Jul 03 2009

away we go

Published by atsanik under okruchy życia, ona i on

czy ktoś już może widział ten film? i jak wrażenia? bardzo chciałabym go zobaczyć, bo taki stylowo indie (przynajmniej z trailera), bo o road trip, bo o byciu razem ze sobą i … z dzieckiem…, i o szukaniu swojego miejsca na ziemi, tylko kurcze nie ma z kim Benka zostawić, bo na seanse z małymi dziećmi to on już się nie nadaje…

————————————————————————————–

jak się okazuje niestety tego filmu nie można zobaczyć w toonie. no to mam problem z głowy.

No responses yet

Jun 30 2009

tam i z powrotem

Published by atsanik under okruchy życia

właśnie wrociliśmy. wygrzani, opaleni, wypoczęci, z masą zdjęć, filmów i mnóstwem pozytywnych wrażeń jeśli chodzi o podróżowanie z maluchem. mieliśmy tyle różnych obaw przed tą wycieczką, ale Benek okazał się urodzonym podróżnikiem i duszą towarzystwa. w samolocie spał, rozdawał uśmiechy i zaczepiał młode studentki, hehe ;-) a już na miejscu dzielnie zniósł zmianę otoczenia i temperatury (bo Kalifornia powitała nas upalną pogodą). warto podróżować z dzieckiem. my już planujemy kolejne wypady.

niestety powrót nie obył się bez niespodzianek. mimo stawienia się na lotnisku w San Fran półtorej godziny przed planowanym odlotem, nie udało się nam odlecieć. kolejki do check-in były niebotyczne, a United miał niestety 45 minutowy cut-off. zabrakło nam pięciu minut, żeby się załapać na nasz lot. nie pomogły tłumaczenia i prośby, zostaliśmy przebookowani na inny lot i podróż wydłużyła się nam z sześciu do jedenastu godzin.

ale jesteśmy już w końcu w domu, Benek zapadł w głeboki sen, a my otwieramy właśnie butelkę czerwonego wina z Napa Valley. fajnie było i trochę szkoda, że to już koniec. ale jeszcze kiedyś wrócimy na pewno.

a oto Ben na tle Golden Gate Bridge.

4 responses so far

Jun 26 2009

California here we come

Published by atsanik under okruchy życia

no i jesteśmy w Kaliforni.  we wtorek przylecieliśmy do San Francisco. Kalifornia jak zwykle powitała nas słońcem i zapachem drzew eukaliptusowych. tyle wspomnień na każdym kroku. tyle nocy nieprzespanych. tym razem jesteśmy tu pierwszy raz we trójkę. niestety dla mnie wakacje skończyły się już dzisiaj. do poniedziałku rano pracuję. ale cieszę się, że mam przynajmniej swoich chłopaków przy sobie.

już niedługo napiszę coś więcej, a na razie zapodam Wam takie oto fotki.

 

8 responses so far

Jun 13 2009

lato

Published by atsanik under okruchy życia, prerie

no i przyszło lato. nareszcie. i jak zwykle poprzedzone bardzo krótką wiosną. prognoza wygląda całkiem przyzwoicie, szczególnie na ten weekend, który ja niestety spędzę w pracy. f***. c’est la vie…

miłego weekendu drodzy blogowicze i inni podczytujący. ja idę pomęczyć moje ryby…

One response so far

Jun 09 2009

pomyłka

Published by atsanik under z życia pracusia

dzisiejszy dzień zaczął sie paskudnie. a to dopiero 8 rano, wolę nie myśleć co będzie dalej…

dla wyjaśnienia, chodzi o moją pracę. generalnie badam toksyczność pewnego zwiazku. jako obiekt testowy wykorzystuję larwy pewnego gatunku ryb. wczorajszy dzień spędziłam na przygotowywaniu różnych roztworów i dodawaniu ich do moich biednych ryb. miałam na tyle dużo pracy, że niestety do domu wróciłam o dziewiątej, jak Ben już smacznie spał.

dzisiaj byłam w labie już o siódmej rano, tylko po to, żeby zobaczyć, że coś sknociłam, bo wszystkie moje ryby dawno padły :-( a nie powinny. przeprowadziłam małe dochodzenie i wszystko stało sie jasne - moja wina, dodałam za dużo tego toksycznego związku i tyle. nie wiem jak to stało, nigdy przdtem się nie myliłam. cztery dni pracy poszły na marne. ech życie…

no cóż, pozostaję mi tylko Seneka i jego słynne “errare humanum est”.

