Sep 05 2008
o poranku
mieszkamy w naszym domu juz prawie rok. a kupilismy go w moje urodziny. szukalismy go moze pare dni tylko. nie jest to wymarzony dom, taki na zawsze, ale nasz. z naszymi scianami, ktore mozemy pomalowac na najbardziej zwariowany kolor swiata. z naszymi marzeniami, wspomnieniami i nadziejami.
o poranku w okna naszej sypialni zaglada slonce, takie jak dzisiaj… rozowo-fioletowe, a na polach przed domem sciela sie mgla.
to prawie koniec miasta. w nocy slychac czasami wyjace gdzies w dali kojoty. a w zimie mozna zobaczyc ciekawskie biale zajace. a jak ma sie duzo szczescia, to mieniaca sie wszystkimi odcieniami zieleni, zorze polarna.
a tak wlasnie dzisiaj sielsko-anielsko obudzilo nas slonce. i wybieglam przed dom (no… pomarzyc mozna, nie ;-) bo badzmy szczerzy, kobieta pod koniec trzeciego trymestru to nie zwinna i zmyslowa babka ;-) z kamera w reku i zrobilam wlasnie to zdjecie. niech to bedzie dobry znak, bo dzisiaj idziemy z groszkiem do lekarza zobaczyc, czy porod blisko, czy raczej nie… oby to drugie, bo to dopiero poczatek 35 tygodnia.
a wszystkim czytajacym zycze milego weekendu :-)

Trzymajcie sie cieplo! Aby groszek jeszcze troche posiedzial w srodku!!!