Jan 25 2010

śnieżyca

Published by atsanik under okruchy życia

miało być muzyczno-kryminalnie, ale z kronikarskiego obowiązku muszę wspomnieć o ostatniej śnieżycy, jaka nawiedziła prerie w ten weekend.

opady śniegu na preriach są dosyć skąpe w porównaniu do na przykład wschodniej Kanady. a w tym roku to już szczególnie. trochę popadało przed świętami, ale od Nowego Roku przyszło ocieplenie i śnieg nam topniał w oczach. w piątek w nocy nadciągnął jednak na prerie system z Kolorado i zrzucił całą masę śniegu, i powiał silnym wiatrem. oj działo się, działo. muszę przyznać, że tego typu działanie sił natury działa na mnie przyjemnie ekscytująco. nie ma to jak siedzieć w zaciszu domowym, popijając to i tamto (oczywiście gdy latorośl smacznie śpi), i oglądając filmy Hitchcocka, rozkoszować się ciepłym domem, wygodnym fotelem i dobrym towarzystwem (tu ukłon w stronę djmoose’a). gorzej gdy zamieć i zawieja snieżna przeciągają się na cały weekend, a tu znudzone dziecko w domu i ryby do wykarmienia dziesięć kilometrów od domu.

dziecko zajęliśmy lepieniem bałwana, który to później wylądował w zamrażalniku. po obejrzeniu tego zdjęcia na pewnym portalu, moi kanadyjscy znajomi byli wstrząśnięci ilością jedzenia tamże przechowywaną ;-)

z rybami było gorzej. musieliśmy wyjść na zewnątrz. odkopanie auta, jak i również pomoc w odkopywaniu aut sąsiadów, zajęło djmoosowi parę ładnych chwil. tu muszę wspomnieć o preryjnej solidarności. w obliczu żywiołu śnieżnego ludzie jednoczą swoje siły i chętnie pomagają sobie wzajemnie. nie na darmo mottem prowincji Saskatchewan jest hasło: “from many peoples strength”.

a tak oto wyglądało moje osiedle w niedzielę.

droga do ryb też nie była lepsza. całe szczęście mamy już nowe auto, inaczej djmoose nie odważyłby się na taką wyprawę, szczególnie z małym dzieckiem. na wszelki wypadek zabraliśmy ze sobą łopatę :-)

największą Benkową atrakcją śnieżycy okazały się spycharki, które dziarsko przystąpiły do usuwania śniegu pod naszymi oknami w poniedziałek o czwartej nad ranem. o 4.30 pożegnałam się ze snem. no ale dzięki spycharkom, byłam w stanie dotrzeć rano do pracy. niektórzy podobno nie dali radę. tym bardziej, że komunikacja miejska kursowała tylko po głównych drogach. kolega opowiadał mi, jak to podobno ludzie na parkingu pod naszą pracą, gdy nie mogli zaparkować na swoim miejscu ze względu na kopy śniegu, wsiadali z powrotem do aut i wracali do domu, hehe. podobno taki wolny dzień od pracy z powodu śniegu to “snow day”. ja tam dzisiaj żadnego “snow day” nie miałam…

23 responses so far

Jan 20 2010

przewrotność losu

Published by atsanik under okruchy życia

czy ja napisałam “pogadzinowa” w ostatnim poście? błąd. powinnam była napisać “przedgadzinowa”. bo znów powitaliśmy jakieś zarazki w domu. czułam że tak będzie, odkąd zobaczyłam w zeszłym tygodniu przedszkolnego kolegę Benka z gilami w nosie i poza nim również (wrażliwych przepraszam) kolega ma się już dobrze, za to my nie. tak, tak, my, bo nie tylko Benek jest chory, ale ja również. stan chorobowy to mój nowy stan spoczynkowy, że się tak wyrażę. ile to dni minęło od ostatniej choroby, tydzień? taak. byle do wiosny. tym razem przynajmniej nie boli mnie gardło, za to katar mam, że hej. nie ja jedna. Benek też. niestety Benkowy katar przeszedł w kolejną infekcję ucha. jedyny pozytywny aspekt tej całej historii to przypadkowe poznanie lekarza z Polski podczas dzisiejszej wizyty w walk-in. juz nie pamiętam, kiedy byłam ostatni raz u lekarza mówiącego po polsku. całkiem miło było sobie pogawędzić w ojczystym języku, co szczególnie odczuł Benek, bo tym razem nie krzyczał tak strasznie. popytaliśmy trochę o te nieszczęsne rurki w uszach, bo coś czuję po kościach, że nam je zaserwują, lub przynajmniej zaproponują.

przyrzekam, to już ostatni post o chorobach, gadzinach, rurkach i tak dalej. nie o tym miałam zamiar pisać, jak zakładałam tego bloga. miało być głównie o życiu na preriach, naszych włóczęgach tu i tam, i co jakiś czas o potomku, a skończyło się, sami widzicie jak. następnym razem będzie o czymś zupełnie innym, muzyczno-kryminalnie, że się tak wyrażę. trzymajcie się. z-d-r-o-w-o!