8 responses so far

Jun 03 2009

mały jest ten świat

Published by atsanik under okruchy życia

a saskatooński to już na pewno.

postanowiłam spróbować i ja swoich sił w handlu internetowym i na popularnym tutaj portalu kijiji zamieściłam ogłoszenie o elektrycznym laktatorze na sprzedaż. nie liczyłam na wielki odzew, bo jakby nie było, to taki laktator jest przedmiotem do użytku raczej bardzo osobistego i ja na przykład takiego używanego bym raczej nie kupiła. zgłosiły sie emailowo dwie osoby. umówiłam się na spotkanie z pierwszą, która zadzwoniła. wczoraj wieczorem przygotowałam pudło z laktatorem, ogarnęłam living room i grzecznie czekałam na klientkę. w końcu pukanie, otwieram drzwi a w nich stoi ciężarna pani doktor, ta sama u której byliśmy lata świetlne temu z przedwczesnymi skurczami, i która to obwieściła nam, że Benek vel Groch pojawi się na tym świecie raczej wcześniej niż później. doktorowa od razu mnie poznała (umie się robić to wrażenie, hehe ;-) i tak przy oglądaniu laktatora, pogadałyśmy sobie o tym co było u mnie i o tym co będzie u niej. podczas rozmowy okazało się również, że mamy wspólnych znajomych.

i tak to przestałam być anonimowym sprzedawcą. teraz tylko mam nadzieję, że ten nieszczęsny laktator będzie jej dobrze służył.

9 responses so far

May 28 2009

kto rano wstaje

Published by atsanik under ben

piąta rano. i co robi skonana matka ośmio-i-pół miesięczniaka? pisze posta he he. taaak. coś musi być ze mną nie tak… mąż pojechał wczoraj do Calgary, a ja jakoś nie mogę sobie znaleźć miejsca w tym dużym łóżku. i tak leżąc pomyślałam sobie, że, po pierwsze, już dawno nic do Was nie pisałam, a po drugie, że nie pisałam już dawno nic o Benku, a przecież tyle sie zdarzyło.

przede wszystkim, gdzieś tak ze cztery tygodnie temu, Benek został ostatecznie odcycowany. muszę przyznać, że jak przystało na wyrodną matkę, jest mi bez tego całkiem dobrze :-o ale zastrzegam, to bardzo indywidualna sprawa, i żeby nie było, ża ja tu nie popieram naturalnego karmienia, popieram w całej rozciągłości. odcycowanie odbyło się zupełnie bezboleśnie, i o dziwo, odkąd je wyeliminowaliśmy, a szczególnie to jedno karmienie nocne, mały śpi snem sprawiedliwego, idzie spać z kurami (czytaj: ósma wieczorem) i niestety z nimi też wstaje (szósta rano).

po odcycowaniu przyszedł czas na przenosiny do własnego pokoju. tak samo bezbolesne jak i to pierwsze. a co za ulga dla dorosłych, że w końcu mamy z powrotem swój własny pokój! nareszcie można poczytać książkę w łożku, pogadać, poszperać nocami w internecie i przede wszystkim odpocząć po całym dniu chodzenia z małym, bo…

…Benek, gdyby tylko mógł, to mówiłby cały dzień - chcę stać.

mata edukacyjna - chcę stać. ciągnięcie motylków - nuda. zabawa dzwoniącym zajączkiem - nuda. trzymanie się dwóch tyczek - przednia zabawa.

