Ten dzien zaczal sie wyjatkowo paskudnie. Sa takie dni ze kobiete w ciazy, z rozchwiana gospodarka hormonalna, nachodza takie smuty,ze hej… A dzis z rana powrocil ten sam temat co zwykle, czyli brak wakacji. Tak sie zlozylo, ze ze wzgledu na rozne przypadki i nie-przypadki nie dane nam bedzie odpoczac na lonie natury tego lata. Zostaje praca, i praca, i dom, i dziecko, i zmartwienia w stylu czy ja sobie poradze?
Ale jak juz te smuty sie skoncza, to czas na wyrzuty sumienia w stylu ja tutaj tak marudze, a moj groszek pewnie cierpi biedak z tego powodu (w miedzyczasie znajdzie sie taki artykul w internecie oczywiscie), sa tacy co maja gorzej, a gdyby tak sie cos zlego stalo? OMG – jak ja moge wytrzymac z sama soba?? nie wspominajac of course mojego ukochanego, jemu to dopiero nalezy sie medal za odwage w stawieniu czola dniu codziennemu z kobieta w ciazy…
Oczywiscie jak juz to pisze to mam sie calkiem, calkiem. W pracy robota jakos leci, a wieczorem idziemy do kina na ten oto film. Sprawozdanie po powrocie.