14 responses so far

Jan 12 2010

pogadzinowa reaktywacja

Published by atsanik under okruchy życia, prerie

atsanik? obecna!

witajcie moi drodzy. długo mnie tu nie było, bo pozbywałam się gadziny. uparta była zaraza, nie dała się dwóm antybiotykom, ale jak się miała dać skoro ona wirusowa podobno była… ech lekarze… no dobra, czas przestać marudzić, bo dzisiaj, po raz pierwszy od trzech tygodni, przestało mnie boleć gardło. uff, co za ulga.

niestety gadzina dopadła nie tylko mnie, ale również djmoosa, więc święta minęły nam w zupełnie nieświątecznym stylu. całe szczęście Benek nie dał się zarazie, więc jakoś przebrnęliśmy przez tę chorobę, bo jakby jeszcze nam chorym przyszło się zająć chorym maluchem, to nie wiem jak dalibyśmy sobie radę. w te święta szczególnie zatęskniłam za bliską rodziną i dobrymi znajomymi w pobliżu, którym można by tak na przykład podrzucić Benka, żeby móc choć na chwilę samemu pochorować na kanapie. ach jo…

a co na preriach zapytacie? otóż odwilż proszę ja was. dzisiaj mieliśmy +3 st. C, tak, tak, ten plus to na pewno ma tam być. może w końcu El Nino sobie o nas przypomniał? normalnie, marudziłabym na lewo i prawo, że to już koniec zimy (a ja zimę lubię), że śnieg topnieje, że za ciepło, ale te ostatnie mrozy dały mi tak w kość, że tym razem naprawdę się cieszę. szczególnie, że przy takiej temperaturze Benek nie przypomina przybysza z Matplanety ( a raczej przypomina, tylko mniej) i wyjście z domu nie jest aż tak awanturnicze jak to zwykle przy mrozach bywało.

a oto Sigma z autem do prądu w tle (dla podniesienia efektu temperaturowego ;-)

w ostatnią niedzielę wybraliśmy się na spacer. jeden z plusów moich 156 cm - mogę miło spacerować z Benkiem za rekę, a djmoose nie może.

co fascynuje ostatnio Benka - wszystko. taka jarzębina w zimie na przykład.

a tutaj zdjęcie z dedykacją - dla pewnej miłej pary z Toronto :-) Benek bardzo dziękuje za Lokomotywę i za muzykę! my również!

no i lepszego Nowego Roku Wam życzę!

18 responses so far

Dec 22 2009

światecznie

Published by atsanik under okruchy życia

za oknem leniwie pada śnieg. te święta będą jednak białe, pomimo El Nino i prognoz co niektórych.

cóż Wam życzyć moi drodzy na ten czas świąteczny? niech te świeta bedą po prostu takie o jakich marzycie.

bardzo lubię ten fragment Trójkowego Karpia z 2002 roku:

Chroń przed chłodem i zamiecią Drogi Mikołaju Święty,
Baloniki przynieś dzieciom,
Starszym zabierz mankamenty.
Niech się ludzie dogadają.
Daj im łezkę szczęścia w oku,
A tym, którzy go nie mają,
Daj na święta święty spokój.

trzymajcie się ciepło i odpoczywajcie :-)

20 responses so far

Dec 18 2009

słuchowy wpis

Published by atsanik under ben

właśnie wróciliśmy z badania słuchu. no i teraz nie wiem, czy opisać Wam to w moim stylu (czyli glass half empty), czy też zdobyć się na odrobinę optymizmu (czyli glass half full). chyba jednak wybiorę tę drugą opcję, bo są gorsze problemy niż jakiś tam płyn zgromadzony za błoną bębenkową u Benka…

no to może od początku. stawiliśmy się na badanie na czas, choć nie było łatwo, bo wszyscy zaspaliśmy. Benek ostatnio śpi nadzwyczaj dobrze, i przez ostatnie dwa dni, to my musieliśmy go budzić, a nie on nas, hehe.