ława w pokoju - chcę stać, a najlepiej to połóżcie na niej wszystkie piloty, a ja już pokażę wam co można z nimi zrobić (czytaj: obślinić, wylizać, zrzucić na podłogę i czekać jak wrócą ponownie na górę - tak sobie rodziców wychowałem, he he)

a jak już stoję - to przecież trzeba iść. raz dwa raz dwa raz dwa.

i tak przez cały dzień.

myślę, że nici będą z Benka czołgania, niezbyt go to interesuje, a jeśli już to czołga sie do tyłu. dzięki temu odkryliśmy inną przednią zabawę, zeskakiwanie z materaca. kładziemy Benka na brzuchu na naszym materacu (+ podstawa, czyli gdzieś tak 50-60 cm wysokości), a on szuru szuru, już wisi nogami w dole i wcale go to nie przestrasza, wręcz przeciwnie. merda nogami przeszczęśliwy, i znowu szuru szuru, i tak kurczowo trzymając się prześcieradła, ląduje na ziemi. a uśmiech po wylądowaniu - bezcenny.

oprócz stania (ze wsparciem) i prób chodzenia (również ze wsparciem) następną rozrywką Benka jest coś co się tu nazywa jamperoo lub jumper. wkładamy Benka do środka, i się zaczyna - hop sa sa, hop sa sa, hop sa sa…

ale nic tak naprawdę nie zastąpi plastikowego wiaderka i paru klocków. może tak siedzieć i siedzieć, i wkładać te klocki do wiaderka, i je wyjmować. przypomina mi się wtedy Kłapouchy i jego prezent urodzinowy, baryłeczka po miodzie od Kubusia i szczątki balonika od Prosiaczka - “lecz Kłapouchy nie słuchał. wkładał balonik i wyjmował go z powrotem, szczęśliwy jak jeszcze nigdy w życiu”.

fajnie jest być mamą takiego szkraba, szczególnie gdy już jest ta wyczekana interakcja a nie tylko jednostronna komunikacja. uśmiech, gdy ty sie uśmiechasz, wzrok wpatrzony w ciebie, gdy pokazujesz mu lampę (ano właśnie - lampy - kolejne odkrycie), chichranie się, gdy mówisz “a psik”, i takie tam inne.

a tak w ogóle to w końcu zrobiło się ciepło. nareszcie.

a oto Ben ze swoim ulubionym wiaderkiem.

Ben w akcji pilotowej.

wiosna proszę państwa!

9 responses so far

May 14 2009

kiedy pada śnieg…

Published by atsanik under kanada, prerie

wiem, przynudzam, niedługo przestaniecie to zaglądać, bo kto by chciał wciąż czytać o wiecznej zmarzlinie. wybaczcie, ale muszę się gdzieś poskarżyć na matkę naturę. tak wyglądał przed chwilą The Bowl - centrum życia studenckiego w lecie na moim kampusie.

a tu można popatrzeć jak śniegu przybywa, lub miejmy nadzieję ubywa…

siedzimy sobie z kolegą z Argentyny w naszym wspólnym ofisie (hehe-jakoś “wbiurze” mi nie pasuje ;) spoglądamy za okno i przecieramy oczy ze zdumienia a długoterminowa prognoza do końca maja też nie lepsza… F***F***F***!

no dobra, wracam do pracy żeby nie było, że się lenię i bloguję tylko. przyrzekam, następny post będzie już cieplejszy w wymowie ;-)

14 responses so far

May 13 2009

no comment

Published by atsanik under kanada, prerie

7 responses so far

May 08 2009

saskatooński osioł

Published by atsanik under kanada, okruchy życia, prerie

jeśli ktoś sie zastanawia, czy w maju może padać śnieg, odpowiem - naturalnie, a gdzie? oczywiście na kanadyjskich preriach. wstałam dziś rano, poszłam do drugiego pokoju nakarmić króle moje i jak zobaczyłam co za oknem, to nie mogłam się powstrzymać od użycia nieparlamentarnego słownictwa. 

zauważyłam dzisiaj, że ktoś dotarł na mój blog googlując emigracja do saskatoon. otóż owy ktosiu - odradzam, stanowczo odradzam, chyba, że jesteś gotowy na trzaskające mrozy i odśnieżanie/skrobanie auta codziennie przez co najmniej pół roku.

czuję się dziś jak ten osiołek z marchewką na kiju przed sobą. już widziałam to słońce, czułam ciepłą bryzę na twarzy. a teraz co? wiem, że jeszcze będzie ładnie, ale z dzisiejszym śniegiem i przymrozkiem, ta perspektywa wydaje się trochę dalsza niż zwykle, jak ta marchewka na kiju…

9 responses so far

Next »