Wiem. Jestem len blogowy, ale w pracy tyle sie dzieje, ze nie wiadomo, gdzie zaczac. Mialam nadzieje na spokojne oczekiwanie na potomka, a tu niespodzianka. Trzeba skonczyc to i tamto i jeszcze jedno tamto… Taaak, nie ma to jak normalna kanadyjska praca. Kolezanka w szostym miesiacu juz idzie na macierzynski i to na ponad rok! I bedzie jeszcze w tym czasie dostawac jakies pieniadze. To tylko takie zuczki jak ja musza pracowac do konca i wrocic do pracy po trzech miesiacach. Ech, trzeba bylo inna kariere wybrac, ot co. Tylko, ze teraz to juz troche za pozno na takie rozwazania. I tak miedzy nami, po prawdzie, to ja lubie te moja cholerna prace. Wiem, masochistka jestem…
A tak a propos mojej tesknoty, to grupa znajomych z pracy wlasnie sie pakuje do wyjazdu do Krakowa. A buuuuu… ja tez chce….rzucic to wszystko, wsiasc do pociagu byle jakiego itd. i znalezc sie w Krakowie. I tak sie nasycic Polska, zeby tesknic za powrotem tutaj… bo tak to sie zwykle konczy… magiczny Krakow, tak by sie usiadlo w cafe w zaulku niewiernego Tomasza , poczulo cieplo popoludniowego slonca na policzku i odplynelo myslami i rozkoszowalo nicnierobieniem. W przyszlym roku. Tak sobie powtarzamy jak mantre i moze w koncu w to uwierzymy…

Mi sie tez chce takiego pociagu byle jakiego…. Moze tak juz jest w 3-cim trymestrze… :) Pozdrawiam!