pani audiolog najpierw sprawdziła jak bardzo ruchliwa jest błona bębenkowa u Benka. ponieważ ruchliwość wyszła trochę obniżona, Benek ma najprawdopodobnie trochę nagromadzonego płynu w uszach. dla niewtajemniczonych w tajniki narządu słuchowego u maluchów wyjaśnię, że taki płyn jest czymś normalnym. u dorosłych wydzielina z nosa nie przedostaje się do przewodu słuchowego, bo przewód ten biegnie “pod górę”, u małych dzieci (do około drugiego roku zycia) przewód ten jest węższy i na dodatek tak zakręcony, że płyn może łatwo spływać w okolice błony bębenkowej. nagromadzony płyn to świetna pożywka dla bakterii, stąd też częste infekcje ucha u takich właśnie dzieci. Benkowy płyn to pewnie pozostałość po ostatnich infekcjach.  

po badaniu błony przyszedł czas na badanie słuchu. posadzono mnie i Benka w dźwiękoszczelnym pokoju i wpuszczano dźwięki z różnych kierunków i o różnej częstotliwości. Benek reagował na wszystkie z nich, za każdym razem odwracając głowę w kierunku z którego dobiegały.

pani audiolog zawyrkowała więc, że Benek nie ma trwałego uszkodzenia słuchu, ale może trochę gorzej słyszeć (choć ja tego nie zauważyłam podczas badania słuchu, no chyba że ja sama mam z nim problemy i obydwoje z Benkiem czegoś nie słyszeliśmy ;-) ze względu na nagromadzony w uszach płyn. uspokoiła nas, że to typowe u takich maluchów, ale kazała stawić się do kontroli za osiem tygodni. jeśli Benek będzie miał nadal obniżoną ruchliwość tej nieszczęsnej błony, zobaczy go laryngolog. ja niestety wiem, co to oznacza… szpital w Saskatoon podobno słynie z ilości przeprowadzanych operacji wmontowywania rurek udrażniających przewód słuchowy w błony bębenkowe małych dzieci. mam nadzieję, że obejdzie się bez takich atrakcji, bo jednak jest to operacja przy ogólnym znieczuleniu, która narusza strukturę błony… muszę poczytać trochę więcej o tym i zasięgnąć opinii gdzie indziej. choć chyba daruję sobie google, bo po radzeniu się internetu, ta szklanka to nawet w połowie pusta nie będzie…

no dobrze. przelałam tu trochę swoje obawy i już mi trochę lepiej, przynajmniej wiemy na pewno, że słyszy, i według mnie, słyszy całkiem dobrze. i tego się będę trzymać. 

30 responses so far

Dec 15 2009

auto

Published by atsanik under okruchy życia, prerie

co jest największym dobrem, ano zdrowie, to prawda, ale na zimnych preriach, zaraz po zdrowiu, jest nim również sprawny samochód i prawo jazdy oczywiście. w dniu dzisiejszym nie posiadam żadnego z tych dwóch ostatnich. wiem, moja wina z tym pierwszym, bo zbieram się do zrobienia prawka odkąd tu przyjechałam, czyli od ponad czterech lat(!), ale zawsze coś innego, ważniejszego jest do wykonania. auto mamy, to znaczy mieliśmy. dzisiaj padło, po raz kolejny w ostatnich dwóch tygodniach. nie wspominając przedziurawionej gwoździem opony z jakiś tydzień temu.

bez auta jest tu naprawdę ciężko, a przede wszystkim cholernie zimno, bo ciągle niestety jesteśmy tutaj w deep freeze (czytaj: temperatura odczuwalna poniżej -40 C). dzisiaj rano zapakowaliśmy Benka w cały strój zimowy i wsadzilśmy do auta, nie zdążyliśmy nawet ruszyć z parkingu, jak coś zaczęło się dymić spod maski. deja vu? takie same objawy miało nasze auto dwa tygodnie temu. WTF? no nic, ja z Benkiem taksówką do przedszkola, a później ja sama na autobus. zanim jednak przyjechał, poczekałam sobie z jakieś pięć minut przy -29 C. współczuję wszystkim tu mieszkającym , którzy takie czekanie zaliczają codziennie. naprawdę nie wiem, jak sobie radzą w takim mrozie. bo ja już czułam jak mi nogi przymarzały i oczy.

na stan obecny mam dość amerykańskich aut.

