to juz prawie koniec 33 tygodnia. nie wiem kiedy ten czas zlecial. pierwszy trymestr wlokl sie okropnie, ale tak od okolo 17 tygodnia, jak groszek dal znac po raz pierwszy o sobie, czas jakos przyspieszyl. czy wierzycie w przeczucia? ja generalnie nie, czlowiek nauki jestem, nie powinnam, ale… tym razem wiedzialam, ze wszystko bedzie dobrze. to bylo bardzo dziwne uczucie, ktore gdzies tam ciagle uparcie tkwilo zanurzone w oceanie leku. jak to dobrze groszku, ze z nami zostales. ze ciagle jestes i bedziesz. i kiedy tak budze sie rano, i widze Ciebie moj kochany i czuje naszego buszujacego syna, to w tym momencie jestem najszczesliwsza kobieta pod tym sloncem.
lece. moj kochany wola z lozka wlasnie przebudzony: a gdzie jest moja rodzina? kocham te leniwe niedzielne poranki.
a wlasciwie to mialo byc o panice, bo dowiedzialam sie wczoraj, ze siostra moja wszystkie swe pociechy rodzila wczesniej. i tak sobie nagle zdalam sprawe, ze moze i ja sie wczesniej rozdwoje a tu nic nie zrobione… ale jakos teraz, o tym leniwym poranku, panika poszla sobie w las. i bardzo dobrze.