Aug 27 2008
skurcze-byki
no to sobie pochwalilam dzien przed zachodem slonca. jeszcze przedwczoraj na szkole rodzenia przechwalalam sie jak mi to ciaza sluzy a nie ciazy, a tu takie hece. groch jest od wczoraj w jakiejs dziwnej pozycji (no bo zakladam, ze nie urosl tak szybko) i naciaga mi moj pepek od srodka i wbija cos w zebra. pol nocy nie przespalam, bo sie zastanawialam, czy to skurcze czy nie, te jego wygibasy od srodka. Oj czas spakowac te torbe… i wyprac grochowe ciuchy… i kupic materac… no i w ogole tego i tamtego sie przygotowac psychicznie i stawic czola rzeczywistosci, a nie udawac, ze to ktos inny tego grocha urodzi.
a w szkole rodzenia bylo ok. przedstawiono nam jak wyglada porod, kiedy przyjechac do szpitala itd. mam wrazenie, ze bylismy tam najstarsza para. no ale wedlug preriowo-kanadyjskich standardow, to ja dosyc dojrzala mother-to-be jestem, zeby nie powiedziec hm… stara. a przeciez ja ciagle osiemnascie lat mam i dopiero co z domu na studia sie wyrwalam ;-) ale co tam, oni nie wiedza, ze zycie zaczyna sie po trzydziestce. i tego sie trzymam.
grochu, please, siedz tam jeszcze…