Oh Lord, won’t you buy me a Mercedes Benz…

Zamiast MB (które podobno już nie jest to samo, co kiedyś, gdy tylko produkowano je w Niemczech) mogłoby być takie Subaru na przykład… ale na razie to ja sobie mogę o nowym aucie tylko pomarzyć…

25 responses so far

Dec 09 2009

i znowu nici…

Published by atsanik under ben

… z badania niestety :-( to całe doświadczenie z benkowym słuchem nauczy mnie cierpliwości…

Benek nie dał się dzisiaj zbadać. zasnął po lunchu, tak jak planowaliśmy, ale niestety obudził się, jak pani audiolog wkładała mu do ucha ten przyrząd emitujący fale dźwiękowe, i już nic więcej nie dał sobie do ucha włożyć. niestety podczas tego typu badania dziecko musi być cicho, stąd też badanie podczas snu u małych dzieci. u nas nie wypaliło, więc dostalismy skierowanie na standardowe badanie słuchu w szpitalu. całe szczęście naszej pani audiolog udało się załatwić Benkowi szybki termin. idziemy w przyszły piątek. i znowu kolejny tydzień czekania…

już się z tym pogodziłam, ale jeszcze parę godzin temu, miałam tego wszystkiego dosyć… życie jednak toczy się dalej. podziwiam mego męża za ten stoicki spokój i wiarę w to, że wszystko jest i bedzie dobrze…

dzisiaj w przedszkolu mieliśmy zabawę świąteczną. były prezenty, słodkości i pani wyśpiewująca piosenki przy akompeniamencie gitary. Benek, jak tylko ją usłyszał, narobił wrzasku i przez parę minut nie dał się uspokoić. musieliśmy oswajać panią stopniowo, prawie tak jak Mały Książę oswajał lisa. udało się, bo Benek pod koniec imprezy nawet z lekka podskakiwał do dźwieków muzyki ;-)

dziekuję wszystkim, którzy dzisiaj myśleli o nas i ściskali kciuki. tak bardzo chciałabym napisać w końcu, że wszystko dobrze…

12 responses so far

Dec 08 2009

zima zima zima

Published by atsanik under ben, okruchy życia, prerie

no cóż, długo nie musielismy czekać na prawdziwie preryjno-zimową aurę. od wczoraj temperatury sięgają rankiem -33 st. C, w dzień jest trochę lepiej, bo -20 st. C, hehe. ale wiecie co, na razie mi ta temperatura nie przeszkadza :-) bo spadł śnieg, nie ogromne ilości, ale wystarczyło na wybielenie okolicy, i od razu jakoś tak bardziej światecznie się zrobiło.

Benek od poniedziałku w przedszkolu. a jutro badanie słuchu. oby się odbyło i oby wszystko było dobrze, bo przydałoby nam się troche pozytywnych wydarzeń w naszym domu.

w zeszłym tygodniu, dla polepszenia nastroju i sobie, i małemu, wyciągnęliśmy z piwnicy naszą doświadczoną choinkę. sztuczna co prawda, ale za to z masą pięknych światełek, tak że od razu przypadła Benkowi do gustu. był nawet całkiem nią zainteresowany, dopóki nie odkrył, że jest w stanie wdrapać się na stół obok, i od tej pory ubieranie choinki przestało go interesować. mieliśmy plan ubrać choinkę tradycyjnie, czyli bańki na całej wysokości, ale odkąd Benku odkrył, że bańki doskonale nadają się do zbijania metodą stuku-puku, musieliśmy nasz plan zmodyfikować i przesunąć łatwo tłukące się ozodoby w strefę poza zasięgiem ;-)

i to na razie tyle wieści z prerii. zapodam Wam tylko jeszcze parę zdjęć :-) trzymajcie się ciepło.

dekorujący Benek

pośniegowe osiedle

Benek analizujący choinkę

codzienny rytuał - karmienie króli

sun dog (polskiej nazwy nie znam), który powstaje na skutek rozszczepienia światła słonecznego przez kryształki lodu w powietrzu.

9 responses so far

Dec 01 2009

kciuki odwołane

Published by atsanik under ben

niestety z dzisiejszego badania nici. Benkowy katar z ostatnich dwóch tygodni jeszcze się powiększył, wiec zadecydowano o przeniesieniu badania na przyszly tydzień. ech zycie.  

dziękuję pięknie tym, którzy o nas ciepło myśleli dzisiaj, poproszę Was o to samo, jak tyko nam ustalą nowy termin…

a jeśli ktoś ma skuteczne sposoby na pozbycie się dwutygodniowego gadzinowego kataru, i u mamy, i u dziecka, to bardzo proszę o podzielenie się, bo ja mam już serdecznie dosyc, a Benek zapewne też.

