- September 2009
- August 2009
- July 2009
- June 2009
- May 2009
- April 2009
- March 2009
- February 2009
- January 2009
- December 2008
- November 2008
- October 2008
- September 2008
- August 2008
- July 2008
Archives
Pages
- Aleksandra
- bosa stopka
- chiara76
- czekając na…
- dzienniki pewnej pani
- evek z Luisem
- from Oregon with love
- gusiook
- Jesteśmy głodni
- kobieta pracująca
- lazy hazy afternoon
- Lilybear
- mała Katie
- mała mi
- maya na zielono
- Norwegian exposure
- pani i pan Koala
- patekku
- res varia
- rozcinająca pomarańcze
- windy city
- wylęgarnia
- z syracuse





