Aug 25 2008
przychodzi baba do (kanadyjskiego) lekarza
dzisiaj kolejna z wizyt u doktora. a zwykle odbywa sie to tak: godzina w poczekalni z innymi brzuszkami, plus nieskuteczne proby czytania jakiejs ksiazki. po godzinie wezwanie do nursing station. tam rutyna, waga (ech znowu w gore…), cisnienie – ok (raczej nikt nie powie ile dokladnie, trzeba sie dopytac jesli kto ciekaw), pare minut przebierania nozkami i please follow me. jestesmy w malej celi bez okien. tylko kozetka do badania, szafka, jedno krzeslo i cztery sciany. no teraz to juz pojdzie szybko sobie myslisz. a tu akuku ;-) czekanie, czekanie, czekanie… nasluchiwanie dzwiekow za sciana… oo moze to ona… ech nie… i tak dalej przez nastepne 15 minut. w koncu wpada do pokoju doktorowa, how are you? fine. let’s listen to the baby’s heartbeat. excellent. let’s measure the belly. ok. any concerns? no. that’s great. see you in three weeks. I ten usmiech polnocnoamerykanski na koniec. ja wiem, ze czas to pieniadz a moja ciaza z tych bezproblemowych raczej, ale tak milo by bylo miec uczucie, ze jest sie kims waznym, a nie kolejnym punktem na liscie. piec miut, tyle zwykle trwaja te wizyty. a moze to ja wymyslam, ale jakos inaczej wyobrazalam sobie kontakt miedzy kobieta w ciazy a jej doktorem.
poza wizyta – dzisiaj wieczorem rozpoczynamy sobie prenatal classes, w sumie trzy spotkania po trzy godziny. mamy nadzieje obydwoje, ze w jakis sposob pomocne. pierwsze wrazenia – jutro.
a tak w ogole – to piekny mielismy weekend tego roku :-) w koncu bez uczenia mezowego. tylko my plus jeden pasazer na gape. to juz pewnie ostatni taki wypad, coraz ciezej usiedziec mi w samochodzie te pare godzin. brzuch coraz wiekszy, juz nie z rodzaju tych cute ;-) ale tych wiekszych na-bocznych (jesli wiecie o co mi chodzi ;-)
a lato sie chyli ku zmierzchowi. to juz ostatni z tych goracy dni… pozniej juz tylko krotka jesien i zimno, zimniej… ale tym razem, mam nadzieje, we trojke.



Fajowe to zdjecie cienia! :)