19 responses so far

Nov 24 2009

jak nie urok to

Published by atsanik under ben, okruchy życia, prerie

ostrzegam z góry, będzie długo i narzekająco.

długo już nie pisałam, ale najpierw walczyliśmy z kolejnym wcieleniem gadziny przedszkolnej (która tym razem postanowiła oszczędzić tatę Benka, ale za to wynagrodziła sobie z nawiązką powalając mnie, u Benka skończyło się tylko na katarze), a obecnie mamy inny problem na głowie i jakoś mi nie po drodze do pisania, choć zaglądam tu codziennie.

parę dni temu, jedna z pań przedszkolanek podzieliła się z nami swoimi obawami o słuch Benka. według niej Benek może gorzej słyszeć, bo gdy jest do niej odwrócony plecami, nie reaguje, gdy ona woła go po imieniu.

my, rodzice, z drugiej strony, jak dotad, nie zauważyliśmy w zachowaniu Benka czegokolwiek, co mogłoby wskazywać na jego problemy ze słuchem. wręcz przeciwnie. Benek rozumie wiele, wie, gdzie są jego buty, i poproszony o ich przyniesienie, biegnie ochoczo do półki w przedpokoju, chwyta swoje buty i je rzeczywiście przynosi. wie, gdzie w domu jest wiatrak, i zapytany potrafi go bez problemu wskazać. w trakcie oglądania książek, poproszony o pokazanie na obrazku piłki czy autka, robi to bez problemu. lubi zabawki wydające dźwięk i sam lubi też naśladować dźwięki. jadąc autem czy bawiąc się autami śmiesznie terkocze trrr trrr trrr, a oglądając Teletubisie (tak tak, przy okazji się wydało, na jakie bodźce wystawiamy nasze dziecko ;-) powtarza za nimi “oo oo”. a na dodatek słysząc jakąkolwiek muzykę gibie się śmiesznie na boki. mogłabym tak długo, bo oboje z mężem spędziliśmy ostatni weekend na przekonywaniu siebie, że z Benkiem wszystko w porządku, jak również na jego testowaniu. wszystko wydaje się być w porządku, ale gdzieś tam jednak chodzi po głowie ta myśl, że może jednak nie, bo rzeczywiście Benek na swoje imię czasami nie reaguje. po prawdzie sama nie wiem, czy powinien. może za mały na to jeszcze? czasami odwróci głowę znad książki jak go zawołam, ale czasami nie. może po prostu jest zbyt nią pochłonięty? a może problem leży w jego imieniu, bo w domu wołamy na niego różnie, Beniu, Benio, Benku itd? w przedszkolu przez dwa miesiące był Benjaminem, bo tak sobie panie przedszkolanki wymyśliły, żeby było łatwiej (w przedszkolu był już inny Ben). ponieważ Benek nie reagował na Benjamina w ogóle (i temu akurat się nie dziwię, bo dlaczego miałby) parę tygodni temu zmieniono Benjamina na Beniu. niestety ich Beniu to jednak trochę inny Beniu niż w moim czy tatowym wykonaniu… 

w przyszły wtorek Benek będzie miał test słuchowy. o 14 miesięcy za późno, bo niestety prowincja Saskatchewan nie wykonuje przesiewowych badań słuchu noworodkom (jak to ma miejsce chociażby w Polsce). najzabawniejsze jest to, że gdyby przedszkole Benka nie miało własnego audiologa-logopedy, na tego typu badanie przyszłoby nam czekać nawet do czterech miesięcy. ot uroki publicznej słuzby zdrowia na preriach, bo prywatna tu nie istnieje, więc nawet gdybym chciała zapłacić za badanie, to nie mam komu.

każdego dnia myślę o tym wszystkim, może trzeba było zabarykadować się w gabinecie lekarza, jak Benek się urodził, i zastraszyć, że nie wyjdę dopóki Benka słuch nie będzie zbadany. niestety Benek nie był oficjalnie objęty opieką wcześniaczą, bo, o ironio, miał się zbyt dobrze po urodzeniu. na moje pytanie o badania dla wcześniaków, lekarz odpowiadał pytaniem: a reaguje całym ciałem na ostre dźwięki? tak. a to wszystko w porządku. oby ten lekarz miał rację. niedługo się przekonamy. mam cichą nadzieję, że to jednak, my, rodzice, mamy rację, a nie przedszkole. bo niestety z przedszkolem jest ten problem, że wszyscy tam mówią w języku, którego Benek nie zna. i mamy wrażenie, że to może być przyczyną jego izolacji.

kto dotrwał do końca, niech pomyśli o nas ciepło w przyszły wtorek.  

25 responses so far

Next »